Wniosek o odwołanie Sasina. Sejm zdecydował

Polska
Wniosek o odwołanie Sasina. Sejm zdecydował
Polsat News
Sejm odrzucił wniosek o odwołanie Jacka Sasina

Sejm odrzucił w czwartek wieczorem wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra aktywów państwowych Jacka Sasina. Za przyjęciem wniosku głosowało 223 posłów, przeciw było 234, nikt się nie wstrzymał.

Jak wynika z informacji na stronie Sejmu za wotum nieufności opowiedziało 133 posłów Koalicji Obywatelskiej; 49 posłów Lewicy; 29 posłów PSL-Kukiz15; 11 posłów koła Konfederacji oraz 1 poseł niezrzeszony.

 

Przeciw wyrażeniu wotum nieufności głosowało 234 posłów PiS. Od głosu nikt się nie wstrzymał.

 

Głosowało łącznie 457 posłów. Udziału w głosowaniu nie wzięli: Anna Maria Siarkowska (PiS), Magdalena Filiks (KO) oraz Zbigniew Ziejewski (PSL-Kukiz15).

 

Wniosek KO

 

Złożony przez posłów KO wniosek ma związek z przygotowywanymi na 10 maja wyborami korespondencyjnymi prezydenta RP.

 

We wniosku podkreślono, że jest on "wyrazem sprzeciwu wobec działań ministra, w szczególności w zakresie organizacji wyborów Prezydenta RP w 2020 r." "Działania podejmowane przez wicepremiera Jacka Sasina doprowadziły do absolutnego chaosu wyborczego, konstytucyjnego i demokratycznego w Polsce" - podkreślono.

 

ZOBACZ: Posłowie KO prezentują "wieżę Sasina". 30 kilometrów pakietów wyborczych

 

Lider PO Borys Budka przekonywał z sejmowej mównicy, że pieniądze, które z polecenia Sasina, zostały wydane na druk kart wyborczych mogły zostać przeznaczone m.in. na pokrycie wynagrodzeń minimalnych dla ponad 26 tys. osób bez pracy. - To wypłata postojowego dla ponad 33 tysięcy pracowników, to 138 tysięcy testów na koronawirusa dla pracowników służby zdrowia, czy oświaty - wymienił.

 

Ocenił, że "rząd PiS wolał przeznaczyć 70 mln zł na pseudowybory; na coś, co się nie odbyło".

 

Polityk stwierdził też, że wybory planowane na 10 maja miały odbyć się kosztem zdrowia osób roznoszących pakiety wyborcze oraz członków komisji wyborczych. - To nie doszło do skutku, ale do dziś nie wiemy, gdzie są te karty wyborcze - mówił Budka. - Obiecuję, że pomożemy je znaleźć - zapowiedział Budka.

 

Jak dodał, po ich odnalezieniu Jacek Sasin będzie opowiadał przed sądem jedynie za przekroczenie uprawnień i wyrządzenie szkody majątkowej. Wskazał, że do wydruku kart wyborczych konieczne było wycięcie 30 tys. drzew. Szef KO ocenił też, że Sasin ma na swoim koncie wiele niezrealizowanych pomysłów i obietnic.

 

"Rachunek powinien zapłacić Senat i samorządowcy"

 

Poseł PiS Marek Suski przekonywał, że wniosek Koalicji Obywatelskiej o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra aktywów państwowych Jacka Sasina jest "skandaliczny, polityczny i nieuzasadniony". - Były tam zarzuty różne. Po pierwsze, że wybory były przygotowywane, a drugi zarzut, że tych wyborów nie było. Były zarzuty, że pan premier nie zajmował się walką z COVID-em i na Mazowszu panowała zaraza - zaznaczył poseł.

 

Według niego "rachunek za nieprzeprowadzone wybory prezydenckie powinien zapłacić Senat i powinni zapłacić samorządowcy, którzy odmawiali nawet lokali dla umieszczenia w nich urn wyborczych". - Tak się właśnie samorządowcy zapisali, niszcząc polską demokrację - powiedział Suski.

 

Jak dodał, "ten wniosek był skandaliczny i całkowicie nieuzasadniony". - Rekomenduję w imieniu komisji odrzucenie tego wniosku jako skandalicznego, politycznego i przerzucającego wasze winy na premiera, który chciał, żeby konstytucja w Polsce była przestrzegana a wyście to udaremnili - powiedział poseł PiS.

 

"PO nie jest w stanie wygrać żadnych wyborów"

 

Jacek Sasin podkreślił, że bardzo uważnie zapoznał się z wnioskiem KO o jego odwołanie. Jak mówił jest to bardzo ciekawa lektura, która bardzo wiele mówi o logice, którą kierują się jego autorzy. - To jest taka logika, która mówi, że działaniem z niskich pobudek - bo taki jest zarzut - jest przestrzeganie konstytucji i zorganizowanie wyborów, do których Polacy mają prawo, ale to prawo Polakom Platforma Obywatelska odbiera - oświadczył wicepremier.

 

Jak dodał rozumie to, ponieważ ugrupowanie to nie jest w stanie wygrać żadnych wyborów ani przedstawić kandydata, który by Polaków porwał. - Pewnie uważa, że Polacy nie dorośli do demokracji, bo nie chcą wybrać kandydata PO - powiedział Sasin.

 

Zdaniem wicepremiera to jest też taka logika, która mówi o narażaniu obywateli na niebezpieczeństwo podczas udziału w wyborach, ale już nie naraża ich podczas zbierania podpisów pod nową kandydaturą na prezydenta.

 

- To jest taka logika, która mówi, że te wybory nie miały podstawy prawnej, podczas kiedy tę podstawę prawną daje konstytucja wyraźnie mówiąc w art. 128, kiedy wybory mają się odbyć. Zgodnie z tą konstytucją marszałek Sejmu te wybory rozpisała na 10 maja. To była ta podstawa, na której rząd działał i to zobligowało nas do tego, żeby te wybory przygotować, żeby dać Polakom możliwość, aby w tych wyborach mogli wybrać swojego prezydenta - podkreślił Sasin.

 

Wybory 10 maja ostatecznie się nie odbyły, jednak wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze, które wyborcom miała dostarczyć Poczta Polska. Za organizację głosowania - zgodnie z ustawą z 6 kwietnia o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. - odpowiadał minister aktywów państwowych. Ustawa weszła w życie 9 maja.

zdr/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze