Kino inne niż dawniej. Wielkie straty przemysłu filmowego

Kultura
Kino inne niż dawniej. Wielkie straty przemysłu filmowego
Pixabay/Bru-nO
Wielkie straty przemysłu filmowego z powodu pandemii koronawirusa

Ze względu na pandemię koronawirusa dystrybutorzy są zmuszani wprowadzać filmy, które już miały swoją kinowe premiery na platformy VOD o wiele wcześniej niż pierwotnie zakładano. W USA szacuje się, że przyspieszenie o 10 dni wejścia filmu na DVD albo VOD obniża zyski średnio o 2 miliony dolarów.

Już na początku marca amerykańscy analitycy wyliczyli, że z powodu kryzysu i zamknięcia sal kinowych straty rynku filmowego wyniosły 5 miliardów dolarów.  

 

Z powodu pandemię trzeba było przenieść datę premiery superprodukcji Disney'a "Mulan". Film miał trafić głównie na rynek w Chinach, ale akurat w czasie, gdy widzowie mieli go zobaczyć, wybuchał pandemia. Wirus z Wuhan powalił nawet takiego twardziela jak agent 007. Na nowy film o Jamesie Bondzie poczekamy do jesieni.

 

ZOBACZ: "Zabawa w chowanego" braci Sekielskich. Zobacz cały film

 

Nadzieja w kinomanach

 

Przeniesiono wiele innych premier i wstrzymano prace na planach nowych produkcji. W Wenecji miano kręcić sceny do nowej części "Mission: Impossible". Z oczywistych powodów musiano rozplanować wszystko na nowo.

 

Jeszcze niedawno wydawało się, że tzw. superprodukcje to filmy niemal skazane na sukces. Warto przypomnieć, że przecież widzowie tłumnie wypełniali sale kinowe, by obejrzeć ostatnią część "Star Wars", czy "Avengersów".

 

Nawet jeśli koronawirus minie, czeka nas kryzys gospodarczy. Teoretycznie kultura to część naszego życia codziennego, z której najprościej zrezygnować. Potrafimy nie pójść do kina na nowy film ze świata Marvela, ale nie możemy odmówić sobie obiadu. Tak wskazywałaby logika. Tyle że sprawa nie jest taka oczywista.

 

- Jedną z ról kina jest funkcja eskapistyczna. Ucieczka od rzeczywistości jest formą radzenia sobie z kryzysem. Z tego powodu oglądanie filmów nie przestanie być ważnym sposobem spędzania wolnego czasu. Tak na przykład stało się w 2010 roku po katastrofie w Smoleńsku - mówiła niedawno Polskiemu Radiu kulturoznawca dr Anna Wróblewska. 

 

To, co mówi ekspertka ma potwierdzenie w historii. Słynna wytwórnia filmowa Metro-Goldwyn-Mayer (MGM) w czasie Wielkiego Kryzysu lat 30. XX w. paradoksalnie umocniła swoją pozycję na rynku. Jej szefostwo rozumiało, że ludzie pragną w ciężkich czasach rozrywki. Wszystko, by uciec od trudów dnia codziennego, a może znaleźć inspirację do przetrwania najgorszego.

 

W efekcie spółka stała się jedyną hollywoodzką wytwórnią, która w mrocznych czasach kryzysu nie przestała wypłacać dywidendy swoim inwestorom. By pojąć o jakim fenomenie mówimy, warto przypomnieć, że słynny gangster Dillinger opuścił swoją kryjówkę, by... zobaczyć film z Clarkiem Gable'em, produkcję MGM.

 

Zagrożone wielkie produkcje

 

Pomiędzy sytuacją z lat 30. a naszą rzeczywistością jest jednak jeden ważny szczegół. Wtedy nie istniał streaming. Dziś filmy możemy oglądać na ekranie komputera i coraz częściej to robimy.

 

Czy więc to Netfliks będzie nowym MGM? Firma już pokazała, że nie boi się realizować superprodukcji, czego dowodem jest "Irlandczyk", film Martina Scorsese, którego nie chciały sfinansować "zwykłe" wytwórnie.

 

Tyle że to nadal kina generują większe zyski. Z analiz Stowarzyszenia Amerykańskich Właścicieli Kin wynika, że jeśli film wyświetlany jest w kinach przez 100 dni, a do obiegu domowego trafia 108 dni po swojej premierze, zarobi niemal 2 miliony dolarów więcej, niż gdyby na DVD czy platformy VOD trafił po 98 dniach. Według raportu produkcje średnio generują aż 67 proc. zysków ze sprzedaży biletów, a reszta zarobków pochodzi z obiegu domowego.

 

.Nikt więc nie wyłoży już tak wielkich pieniędzy na takie filmy jak "Avengers: Endgame", jeśli będzie wiedział, że sprzeda sporo mniej biletów, niż mógł liczyć np. w 2019 r.

 

Już teraz mocne ciosy od koronawirusa otrzymali twórcy "Niewidzialnego człowieka" czy - patrząc na polski rynek - "Sali samobójców. Hejter", "Bad Boy'a" lub "365 dni". Te filmy musiały trafić na portale internetowe o wiele wcześniej niż planowano.

 

ZOBACZ: Kino na razie w plenerze, ale aktorzy wracają na plan. Znoszenie ograniczeń w kulturze

 

Nowe możliwości

 

Z drugiej strony kryzys powinien otworzyć rynek na nowe możliwości. Prawdopodobnie na znaczeniu zyska kino ambitniejsze, które jest mniej kosztowne w produkcji. Zapewne wkrótce na całym świecie zaczną powstawać kina samochodowe, które my, Polacy, znamy głównie z amerykańskich filmów.

 

Możliwe też, że twórcy zaczną realizować swoje produkcje inaczej. By zrekompensować brak wielkiego ekranu, zaczną tak kręcić filmy, by te można było obejrzeć za pomocą okularów do wirtualnej rzeczywistości. Dziś z takich możliwości korzysta głównie rynek tzw. filmów dla dorosłych, ale zapewne nikt z fanów "Gwiezdnych wojen" nie miałby pretensji, gdyby ktoś umożliwiłby mu obejrzenie przygód Luke'a Skywalkera w tak nowoczesny sposób.

 

Tekst powstał przy współpracy z portalem comparic.pl.

Jacek Walewski

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze