Oskarżony o zabójstwo dziennikarza Jana Kuciaka przyznał się do winy. Emocje na sali sądowej

Świat
Oskarżony o zabójstwo dziennikarza Jana Kuciaka przyznał się do winy. Emocje na sali sądowej
PAP/EPA/Jakub Gavlak
Oskarżony o zabójstwo Miroslav Marczek przyznał się do winy.

Podczas głównego procesu w sprawie zabójstwa słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej zeznawał Miroslav Marczek, który przyznał się do zabicia pary młodych ludzi. Rodzice dziennikarza słuchali tego obejmując się. Matka Kusznirovej płakała.

Według aktu oskarżenia zabójstwo Kuciaka zlecił zasiadający na ławie oskarżonych przedsiębiorca Marian Koczner.

 

Miała być to zemsta za artykuły dziennikarza o jego niejasnych interesach. Zlecenie, a także wynagrodzenie za zabójstwo, miała przekazać znajoma Kocznera, również oskarżona Alena Zsuzsova. Odbiorcą pieniędzy i informacji o Kuciaku miał być odbywający już karę 15 lat więzienia Zoltan Andrusko. W śledztwie współpracował z policją i zawarł umowę z prokuraturą.

 

Precyzyjnie opisał broń, z której strzelał

 

Marczek pojawił się na miejscu dla świadków w otoczeniu trzech zamaskowanych i uzbrojonych funkcjonariuszy straży więziennej.

 

- Chcę przeprosić (rodziny ofiar) za wyrządzone krzywdy. Nic nie wynagrodzi tego, co zabraliśmy. Jestem świadomy, co zrobiliśmy. Gdy widziałem ich w telewizji, ból zmusił mnie do myślenia. Przepraszam – powiedział zabójca.

 

- Trafiłem go w pierś. W kuchni trafiłem także ją - zeznał co do samego momentu zabójstwa.

 

Marczek precyzyjnie opisał broń, z której strzelał, mówił także o technicznych szczegółach, które miały spowodować, że będzie bardziej cicha. Opisywał znajomość z Zoltanem Andrusko, który wcześniej przyznał się do pośrednictwa w zleceniu morderstwa i odbywa karę 15 lat więzienia.

 

- Czy Andrusko powiedział, dlaczego tak ważne jest zabicie Kuciaka? – pytał prokurator Vladimir Turan. - Powiedział tylko, że pisze o rzeczach, o których nie powinien. Nie wiedzieliśmy, kto jest zleceniodawcą. Nie wiedzieliśmy, jak się nazywa. Sądziliśmy, że Kuciak to przezwisko, bo tak nam powiedziano – zeznał Marczek.

 

Przyznał też, że razem z byłym policjantem, Tomaszem Szabo, planowali uprowadzenie dziennikarza. - W każdym przypadku miało się to skończyć zabójstwem, ale tak, żeby nie znalazło się ciało – wyjawił.

 

Zemsta za teksty o interesach biznesmena

 

Przewodnicząca składu sądu sędziowskiego Rużena Sabova starała się ustalić, dlaczego Marczek nie zrezygnował z zabójstwa, gdy zorientował się, że razem z Kuciakiem w domu jest Kusznirova. Naciskał na mnie Andrusko – mówił Marczek i nie wprost przyznał, że naciskał także jego wspólnik. Uwagę obecnych na sali sądowej dziennikarzy zwróciło używanie przez Marczeka w przypadku relacjonowania zabójstwa określenia "egzekucja".

 

Proces w sprawie zabójstwa słowackiego dziennikarza Jana Kuciaka PAP/EPA/JAKUB GAVLAK
Proces w sprawie zabójstwa słowackiego dziennikarza Jana Kuciaka

 

Podczas składania zeznań przez Marczeka na sali sądowej nie było pozostałych oskarżonych o zabójstwo dziennikarza i jego narzeczonej – przedsiębiorcy Mariana Kocznera, który zdaniem prokuratury zlecił zabójstwo dziennikarza śledczego w zemście za teksty o jego interesach, pośredniczki i znajomej Kocznera Aleny Zsuzsovej oraz kuzyna i kierowcy Marczeka, Tomasza Szabo.

 

Kuciak i jego narzeczona zginęli w lutym 2018 roku w miejscowości Velka Macza, w pobliżu Trnawy na zachodzie Słowacji.

 

Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku premiera zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER–Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.

las/hlk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze