Rajd Dakar. Trzecie miejsce i gest fair play Przygońskiego

Świat
Rajd Dakar. Trzecie miejsce i gest fair play Przygońskiego
PAP/EPA/ANDRE PAIN
Jakub Przygoński zajął trzecie miejsce na trzecim etapie Rajdu Dakar

Jakub Przygoński po dwóch pechowych etapach Rajdu Dakar, we wtorek zajął trzecie miejsce na kolejnym i potwierdził, że należy do ścisłej światowej czołówki. Zawodnik Orlen Teamu mógł być jeszcze wyżej, ale w końcówce zatrzymał się, aby pomóc litewskiemu kierowcy.

Jadący samochodem Mini z niemieckim pilotem Timo Gottschalkiem Przygoński zapowiadał przed rajdem walkę o podium. Jednak już na pierwszym etapie szans na to pozbawiła go awaria skrzyni biegów. Dzień później przebił cztery opony i poniósł kolejne straty. W końcu we wtorek udowodnił, że jest w stanie walczyć z najlepszymi.

 

ZOBACZ: Rajd Dakar. Pechowy początek Jakuba Przygońskiego

 

- Od początku szliśmy na całość. Na szczęście dzisiaj było więcej piachu i mniej kamieni, dlatego dało się trzymać gaz i mijać innych. Była bardzo trudna nawigacja, ale Timo zabłysnął. W jednym miejscu wyprzedziliśmy cztery samochody, które pobłądziły, a my trafiliśmy od razu na dobrą drogę – opisywał etap Przygoński.

 

"Przebił czwartą oponę, błagał o koło"

 

Polak przyznał, że mógł być jeszcze wyżej, ale w końcówce pomógł rywalowi.

 

- Na 70 kilometrów przed metą stał Zala (Vaidotas, sensacyjny zwycięzca pierwszego etapu – red.) i błagał o koło, bo przebił już czwartą oponę i nie mógł kontynuować jazdy. Zatrzymaliśmy się i mu pomogliśmy. On wciąż walczy o czołówkę. My z kolei dzisiaj nie mieliśmy kłopotów z kołami, bo trochę zmieniliśmy taktykę” – powiedział uśmiechnięty i wyraźnie zadowolony z etapu Przygoński. Nie chciał jednak zdradzić, na czym polegała zmiana.

 

Przyznał natomiast, że po wcześniejszych niepowodzeniach taki sukces był mu potrzebny. - To bardzo mnie podbudowało, a trzecie miejsce w Dakarze zawsze cieszy – podkreślił.

 

Etap wygrał były rajdowy mistrz świata Hiszpan Carlos Sainz, a drugi był ubiegłoroczny zwycięzca Dakaru Katarczyk Naser Al-Attiyah, który wyprzedził Polaka zaledwie o 48 sekund.

 

Wielkie zamieszanie przy waypoincie

 

Trzeci etap Rajdu Dakar do udanych mogą zaliczyć także motocykliści Orlen Teamu Adam Tomiczek i Maciej Giemza oraz Rafał Sonik, który był wprawdzie czwarty, ale utrzymał drugie miejsce w klasyfikacji quadów.

 

Cała trójka narzekała na złe nawigacyjne opracowanie trasy przez organizatora.


ZOBACZ: Kierowca potrącił kibica podczas Rajdu Dakar. Nie zatrzymał się, by udzielić mu pomocy

 

- Dzisiejszy dzień pokazuje, że nie za bardzo można tutaj cokolwiek zakładać, bo było wielkie zamieszanie przy jednym z waypointów. Wiele motocykli tam krążyło, ja też go nie znalazłem, ale byłem pewny, że jadę dobrze i postanowiłem nie tracić tam więcej czasu – podkreślił 16. we wtorek Tomiczek.

 

Zaledwie pół minuty stracił do niego 17. Giemza. „Myślę, że to był jakiś błąd, bo nikt nie mógł znaleźć tego punktu. Szkoda tylko, że straciłem na jego szukanie mnóstwo czasu. Mam nadzieję, że organizatorzy znajdą jakieś sprawiedliwe rozwiązanie tego problemu” – powiedział Giemza, który poinformował, że już się czuje znacznie lepiej niż dzień wcześniej, gdy z powodu zapalenia gardła musiał odwiedzić lekarza.

 

Obaj Polacy sąsiadują ze sobą także w klasyfikacji generalnej. Tomiczek jest 24., a Giemza 25.

 

Sonik świadkiem wypadku

 

Sonik przyznał, że znacznie bardziej niż stratami czasowymi przejął się wypadkiem Sheika Khalida Al Quassimiego, którego pilotem jest mieszkający w Warszawie Francuz Xavier Panseri.

 

- Etap był piękny krajobrazowo, ale ja myślałem zupełnie o czymś innym. Po przeszło 300 kilometrach trasy na moich oczach samochód z Panserim uderzył w ogromną skałę. To się działo 200-300 metrów przede mną. Auto było strasznie zniszczone. Gdy tam dojeżdżałem, Xavier był wyciągany z auta przez innych ludzi. Miał wykrzywioną bólem twarz. To strasznie zostaje w głowie, zwłaszcza że to nasz kolega – opisuje Sonik.

 

Zwycięzca Dakaru z 2015 roku podobnie jak motocykliści uważa, że organizator popełnił błędy w przygotowaniu road-booka.

 

- Pierwsza część etapu była szybka, ale końcówka była potwornie skomplikowana nawigacyjnie i w dwóch czy w trzech miejscach pobłądziłem. Moim zdaniem brakowało kilku waypointów w road-booku. Niektóre odległości się nie zgadzały. Więcej szczęścia mieli ci, którzy jechali po kurzu innych. Ja akurat dzisiaj miałem trochę pecha, ale i tak nie straciłem tak strasznie dużo. W czołówce jest bardzo ciasno i tak już pewnie zostanie. Nikt nie odpuści, do końca będzie walka o każdą sekundę – prognozuje.

 

Do szybkiej jazdy powracają startujący w kategorii pojazdów UTV Aron Domżała i Maciej Marton, którzy we wtorek zajęli czwarte miejsce. Polacy pierwszy etap wygrali, ale na drugim zmagali się z kłopotami technicznymi i w klasyfikacji generalnej zajmują odległą lokatę.

 

Trzeci etap był pętlą wokół Neom. W środę zawodnicy wyruszą na trasę czwartego, a metą w Al-Ula. Pokonają 676 kilometrów, z czego 453 to odcinek specjalny.

bas/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze