Lekarz odesłał kobietę do domu. Kilka dni później trzeba było amputować jej nogę

Polska
Lekarz odesłał kobietę do domu. Kilka dni później trzeba było amputować jej nogę
Interwencja

Chorująca na cukrzycę Iwona Jonas trafiła w piątek, 8 kwietnia tego roku do szpitala w Rudzie Śląskiej z bolącą nogą. Ból był tak silny, że nie mogła na nią stanąć. Lekarz przepisał leki i odesłał do domu. Gdy w poniedziałek przywieziono ją z powrotem, zemdlała. Miała zakrzepicę żylną, ropowicę i postępującą sepsę. Konieczna była amputacja nogi. Sprawę bada prokuratura. Reportaż "Interwencji".

Iwona Jonas ma 47 lat i od 20 lat choruje na cukrzycę. Kobieta mieszka w Rudzie Śląskiej wraz z dorosłym synem. W grudniu ubiegłego roku pani Iwona rozwiodła się.

 

- Po dwóch latach walki dostałam rozwód. Miałam w domu pijaka, wyzywana byłam, najpierw się znęcał psychicznie, później fizycznie, walczyliśmy o to, żeby z eksmisją męża było – mówi "Interwencji" pani Iwona.

 

Do chirurga na kontrolę

 

Kobieta myślała, że to koniec jej problemów. Jednak w pracy, w nocy z 5 na 6 kwietnia tego roku zaczęła się skarżyć na ból prawej nogi.  Nie mogła na nią stanąć stanąć. Po nocnej zmianie w sobotę rano udała się do Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

 

Doktor powiedział, że nie trzeba hospitalizacji szpitalnej, leki poprzepisywał i w poniedziałek do pana doktora, do chirurga kazał mi podejść na kontrolę – mówi pani Iwona.


Reporterka "Interwencji": A nie sugerowała, żeby zostawili panią w szpitalu? 

 

Pani Iwona: ja pytałam, ale pan doktor powiedział, że nie ma takiej potrzeby. Cukier nawet bardzo wysoki mi wyszedł. 

 

ZOBACZ: Ktoś wykradł jego dane i zaciągnął kredyty na 300 tys. złotych


- Z tego co wiem pani nie została przyjęta na oddział, z dokumentacji medycznej wynika, że nie było takich wskazań. Po wykonaniu niezbędnych badań lekarz przyjmujący pacjentkę na izbie przyjęć nie stwierdził w tym momencie takich zagrożeń, które by wymagały leczenia na oddziale chirurgicznym – informuje Jerzy Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych  Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

 

"Mogę się nie wybudzić"

 

Noga cały czas bolała panią Iwonę. Kobieta zadzwoniła do syna, aby pomógł jej wrócić do domu. 47-latka przeleżała cały weekend w łóżku. W poniedziałek, 8 kwietnia stan kobiety się pogorszył, próbowała wezwać pogotowie. Nie udało się. Pani Iwona zadzwoniła po lekarza rodzinnego. 


- Pani doktor podeszła do mnie i mówi tak: Boże, kobieto, tu jest zakrzepica. W tym momencie wezwała transport z przychodni rodzinnej, który mnie dostarczył do szpitala Dojechałam na ten ostry dyżur, na tą izbę przyjęć i w tym momencie straciłam przytomność i już nie wiem, co się ze mną działo. Pan doktor podszedł do mojej mamy i do synów, by się ze mną pożegnali, bo po prostu nie rokuję, mogę się nie wybudzić z tego – wspomina pani Iwona. 


- Z dokumentacji medycznej wynika, że była w stanie dosyć ciężkim, cierpiąca, z silnymi dolegliwościami kończyny dolnej – mówi Jerzy Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

 

Na drugim piętrze bez windy


W szpitalu trwała walka o życie pani Iwony. Lekarze stwierdzili zakrzepicę żylną, ropowicę i postępującą sepsę. Konieczna była amputacja nogi. 


- Cały czas była walka o życie, od momentu przyjęcia do szpitala, bo stan pacjentki się zaczął pogarszać. Po przyjęciu na oddział wykonano odpowiednie zabiegi i pacjentka w stanie ciężkim trafiła na oddział intensywnej opieki medycznej –tłumaczy Jerzy Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

 

WIDEO: Reportaż "Interwencji".

 

  

Dziś pani Iwona walczy o powrót do sprawności. Porusza się za pomocą balkonika i protezy wypożyczonej od protetyka. Kobieta praktycznie nie wychodzi z mieszkania, które znajduje się na drugim piętrze, w budynku nie ma windy.

 

- Sobota, niedziela - to zaważyło, że stan choroby pogłębił się. Jakby te dwa dni była w szpitalu, to uważamy, że poddana by była dodatkowym zabiegom, że poddana by była obserwacji i w poniedziałek byłaby w zupełnie innym stanie i w innym miejscu. Każdy wiedział od samego początku że jest cukrzykiem – zaznacza Zbigniew Litke, pełnomocnik pani Iwony.

 

ZOBACZ: Ciężarnej groziła amputacja. Pomogli strażacy ze szlifierką

 

"NFZ nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości"

 

- Narodowy Fundusz Zdrowia badał organizację pracę oraz badał merytoryczne postępowanie lekarza i nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Na dzień dzisiejszy toczy się postępowanie, szpital udostępnił dokumentację medyczną, między innymi na żądanie prokuratury i czekamy na wyniki tego postępowania – informuje Katarzyna Adamek, prezes Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

 

- Postępowanie jest w sprawie, czyli w toku postępowania nie przedstawiono jeszcze nikomu zarzutu. Myślę, że ta czynność będzie miała miejsce, o ile w ogóle do niej dojdzie, dopiero po tym jak prokuratur zgromadzi materiał dowodowy, a w szczególności zasięgnie opinii biegłych – wyjaśnia Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.       

 

Pani Iwona mimo braku jednej nogi stara się nie tracić pogody ducha. Szyje na maszynie, aby uzbierać pieniądze na protezę, która będzie dostosowana do jej potrzeb.


- Marzę o tym, żeby stanąć na nogi i jak normalna kobieta pójść gdzie mnie oczy poniosą – mówi.

zdr/luq/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze