Dżihadyści atakowali personel WHO walczący z ebolą

Świat
Dżihadyści atakowali personel WHO walczący z ebolą
Reuters

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała we wtorek, że wycofuje z Demokratycznej Republiki Konga część walczącego z ebolą personelu ze względu na ataki dżihadystycznego ugandyjskiego ugrupowania Sojusz Sił Demokratycznych (ADF) oraz miejscowej ludności.

WHO i UNICEF ewakuowały we wtorek kilkadziesiąt swoich pracowników z miasta Beni, po nocnym ataku ADF w niedzielę, w którym zginęło osiem osób, oraz po podpaleniu w poniedziałek przez lokalną ludność siedziby burmistrza i kilku budynków ONZ.

 

W starciach z policją zginęły co najmniej dwie osoby. Jak pisze Reuters, miejscowa ludność jest rozgoryczona, tym co postrzega jako brak reakcji rządu i agend ONZ na epidemię.

 

ZOBACZ: W Szwecji pacjent z podejrzeniem wirusa eboli

 

Rzecznik WHO Christian Lindmeier powiedział podczas briefingu w Genewie, że 49 pracowników organizacji zostało we wtorek przetransportowanych samolotem do położonego na wschodzie miasta Goma, gdzie mają kontynuować swoją pracę. Na miejscu, w Beni, pozostało 71 osób, "by zapewnić, na ile to tylko możliwe, przynajmniej minimalne wsparcie w walce z ebolą" - dodał Lindmeier.

 

UNICEF poinformował, że tymczasowo wycofał 27 osób, a w Beni pozostało 12 pracowników organizacji.

 

2199 przypadków śmiertelnych

 

Dyrektor wykonawczy WHO ds. nagłych kryzysów zdrowotnych, dr Michael Ryan, oświadczył w piątek, że około 360 osób jest zagrożonych ebolą we wschodnim Kongo, ale ze względu na konflikty, ataki rebeliantów i inne zagrożenia nie sposób dotrzeć do nich z pomocą medyczną.

 

Od początku epidemii eboli, która wybuchła w sierpniu 2018 roku, odnotowano 3303 przypadki zarażenia, w tym 2199 przypadków śmiertelnych.

 

Dane potwierdzają, że jest to drugi pod względem śmiertelności wybuch gorączki krwotocznej wywoływanej wirusem ebola. Najtragiczniejsza była epidemia w Afryce Zachodniej w latach 2013-16, kiedy zmarło ponad 11 tys. osób, a zakażonych było 28 tys. ludzi.

 

Walkę z chorobą utrudniają nie tylko konflikty czy ataki na ośrodki zdrowia i służby medyczne. Miejscowa ludność nie ufa pracownikom służby zdrowia i nie szuka ich pomocy, w konsekwencji około 1/3 zgonów na ebolę ma miejsce poza specjalistycznymi centrami leczenia. Stwarza to ryzyko rozprzestrzenienia się choroby na sąsiadów i krewnych.

zdr/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze