Dramatyczna walka o uratowanie tygrysów. "Policja nam nie pomogła"

Polska
Dramatyczna walka o uratowanie tygrysów. "Policja nam nie pomogła"
Polsat News
10 tygrysów koczowało na granicy polsko-białoruskiej. Jedno ze zwierząt padło.

- Mamy problem. W nocy obiecano mi, że pojawi się tutaj policjant, z bronią długą, ze sztucerem, który jest niezbędny, jako jedyne zabezpieczenie zdrowia i życia ludzkiego. Istnieje niebezpieczeństwo wyswobodzenia się niebezpiecznego zwierzęcia z klatki i brak reakcji na środki przysypiające - poinformowała dyrektor poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska.

Ciężarówka z dziewięcioma tygrysami, które utknęły na polsko-białoruskim przejściu granicznym w Koroszczynie (woj. lubelskie), dotarła do poznańskiego zoo w czwartek po północy. Zwierzęta mają tam spędzić kilka dni, potem trafią do azylu w Hiszpanii.

 

W jednej z rozpadających się skrzyń znajduje się agresywny tygrys. Władze zoo poinformowały, że przez to nie można dostać się do pozostałych zwierząt.

 

Zgrabczyńska we wtorek rano zaznaczyła, że "zostało jej obiecane", że na miejscu pojawi się policjant z bronią długą, który będzie zabezpieczał akcję - Nie mamy czasu na to, aż komendant łaskawie zmieni decyzję. Bez informacji o obecności policji, ja będę podejmowała z lekarzami weterynarii tylko próbę akcji przyśnienia zwierzęcia, natomiast jest przerwana cała pozostała akcja, bo nie wolno mi narażać zdrowia i życia ludzkiego - powiedziała.

 

WIDEO: dyrektor poznańskiego zoo: policja nam nie pomogła

 

  

 

Zapewniła, że uruchomiła "specjalną procedurę awaryjną w sytuacjach wyjątkowych". - Niestety w tej chwili policja poznańska nam nie pomogła - dodała. Z relacji policjantów na miejscu wynika, że w momencie, gdy dyrektorka wypowiadała te słowa, na poznańskiej komendzie trwała odprawa.

 

- Akcja może trwać jeszcze wiele godzin. Skrzynie są w fatalnym stanie, są poukładane, jak szprotki w puszce. Żeby dostać się do pozostałych tygrysów, musimy najpierw zaopatrzyć to zwierzę, które jest w szale bólu i cierpieniu. Apeluję do poznańskiej policji - panowie przyjedźcie do nas z bronią długą, by chronić życie ludzkie - zapewniła Zgrabczyńska.

 

W jednej ze skrzyń "brak oznak życia"

 

Zoo poinformowało w czwartek w nocy, że przywiezione zwierzęta są "chude, odwodnione, z zapadniętymi oczami, futra obklejone odchodami"; mają odparzenia od moczu, są w stresie, bez woli i chęci do życia. Dwa tygrysy dowiezione do Poznania od razu załadowano do osobnej ciężarówki wiozącej je do zoo w Człuchowie (woj. pomorskie).

 

"Kolejna dwójka (tygrysów - red.) w stodole, nakarmiona, napojona, obłożona słomą, odpoczywa po podróży. I koszmar, z którym musimy zmierzyć się od rana - w rozpadającej się skrzyni tygrys oszalały ze stresu i agresywny. Jego klatka zagradza dostęp do pozostałych. W pozostałych skrzyniach zwierzęta zrezygnowane, ale żywe. W jednej - brak oznak życia" – poinformował ogród zoologiczny.

 

Zoo podało, że ze względu na bezpieczeństwo zwierząt i ludzi część prac trzeba przeprowadzić rano. "Dopiero za dnia spróbujemy przetransportować rozpadającą się skrzynię" – poinformowano.


ZOBACZ: Poznańskie zoo przyjmie tygrysy, które utknęły na granicy. "Nie wiemy, ile z nich przeżyje"

 

Ogród zoologiczny poinformował, że kondycja zwierząt jest bardzo zła. Także prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak poinformował w czwartek w nocy w mediach społecznościowych, że tygrysy są w bardzo złej kondycji, jeden prawdopodobnie nie przetrwał podróży. "Zwierzęta wymagają leczenia i przede wszystkim odkarmienia. Trzymajcie kciuki, by szybko wróciły do formy po ciężkich przeżyciach!" – napisał Jaśkowiak.

 

Transport został cofnięty, jedno ze zwierząt zdechło

 

Transport 10 tygrysów dotarł na przejście graniczne w Koroszczynie w sobotę 26 października. Jak poinformował Główny Inspektorat Weterynarii, zwierzęta zostały wysłane z Włoch 22 października z zamiarem przewiezienia ich do Federacji Rosyjskiej (Dagestan) - zgodnie z informacją umieszczoną w dokumencie INTRA wygenerowanym przez jednostkę weterynaryjną we Włoszech.

 

Ciężarówka ze zwierzętami została przepuszczona przez polskie służby graniczne. Przewożący tygrysy mężczyźni przedstawili dokumenty wymagane w Unii Europejskiej przy transporcie zwierząt objętych ochroną na mocy Konwencji Waszyngtońskiej. Białoruskie służby graniczne odmówiły jednak wjazdu transportu na terytorium Białorusi, ponieważ przewoźnik nie miał wymaganych w tym kraju urzędowych certyfikatów weterynaryjnych wystawionych przez włoskie służby weterynaryjne. Dodatkowo kierowcy nie mieli aktualnych wiz.

 

Transport został cofnięty w związku z tym do Polski, ciężarówka ze zwierzętami została zaś umieszczona na terminalu w Koroszczynie. Jeden z tygrysów zdechł.

 

WIDEO: na miejscu jest reporter Polsat News Marcin Wojciechowski

 

  

 

Śledczy sprawdzą, czy doszło do przestępstwa

 

W środę dyrektor poznańskiego ogrodu zoologicznego Ewa Zgrabczyńska poinformowała, że władze miasta zgodziły się na przyjęcie dziewięciu tygrysów w zoo w Poznaniu. Zwierzęta mają spędzić w stolicy Wielkopolski kilka dni, potem trafią do azylu w Hiszpanii dzięki pomocy holenderskiego stowarzyszenia Adwokaci Zwierząt. Decyzję dotyczącą czasowego odebrania tygrysów opiekunom wydał – zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zwierząt – wójt gminy Terespol.

 

ZOBACZ: Tygrysy koczują... na przejściu granicznym z Polską. Jedno ze zwierząt padło

 

Sprawę transportu tygrysów bada Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej. Śledczy sprawdzają m.in. czy doszło do przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.

 

Główny Inspektorat Weterynarii poinformował, że o fakcie przewożenia zwierząt bez wymaganej dokumentacji weterynaryjnej zostały powiadomione włoskie służby weterynaryjne oraz Ambasada Włoch w Warszawie.

bas/ PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze