"Nieruchomości nabyłem w sposób uczciwy i zgodny z prawem". Oświadczenie Banasia

Polska
"Nieruchomości nabyłem w sposób uczciwy i zgodny z prawem". Oświadczenie Banasia
Polsat News
Banaś podkreślił, że chce uciąć wszelkie insynuacje ws. nabycia przez niego kamienicy w Krakowie

"Wszystkie moje nieruchomości nabyłem na podstawie aktów notarialnych w sposób uczciwy i zgodny z prawem, w tym również kamienicę, która stała się powodem ataku na moją osobę" - napisał prezes NIK Marian Banaś w oświadczeniu przekazanym w środę.

Podkreślił też, że łączenie go z działalnością osób podejrzanych o popełnienie przestępstw karno-skarbowych, a zatrudnionych wcześniej w resorcie finansów, jest manipulacją i nadużyciem.

"W związku z zarzutami formułowanymi przez stację TVN S.A. oraz inne media, które dyskredytują moją osobę jako Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, a wcześniej jako Szefa Krajowej Administracji Skarbowej oraz Ministra Finansów niniejszym oświadczam, że: Wszystkie moje nieruchomości nabyłem na podstawie aktów notarialnych w sposób uczciwy i zgodny z prawem, w tym również kamienicę, która stała się powodem ataku na moją osobę" - napisał Banaś w oświadczeniu.

 

"Z panem Henrykiem poznałem się w Solidarności w 1980 roku"


We wrześniu TVN w programie "Superwizjer" w reportażu pt. "Pancerny Marian i pokoje na godziny" podał, że Banaś, były minister finansów i szef Służby Celnej, zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu kamienicy, mowa była także o powiazaniach Banasia ze stręczycielami. Jak informował "Superwizjer", Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny, i że wynajem kamienicy o powierzchni 400 m kw. i dwóch mniejszych miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu.

W przekazanym w środę oświadczeniu Banaś podkreślił, że chce uciąć wszelkie insynuacje i kłamstwa w kontekście nabycia przez niego kamienicy w Krakowie przy ulicy Krasickiego 24. "(...) nabyłem ją wraz z domem letniskowym w Szczepanowie od pana Henryka Stachowskiego byłego żołnierza AK i Kedywu na podstawie umowy dożywocia z dnia 12 kwietnia 2001 r. Z panem Henrykiem poznałem się w Solidarności w 1980 r. gdzie razem działaliśmy na rzecz Wolnej i Niepodległej Polski przez cały okres stanu wojennego za co zresztą zostałem skazany na cztery lata więzienia" - wyjaśnił Banaś.

Dodał, że zaowocowało to wzajemną głęboką przyjaźnią, Henryk Stachowski traktował go jak własnego syna. "Po śmierci żony w 1990 r. pozostał sam, ponieważ jego małżeństwo było bezdzietne. Opiekowałem się nim jak członkiem rodziny aż do jego śmierci (tj. do 22 czerwca 2007 r.) traktując przy tym, tak jak i on, ustaloną kwotą dożywocia jedynie w kategoriach symbolicznych" - napisał prezes NIK.

W oświadczeniu Banaś odniósł się do doniesień medialnych, m.in. "Superwizjera" TVN, na temat dzierżawy kamienicy przy ul. Krasickiego 24 w Krakowie.

Zapewnił, że umowę dzierżawy zawarł zgodnie z przepisami. "Drugą stroną umowy była osoba pełnoletnia, zdolna do czynności prawnych i nie wzbudzająca jakichkolwiek podejrzeń czy wątpliwości mogących sugerować, że nie powinienem zawierać przedmiotowej umowy dzierżawy" - napisał.

 

"Deklarował chęć szybkiego kupna całej nieruchomości"


Według Banasia, dzierżawca zobowiązał się do prowadzenia działalności turystyczno-hotelarskiej oraz do ponoszenia wszelkich kosztów związanych z utrzymaniem kamienicy. Dzierżawcy, wyjaśnił, podał swój numer telefonu na wypadek konieczności nagłego kontaktu.

"Z oburzeniem przyjmuję fakt łączenia mojej osoby z człowiekiem przedstawianym w reportażu filmowym ("Superwizjera" - red.) jako ojczyma dzierżawcy oraz braćmi tego mężczyzny, których nigdy nie spotkałem i nie znam" - oświadczył. Nawiązując do sytuacji przedstawionej w materiale TVN podkreślił też, że nie miał wpływu na to, komu dzierżawca kamienicy udostępnił jego numer. "Kiedy zorientowałem się, że rozmawiam z osobą niebędącą dzierżawcą, przerwałem połączenie" - dodał.

Banaś wyjaśnił w oświadczeniu, że umowę dzierżawy zawarł z myślą o sprzedaży nieruchomości. Jak zaznaczył, chciał ponadto zabezpieczyć budynek przed ewentualnymi zniszczeniami.

"Umowa zawarta została z osobą, która odpowiedziała na ogłoszenie i zgodziła się ponosić koszty utrzymania budynku, jak również deklarowała chęć szybkiego kupna całej nieruchomości. Wpłynęło to na wynegocjowaną przez nią wysokość czynszu dzierżawy" - oświadczył Banaś.

Szef NIK przypomniał, że 19 listopada 2015 roku objął funkcję podsekretarza stanu w MF. W związku z tym - napisał - 19 grudnia 2015 roku, czyli 30 dni od objęcia urzędu, zawarł w formie aktu notarialnego przedwstępną warunkową umowę sprzedaży nieruchomości dotychczasowemu dzierżawcy.

 

"Nie zgadzam się z zarzutami, że umowa miała charakter fikcyjny"


Jak podkreślił Banaś, dzierżawca zobowiązał się kupić nieruchomość najpóźniej do dnia 30 września 2017 roku, jednak ze względu na nieotrzymanie kredytu bankowego w marcu 2018 roku zrezygnował z kupna.

"Tym samym nie zgadzam się z zarzutami wskazującymi, że powyższa umowa miała charakter fikcyjny czy sprzeczny z obowiązującymi przepisami prawa. Należy bowiem zaznaczyć, że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości w tym zakresie notariusz, przed którym nastąpiło zawarcie wspomnianej umowy, a który wykonuje zawód zaufania publicznego, odmówiłby dokonania czynności notarialnej, zwłaszcza gdyby czynność ta była sprzeczna z zasadami współżycia społecznego" - oświadczył szef NIK.

Banaś wskazał, że ostatecznie nieruchomość udało mu się sprzedać innemu podmiotowi 17 sierpnia bieżącego roku.

Odniósł się też do zarzutu dotyczącego ewentualnego obowiązku ujawnienia hipoteki umownej wpisanej na nieruchomości w pkt VI oświadczenia o stanie majątkowym.

"W pierwszej kolejności pragnę podkreślić, że stosownie do treści wzoru, w pkt VI oświadczenia o stanie majątkowym umieszcza się zobowiązania pieniężne o wartości powyżej 10 000 zł, w tym zaciągnięte kredyty i pożyczki oraz warunki, na jakich zostały udzielone. Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa hipoteka, stanowiąc ograniczone prawo rzeczowe, jest prawem zabezpieczającym oznaczoną wierzytelność wynikającą ze stosunku prawnego, na mocy którego wierzyciel może dochodzić zaspokojenia z nieruchomości bez względu na to, czyją stała się własnością i z pierwszeństwem przed wierzycielami osobistymi" - napisał.

 

Pozew o ochronę dóbr osobistych


Wskazał, że tym samym hipoteka umowna jest ograniczonym prawem rzeczowym, które zabezpiecza wierzytelność, a jednocześnie sama w sobie nie jest zobowiązaniem pieniężnym, o którym stanowią przepisy odnoszące się do oświadczeń majątkowych. "Z treści wzoru oświadczenia o stanie majątkowym nie można wyprowadzić wniosku sugerującego, że istnieje obowiązek, aby w pkt VI oświadczenia uwzględniać hipotekę umowną ustanowioną na nieruchomości, a zabezpieczającą cudzą wierzytelność, podczas gdy dłużnikiem jest osoba trzecia" - zaznaczył.

Poinformował, że całkowicie nie zgadzając się z tezami i sugestiami przedstawionymi w reportażu pt. "Pancerny Marian i pokoje na godziny" 1 października złożył pozew do sądu przeciwko TVN o ochronę dóbr osobistych z żądaniem przeprosin i sprostowania zawartych w nim twierdzeń oraz zapłaty stosownej kwoty na wskazany w pozwie cel społeczny.

W oświadczeniu Banaś odniósł się również do publikacji dziennika "Rzeczpospolita" pt. "Przestępczy skandal w resorcie finansów". 24 października wieczorem "Rz" na swojej stronie internetowej podała, że Zachodniopomorski Wydział Prokuratury Krajowej w Szczecinie oraz CBŚP od dwóch lat prowadzą wielkie śledztwo ws. wyłudzeń VAT dokonywanych przez grupę przestępczą kierowaną prze wysokich urzędników resortu finansów. Dotąd zarzuty usłyszało 15 osób - w tym dwóch podwładnych Mariana Banasia, kiedy pracował w MF, i szef jednego z największych w kraju urzędów skarbowych. Grupa ta złożona z urzędników miała wyłudzić 5 mln zł i usiłować wyłudzić kolejne 860 tys. zł z budżetu państwa.

Dzień później po publikacji Ministerstwo Finansów odpowiedziało, że w Krajowej Administracji Skarbowej zatrudnionych jest ponad 60 tys. pracowników i funkcjonariuszy, a jednostkowe przypadki zachowań niezgodnych z prawem zdarzają się w każdej organizacji. Dlatego - jak podał resort - w KAS utworzono Biuro Inspekcji Wewnętrznej, w którym pełnią służbę specjalistycznie wyszkoleni funkcjonariusze. Podano też, że wspomniani w artykule Krzysztof B. jak i Arkadiusz B. w momencie zatrzymania nie sprawowali już stanowisk kierowniczych w resorcie finansów, ani nawet nie byli w nim zatrudnieni. Natomiast odwołanie Andrzeja S. ze stanowiska naczelnika urzędu skarbowego nastąpiło natychmiast po jego zatrzymaniu.

 

"Manipulacja i nadużycie"


Prezes NIK w oświadczeniu przekazanym w środę napisał, że w pełni zgadza się z treścią oświadczenia Ministerstwa Finansów.

"Niezależnie od tego chciałbym wyraźnie podkreślić, że łączenie mnie z działalnością osób podejrzanych o popełnienie przestępstw karno-skarbowych, a zatrudnionych wcześniej w resorcie finansów, jest manipulacją i nadużyciem" - napisał Banaś.

Zaznaczył, że utworzenie Krajowej Administracji Skarbowej z dniem 1 marca 2017 r. oraz działającego w jej strukturach Biura Inspekcji Wewnętrznej jako jednostki nieznanej przed reformą służb skarbowych i celnych, "umożliwiło szybkie i bezkompromisowe działanie przeciwko każdej osobie, która będąc pracownikiem administracji skarbowej mogłaby dopuścić się jakiegokolwiek naruszenia powszechnie obowiązujących przepisów prawa".

Rozwiązanie to, jak ocenił Banaś, "sprawdziło się także w okolicznościach opisanych przez dziennik Rzeczpospolita, gdyż w chwili, w której dotarły do mnie jako Szefa Krajowej Administracji Skarbowej informacje o potencjalnych nieprawidłowościach dotyczących osób pracujących w strukturach Ministerstwa Finansów, natychmiast podjąłem decyzję o ich odwołaniu z zajmowanych stanowisk i rozwiązaniu z nimi stosunków pracy".

Dodał, że nastąpiło to na kilka miesięcy przed opisywanymi w artykule zatrzymaniami. "Wszystko to oznacza, że przyjęte rozwiązania sprawdziły się w praktyce. Dziwi więc przypisywanie ich twórcom winy za powstanie wychwytywanych i eliminowanych nieprawidłowości" - podkreślił prezes NIK.

 

Niejawne wyniki kontroli CBA


Pod koniec września Banaś udał się na urlop bezpłatny do czasu zakończenia postępowania kontrolnego CBA w sprawie jego oświadczeń majątkowych. Szef NIK oświadczył, że nie zarządzał pokazanym w materiale "Superwizjera" hotelem, obecnie nie jest właścicielem nieruchomości, a materiał TVN odbiera "jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia". Pozwał TVN SA i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało w 16 października, że zakończyło trwającą od kwietnia kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia, który ma siedem dni na zgłoszenie uwag. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn powiedział, że nie może udzielać informacji o ustaleniach kontroli, w tym o zastrzeżeniach CBA. Jak dodał, Banaś "ma prawo do tych zastrzeżeń odnieść się, ma prawo złożyć wyjaśnienia, czy uwagi do tych zastrzeżeń, które muszą być później analizowane".

Dzień później prezes NIK w oświadczeniu przekazanym poinformował, że 16 października zakończył urlop bezpłatny i przystąpił do wykonywania obowiązków w Najwyższej Izbie Kontroli.

W poniedziałek rzecznik CBA Temistokles Brodowski poinformował, że pismo z uwagami szefa NIK Mariana Banasia do zastrzeżeń CBA po kontroli jego oświadczeń majątkowych trafiło do Biur.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze