Ciało Angeliki leżało 18 lat w piwnicy pod betonową posadzką. Reportaż "Interwencji"

Polska

Zwłoki Angeliki J. przeleżały 18 lat ukryte w torbie pod betonową posadzką piwnicy domu, w którym mieszkała z małym dzieckiem i mężem Danielem. To on widział kobietę po raz ostatni i latami twierdził, że w dniu zaginięcia Angelika wyjechała do rodziny. Mężczyzna mówi, że jest niewinny. Skazano go w procesie poszlakowym, bo nie ma bezpośrednich dowodów zbrodni. To jednak nie koniec sądowej batalii.

Angelika miała 21 lat. Pochodziła z Piły. W połowie lat dziewięćdziesiątych poznała o dwa lata starszego Daniela. Po roku znajomości młodzi pobrali się. Niedługo po tym urodziła im się córeczka. Razem zamieszkali w Debrznie - małym miasteczku w województwie pomorskim.

 

- On był pracownikiem fizycznym w ubojni. Jego zarobki nie powalały, a poza tym mieli jeszcze niespełna roczne dziecko - powiedział reporterom "Interwencji" oficer gdańskiego Archiwum X.

 

Awantury w małżeństwie

 

Brat zamordowanej Angeliki, pan Dariusz wspomina, że w małżeństwie dochodziło do awantur. - Kłócili się, nie wiem, co było powodem, ale przypuszczam, że ich sytuacja rodzinna, związana z finansami - wyjaśnia.

 

Jest 2 października 1998 roku. Piątek. Około godziny piętnastej Daniel M. wraca z pracy do domu. To, co dzieje się później, do dziś pozostaje tajemnicą. Wiadomo jedno – w tym momencie po Angelice ginie wszelki ślad.

 

- Ja wróciłem z pracy, był ugotowany obiad, było wszystko zrobione, żona miała przygotowaną torbę z ubraniami... Oznajmiła mi, że chce pojechać do Piły do mojej mamy i do rodziców, znaczy do rodziny. Do swojej rodziny - powiedział przed sądem Daniel M., były mąż zamordowanej Angeliki.

 

- To był podobno jej zwyczaj, że raz na jakiś czas, żeby się odstresować, wyjeżdżała do rodziców do Piły - opowiada Piotr Furtak z "Dziennika Bałtyckiego".

 

CZYTAJ WIĘCEJ: Niejasne okoliczności śmierci Dawida Kosteckiego. "Miał 49 godzin nagrań"

 

Tym razem Angelika miała zostawić jednak dziecko, co - jak mówi Maciej Stęplewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku - wydaje się wręcz nieprawdopodobne.

 

- Policja otrzymała zgłoszenie o zaginięciu dopiero po ponad 2 tygodniach... To był chyba 16-17 października. Daniel zgłosił zaginięcie. Pojawiła się wersja o ucieczce do Niemiec, oczywiście pojawiały się później następne wersje rozpowiadane przez niego i rozpowszechniane w jego środowisku - twierdzi pan Dariusz, brat Angeliki.

 

Dzień po zgłoszeniu zaginięcia Daniel J. złożył pozew o rozwód w sądzie w Słupsku, gdzie winną rozkładu pożycia wskazał swoją małżonkę.

 

- Mówił, że widzieli ją znajomi. Opowiadał też, że któregoś dnia została przysłana do niego kartka z Niemiec. Od jego żony. Po zniknięciu Angeliki podłoga w piwnicy została utwardzona betonem bądź cegłami. I dokonał tego właśnie on - informuje jednak "Interwencję" oficer Archiwum X w Gdańsku.

 

Podłoga ukrywała zwłoki

 

Daniel M. zaprzecza. - Jak się już wprowadziłem, tam była podłoga. W mojej piwnicy było klepisko, ziemia ubita taka, a w dalszej części, tej co była otwarta, tam jest podłoga, tam na całości była chyba podłoga ceglana. Z czerwonej cegły - przekonuje. Podczas śledztwa mężczyzna nigdy nie zgodził się na badanie wykrywaczem kłamstw.

 

Po zaginięciu Angeliki, Daniel M. szybko zaczął wiązać się z innymi kobietami. Po sześciu latach oddał córkę pod opiekę swoim rodzicom. Potem wyprowadził się i zamieszkał w bloku oddalonym o kilkaset metrów od poprzedniego domu. W 2015 roku ponownie ożenił się i przyjął nazwisko nowej żony.

 

W 2016 roku, na wniosek brata Angeliki sprawą jej zaginięcia zajęli się policjanci z tzw. Archiwum X. Rok później w sprawie nastąpił długo wyczekiwany przełom. Śledczy postanowili przeszukać piwnicę domu, w którym Daniel M. mieszkał wraz z zaginioną. Kiedy skuli posadzkę, ich oczom ukazał się makabryczny widok.

 

- Angelika znajdowała się na głębokości pół metra. Była w torbie, skulona - opowiada Maria Sowisło z "Dziennika Bałtyckiego".

 

W torbie policja odnalazła szkielet Angeliki, a także kabel elektryczny. Wiadomo, że kobieta została uduszona.

 

- Przebadaliśmy m.in. mechanoskopijnie ten przewód, biegły stwierdził w swojej opinii, że nosił on ślady rozciągania - opowiada oficer Archiwum X.

 

Bezpośrednich dowodów na to, że za brodnią stoi Daniel, nie ma. W torbie nie znaleziono jego odcisków palców ani śladów DNA.

 

- Na etapie całego śledztwa pan Daniel sukcesywnie odmawiał składania jakichkolwiek wyjaśnień, generalnie nie współpracował w ogóle z nami. Twierdzi, że on nie wie, w jaki sposób zwłoki znalazły się w piwnicy należącej do niego, do jego rodziny - informuje "Interwencję" oficer Archiwum X.

 

Proces oparty na poszlakach

 

W dniu odnalezienia zwłok Daniel M. został zatrzymany. Śledczy przedstawili mu zarzut zabójstwa. Proces był poszlakowy. Mimo to, prokurator zażądał kary dożywotniego więzienia. Trzy tygodnie temu w sprawie zapadł pierwszy wyrok. Sąd wydał go dokładnie w 21. rocznicę śmierci Angeliki.

 

- Sąd Okręgowy wymierzył mu karę łączną 15 lat pozbawienia wolności, a nadto zasądził na rzecz córki oraz brata zamordowanej nawiązki w kwocie 100 000 oraz 50 000 złotych - informuje Paweł Wnuk z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

 

- Jeżeli sąd wydał taki wyrok, no to wydał go zgodnie ze swoim sumieniem i na pewno w ocenie sądu jest to wyrok sprawiedliwy – tłumaczy Andrzej Michałowicz z Sądu Okręgowego w Słupsku.

 

Zarówno prokuratura, jak i obrona zapowiedziały apelację od wyroku. Nie wiadomo jeszcze, kiedy rozpocznie się kolejny proces. Prokurator ponownie zamierza żądać dla Daniela M. dożywocia.


Teoretycznie w kolejnej instancji mężczyzna może jednak zostać uniewinniony.

 

- Nie mam żadnych wątpliwości. Jestem pewny, że to właśnie Daniel zamordował moją siostrę - mówi pan Dariusz.

hlk/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze