KE skarży system dyscyplinarny dla sędziów w trybie przyspieszonym

Polska

Komisja Europejska chce, żeby Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozpoznał skargę przeciwko Polsce w sprawie systemu dyscyplinarnego dla sędziów w trybie przyspieszonym. Według źródeł w Brukseli, autorem i inicjatorem skargi jest wiceszef KE Frans Timmermans.

Komisja oświadczyła, że podjęła decyzję o skierowaniu skargi do TSUE, "aby chronić sędziów przed kontrolą polityczną". Ze źródeł unijnych wynika, że inicjatorem podjęcia tematu skierowania skargi do Trybunału był na środowym kolegium KE jej wiceszef Frans Timmermans, który zajmuje się praworządnością. Ostatecznie całe kolegium zaakceptowało tę decyzję.

 

Zdaniem unijnych urzędników polskie prawo umożliwia już objęcie sędziów procedurami dyscyplinarnymi oraz nakładanie na nich kar dyscyplinarnych z uwagi na treść wydanych przez nich orzeczeń, w tym w związku z przysługującym im na mocy art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) prawem do wystąpienia do Trybunału Sprawiedliwości UE z wnioskiem o wydanie orzeczenia prejudycjalnego.

 

System nie gwarantuje rozpatrywania spraw w "rozsądnym czasie"

 

- Nowy system środków dyscyplinarnych nie zapewnia niezależności i bezstronności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, w skład której wchodzą wyłącznie sędziowie wybrani przez Krajową Radę Sądownictwa, którą z kolei powołuje Sejm w procedurze o charakterze politycznym. Nie zapewnia też, aby sąd "ustanowiony na mocy ustawy" decydował w pierwszej instancji w postępowaniach dyscyplinarnych przeciwko sędziom sądów powszechnych. Zamiast tego uprawnia Prezesa Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego do określenia, ad hoc i prawie bez ograniczeń, który sąd dyscyplinarny pierwszej instancji zajmie się osądzeniem danej sprawy w postępowaniu wszczętym przeciwko sędziemu sądu powszechnego - podała KE.

 

W jej opinii system nie gwarantuje rozpatrywania spraw w "rozsądnym czasie", co umożliwia ministrowi sprawiedliwości – za pośrednictwem mianowanych przez niego rzeczników dyscyplinarnych – doprowadzenie do sytuacji, w której przeciwko sędziom sądów powszechnych będą toczyć się długotrwałe postępowania dyscyplinarne. Nowy system - według KE - wpływa również na prawo sędziów sądów powszechnych do obrony.

 

- Sędziom nie zapewnia się zatem ochrony przed kontrolą polityczną, co podważa zasadę niezawisłości sędziów - wskazano.

 

Wniosek o rozpoznanie sprawy w trybie przyspieszonym jest uzasadniony

 

3 kwietnia KE wszczęła wobec Polski postępowanie o naruszenie prawa UE. Jej zdaniem rozwiązania przyjęte przez władze w Warszawie podważają niezawisłość polskich sędziów, nie zapewniając niezbędnych gwarancji, pozwalających chronić ich przed polityczną kontrolą.

 

Polski rząd dostał dwa miesiące na udzielenie szczegółowych wyjaśnień. W związku z uznaniem przez KE, że wątpliwości prawne nie zostały rozwiane, 17 lipca przeszła ona do drugiego etapu postępowania i do Warszawy została wysyłana tzw. uzasadniona opinia, czyli formalne wezwanie do zapewnienia zgodności z prawem UE. Polska odpowiedziała na nią, wysyłając we wrześniu do KE pismo z wyjaśnieniami, Komisja uznała jednak, że władze polskie nie przedstawiły argumentów, które rozwiałyby jej obawy. Dlatego też skierowała sprawę do TSUE.

 

KE uważa, że biorąc pod uwagę potencjalny wpływ systemu środków dyscyplinarnych na niezawisłość sędziów, uzasadniony jest wniosek o rozpoznanie sprawy w trybie przyspieszonym, "aby prawomocny wyrok został wydany jak najszybciej".

 

"Jeśli KE zdecydowała się na taki krok, to znaczy, że ma do tego podstawy"

 

- Ten skład KE zajmował się od początku problemem praworządności Polski. To ci komisarze badali kwestie związane z łamaniem konstytucji w Polsce. Wcale się nie dziwię, że ten właśnie skład przygotował właśnie tę skargę i nie chce tego zostawiać następcom - powiedział w czwartek w Brukseli europoseł Krzysztof Hetman (PSL) na wspólnej konferencji z europosłem Andrzejem Halickim (PO).

 

- Dlaczego miałby to zostawiać, jeśli pracuje nad tym od niemalże kilku lat (...) Jesteśmy przekonani, że mamy ogromny problem z praworządnością w Polsce. Stwierdzały to międzynarodowe gremia. Jeśli KE zdecydowała się na taki krok, to znaczy, że ma do tego podstawy. Będziemy musieli spokojnie poczekać na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE - powiedział europoseł.

 

Ziobro: polityczna akcja

 

- To jest polityczna akcja, stanowiąca próbę ingerowania w przebieg polskich wyborów. Polacy z uwagi na swoje doświadczenia historyczne są bardzo wrażliwi na próby narzucania nam przez środowiska spoza Polski, ingerowania w nasze wybory, w nasze decyzje polityczne, mają duże poczucie własnej godności. I to może być w związku z tym akcja przeciwskuteczna – powiedział w czwartek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, komentując skargę Komisji Europejskiej do TSUE w sprawie systemu dyscyplinarnego dla sędziów w Polsce.

 

O tym, że motywy skierowania skargi przez Komisję Europejską mają "charakter akcji politycznej związanej z wyborami" świadczy, zdaniem ministra sprawiedliwości, wypowiedź jednego z unijnych komisarzy, który – mówił Ziobro – apelował o przeniesienie decyzji o skardze na okres powyborczy, obawiając się, że "może to być odebrane jako próba ingerowania w demokratyczne wybory w Polsce".

 

- Właśnie z tych względów, że chodziło o to, aby ingerować w przebieg i wynik wyborów demokratycznych w Polsce, ta decyzja nie została przeniesiona – ocenił minister, wskazując, że sprawę należy odbierać w kategoriach "politycznej próby ingerencji w związku ze zbliżającymi się wyborami".

 

Komisja Europejska oświadczyła w czwartek, że zdecydowała o skierowaniu skargi do TSUE, "aby chronić sędziów przed kontrolą polityczną". Ze źródeł unijnych PAP wynika, że inicjatorem skierowania skargi do Trybunału był na środowym kolegium KE jej wiceszef Frans Timmermans, który zajmuje się praworządnością. Ostatecznie całe kolegium zaakceptowało tę decyzję.

 

Jak mówił w Pszczynie minister Ziobro, "trzeba pamiętać, że pan Timmermans jest przedstawicielem bardzo skrajnie lewicujących środowisk w UE", który angażował się m.in. w poparcie dla Roberta Biedronia i postulatów "środowisk aktywistów homoseksualnych", obcych obecnemu rządowi i tworzącym go środowiskom.

 

- Pan Timmermans bardzo by chciał, aby w Polsce można było zawierać małżeństwa homoseksualne, chciałby, żeby homoseksualiści mogli adoptować dzieci, chciałby, żeby była edukacja seksualna już od najmłodszych lat szkolnych, a może i wcześniej, i chciałby, żeby pod szyldem mowy nienawiści wprowadzono cenzurę i ograniczono możliwości wypowiedzi – powiedział Ziobro, przytaczając przypadki zwolnionego pracownika firmy Ikea w Krakowie i drukarza z Łodzi, który nie chciał drukować materiałów LGBT.

 

- Tło polityczne i działanie pana Timmermansa w kontekście wyborów i echa takiej interpretacji tego zdarzenia płyną z samej Brukseli. Po drugie, jest to też de facto próba narzucenia podwójnych standardów, bo jednym z argumentów pana Timmermansa jest to, że Sąd Najwyższy w postaci izby dyscyplinarnej w Polsce nie jest wybierany przez samych sędziów – mówił Ziobro, argumentując, że w Niemczech, największym kraju UE, sądy federalne wybierają wyłącznie politycy bez żadnego udziału sędziów.

 

- W naszym systemie, który przyjęliśmy, to sędziowie – co prawda wcześniej wskazani przez parlament – mają kluczowy głos i wybierają przyszłych sędziów Sądu Najwyższego. Jak to wytłumaczyć, że system niemiecki, dużo bardziej zaawansowany, jeżeli chodzi o wpływy polityczne w kształtowaniu składu sądu, panu Timmermansowi i Komisji nie przeszkadza, a system, który my przyjęliśmy na wzór Hiszpanii, z wiodącą rolą sędziów i parlamentu, panu Timmermansowi wadzi i narusza rzekomo zasady niezawisłości? Tego się nie da na zdrowy rozum pogodzić – skomentował Ziobro.

 

"Musimy po wyborach dokończyć to, co zaczęliśmy"

 

Przypomniał, że izba dyscyplinarna została powołana po to, aby – jak mówił – "reagować szybko i skutecznie na patologie w środowisku sędziowskim, typu jazda samochodem po alkoholu i spowodowanie wypadku przez sędziego czy kradzieże w sklepach" lub na przewinienia dyscyplinarne polegające na nieodpowiednim traktowaniu ludzi trafiających do sądów. - Próba zablokowania takich zmian jest też próbą obrony różnych sytuacji patologicznych, które mają miejsce też w polskim sądownictwie – uważa minister sprawiedliwości.

 

Zbigniew Ziobro przyjechał w czwartek do Pszczyny, by poprzeć kandydującą do Sejmu z listy PiS wicemarszałek woj. śląskiego Beatę Białowąs, wcześniej bliską współpracowniczkę obecnego wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika, również kandydata do Sejmu ze Śląska. Szef resortu sprawiedliwości chwalił osiągnięcia obojga kandydatów, przypominając m.in. działania wiceministra Wójcika dotyczące ochrony dzieci – szczególnie tych z rodzin mieszkających za granicą.

 

Minister sprawiedliwości opowiedział się za dokończeniem reformy sądownictwa, zatrzymanej – jego zdaniem – w pół drogi m.in. z powodu oporu elit prawniczych i Komisji Europejskiej. - Dlatego musimy po wyborach dokończyć to, co zaczęliśmy, po to, aby sądy działały szybko, sprawnie, by nie dochodziło też do tolerowania patologii w polskim sądownictwie" – powiedział Ziobro, wskazując na konieczność przyspieszenia i usprawnienia postępowań sądowych.

 

Schetyna o "dramatycznych konsekwencjach"

 

Musimy sobie zdawać sprawę, że konsekwencje działań PiS odnośnie sądów będą dla nas wszystkich dramatyczne. To uderzenie w polską rację stanu – skomentował w czwartek przewodniczący PO Grzegorz Schetyna decyzję KE o skierowaniu do TSUE skargi przeciw Polsce.

Skarga dotyczy systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Komisja Europejska wskazała, że robi to, "aby chronić sędziów przed kontrolą polityczną". Chce ona rozpatrzenia skargi w trybie przyspieszonym.

 

- Sprawa łamania praworządności w Polsce przechodzi w nową kadencję PE i nową aktywność KE. Sprawa praworządności będzie pierwszorzędna dla KE i PE. Jeżeli nie przestanie Kaczyński i Ziobro odbierać sądom niezależności, a sędziom niezawisłości, to będziemy mieli z tym bardzo poważne kłopoty – powiedział Schetyna podczas spotkania z dziennikarzami w Bielsku-Białej.

 

Jak dodał, Europa przygląda się sytuacji w Polsce. - Jeżeli (Europa) dostaje ten słynny cytat z Jarosława Kaczyńskiego, że "dalej będziemy reformowali sądy", to co to oznacza? To znaczy właśnie demolowanie praworządności i niszczenie niezależności sędziowskiej, niezawisłości sądów. Na to jest twarda odpowiedź i w ten sposób Europa odpowiada – dodał szef PO.

 

Schetyna powiedział, że trójpodział władzy jest fundamentem demokracji. - Sędziowie są niezależni od władzy wykonawczej. U nas ten system niezależności jest niszczony, więc dlatego jest taka twarda reakcja. Przypomnę, to jest też kwestia powiązania praworządności ze środkami europejskimi. Ta sprawa ciągle jest tematem rozmów w PE, także w KE. Musimy sobie zdawać sprawę, że konsekwencje takich działań PiS odnośnie sądów, będą dla nas wszystkich dramatyczne. To uderzenie w polską rację stanu – podkreślił.

 

Legutko: polityczne kalkulacje

 

Szef frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) uważa, że decyzja jest elementem prowadzonej od dłuższego czasu wojny z Polską przez część Komisji Europejskiej. - To nie tylko przekroczenie kompetencji, dlatego że kwestia ustroju sądu jest kwestią wchodzącą w skład prawa europejskiego, a TSUE zajmuje się prawem europejskim. (…) To także łamanie dobrego obyczaju, bo przecież obecna Komisja jest na walizkach – wskazał.

 

Jego zdaniem skarga jest najprawdopodobniej inicjatywą jej obecnego wiceszefa Fransa Timmermansa. - Ten polityk na atakach na Polskę zbił kapitał polityczny. Poza tym czuje się przez Polskę upokorzony, bo widział siebie na stanowisku przewodniczącego Komisji, a między innymi za sprawą Polski tego stanowiska nie dostał. To jest człowiek, którego pycha jest wręcz niebotyczna i on takich rzeczy po prostu nie zapomina – wskazał.

 

Legutko skrytykował też komentarze europosłów opozycji politycznej w Polsce w sprawie wyroku. - Już tak nisko upadli w działaniach przeciwko polskiemu rządowi. (…)Nie zdają sobie sprawy, że angażowanie instytucji europejskich przeciw rządowi i wspieranie tej ingerencji instytucji europejskich przeciw temu rządowi to jest osłabianie każdego następnego rządu Polski. Nawet jeśli w przyszłości te ugrupowania stworzą rząd – co mam nadzieję się nie stanie – to ich pozycja będzie znacznie słabsza, właśnie przez takie gesty polityczne i takie działania – powiedział.

 

Legutko jest przekonany, że fakt, iż KE ogłosiła decyzję o skardze przed wyborami, nie jest przypadkowy.

 

- Komisja zna kalendarz i wie, co się dzieje w państwach członkowskich. Instytucje europejskie uczestniczą w tych atakach wyborczych. Mieliśmy TSUE, który wydawał opinie przed wyborami w Polsce. Przewodniczący Rady Europejskiej nadal angażuje się w wybory. To pokazuje taki upadek obyczajów. Nie ma szacunku dla reguł – wskazał.

 

Legutko uważa, że decyzja była podyktowana politycznymi kalkulacjami. - Tym, że to w jakiś sposób być może wzmocni opozycję, a osłabi partię rządząca w Polsce - dodał.

dc/ml/pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze