Jeśli masz ten aparat, sprawdź jego numer seryjny. Może być dowodem w morderstwie

Polska
Jeśli masz ten aparat, sprawdź jego numer seryjny. Może być dowodem w morderstwie
Pixabay

Anna i Robert zginęli w 1997 r. od strzałów w głowę. Do morderstwa doszło wysoko w Górach Stołowych. Ciała studentów były rozebrane do połowy. Śledczym nie udało się wówczas ustalić, kto zabił. Jednym z łupów napastników był Zenit TTL - bardzo popularny wówczas aparat fotograficzny. Każdy model posiada unikatowy numer seryjny.

Nad sprawą zbrodni pracował m.in. policjant Janusz Bartkiewicz, który nie poddał się nawet po przejściu na emeryturę. Prowadził śledztwo na własną rękę.

 

Bartkiewicz przez niemal ćwierć wieku zajmował się sprawami najbardziej brutalnych i tajemniczych zbrodni. Jedna z nich nie daje mu spokoju do dziś. 

 

Studenci wrocławskiej Akademii Rolniczej

Jest sierpień 1997 roku. Na jednym ze szlaków w Górach Stołowych policja odnajduje ciała dwojga młodych ludzi. To Anna i Robert – studenci wrocławskiej Akademii Rolniczej. Ich zwłoki leżą nieopodal szczytu Narożnik. Wszystko wskazuje na to, że oboje padli ofiarą morderstwa. 

Robert najprawdopodobniej ginie pierwszy, od dwóch strzałów w głowę. Od jednego strzału ginie Anna. 

- Pierwszy strzał od tyłu, kula weszła w prawą część potylicy, a wyszła nad okiem. Było słychać strzał i głośny, przeraźliwy krzyk kobiety, bo świadek, który znajduje się około 100 metrów od miejsca zbrodni, mówi nawet wręcz o ryku przerażenia. On w pierwszej chwili pomyślał, że to jakieś zwierzę ryczy – mówił "Interwencji" Janusz Bartkiewicz. 

Jak tłumaczył, pani Anna po pierwszym strzale zaczyna uciekać. Po chwili przewraca się jednak. Sprawca dogania ją, zaciąga w ustronne miejsce i zabija. - To konsekwencja pierwszego zabójstwa. Ona ginie jako świadek - wyjaśnił Bartkiewicz. 


Ciała studentów znaleziono po 9 dniach. Były częściowo obnażone, od pasa w dół. 

 

Zobacz również: "Interwencja" - Tropem zabójców studentów w Górach Stołowych

 

Możliwe podłoże seksualne

- To może świadczyć, mimo wszystko, o podłożu jakimś seksualnym, choć ani jedno, ani drugie nie zostało zgwałcone – mówił w rozmowie z "Interwencją" Henryk Brudnik, emerytowany policjant. 

- Można założyć, że z jakiegoś powodu, sprawca chciał ich w jakiś sposób upokorzyć jeszcze. I stąd właśnie to obnażenie ciał – stwierdził Łukasz Wroński, profiler z Centrum Psychologii Kryminalnej.

Jak ustaliła policja, Ania i Robert zginęli 17 sierpnia 1997 roku. Do zabójstwa doszło w biały dzień – tuż po godz. 16. Kilometr od miejsca znalezienia ich zwłok, w lesie znaleziono plecaki zamordowanych. Obydwa były rozprute nożem.

- Zginął zegarek dziewczyny, który dostała od rodziców, taki dość charakterystyczny oraz aparat. To są drobne rzeczy, dla których się nie zabija – zauważył Henryk Brudnik, emerytowany policjant.

 

Numer seryjny

 

Jak podaje kryminatorium.pl, numer seryjny aparatu to 81028187. Zenit TTL to bardzo popularna konstrukcja. Wiele aparatów tego typu może znajdować się na strychach polskich domów. Jeden z nich pozostaje wciąż nieodnalezionym dowodem w morderstwie. 

Z plecaków zginął również dziennik, w którym studenci zapisywali, gdzie idą. 

- Dziewczyna mogła zapisać w pamiętniku informacje na jego temat. Może zrobiła mu zdjęcie, stąd też zaginął aparat – zastanawiał się Łukasz Wroński, profiler z Centrum Psychologii Kryminalnej.

- Mogły te osoby zobaczyć coś, czego nie powinny widzieć. To jest zdarzenie niedaleko granicy polsko-czeskiej. Było zakładane, że mogły zauważyć m.in. przemytników albo kłusowników – opowiadał "Interwencji" Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

 

Zobacz również: Zabójstwo 68-letniej kobiety w Olecku. Dwie osoby z zarzutami

 

"Zabójca mógł znać ofiary"


- Można by założyć, że zabójca jednak znał te ofiary. I tutaj pojawia się taki ciekawy wątek osoby, która była z nimi widziana zanim doszło do zabójstwa. Jest ona dla mnie takim podejrzanym numer jeden do momentu, kiedy ta wersja by gdzieś została wykluczona  – dodaje profiler Wroński.

Ania i Robert należeli do najlepszych studentów. Nie mieli wrogów. Nie utrzymywali też żadnych kontaktów z przestępcami. Dzień przed śmiercią byli widziani w jednym z hoteli w Dusznikach-Zdroju. Towarzyszył im tajemniczy blondyn. Do dziś nie udało się ustalić, kim jest. 

- Ten mężczyzna miał być jakby przywódcą tej ich trzyosobowej grupy. Świadek powiedział, że byli pod jego wpływem – informował Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

- Pistolet, z jakiego zastrzelono Annę i Roberta był produkcji czechosłowackiej. To CEZET, Czeska Zbrojovka, kaliber 9 mm. To była stara amunicja, bo pocisk miał tę warstwę wierzchnią na tyle skorodowaną, że się nie odwzorował nawet przewód lufy – mówił Janusz Bartkiewicz. 

 

Grupa neofaszystów

Emerytowany policjant ustalił, że na terenie Gór Stołowych znajdowała się grupa neofaszystów. 

- A on (Robert) wyglądał, jak taki typowy hipis. Dla takich skinów, nazistów, to był człowiek, którego się atakowało, to był obcy – dodał Bartkiewicz.

- Może stwierdzili że są dla nich podludźmi, chcieli ich upokorzyć. Może kazali im się rozebrać dla zabawy, może kazali im uprawiać seks na swoich oczach, chcieli się dobierać do dziewczyny, a chłopak zareagował i w tym momencie zginął jako pierwszy, a dziewczyna zginęła jako druga? Oni by się tym chełpili. Byliby z tego dumni, więc pojawia się pytanie, dlaczego nie wycięli nie wiem, swastyki jeszcze na ciałach ofiar – mówił profiler Wroński. 

- Podchodzimy do tej wersji bardzo sceptycznie, bo nic jej nie potwierdza, tak na dobrą sprawę. Możemy powiedzieć o co najmniej kilku lub kilkunastu wersjach, równie mało prawdopodobnych, których też do końca nie da się wykluczyć – twierdził jednak Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

 

Zobacz również: Miał pchnąć żonę nożem a zwłoki zakopać w lesie. Wyrok za zabójstwo sprzed 9 lat

 

Śledztwo umorzone

We wrześniu 1998 roku śledztwo w sprawie zabójstwa studentów zostało umorzone. Policjanci, którzy wówczas zajmowali się sprawą, odeszli na emeryturę. Pan Janusz się jednak nie poddał. Przez lata prowadził śledztwo na własną rękę. Teraz, jak twierdzi, wreszcie rozwiązał sprawę. Wie, kim są zabójcy. Pół roku temu ich dane przekazał prokuraturze. 

- Jest ich kilku. Wtedy mieli około dwudziestukilku lat, to teraz. 45-50 I nadal są bardzo niebezpieczni. Dosyć szybko po tym ujawnieniu zwłok wyjechali. W Polsce bywają. Z uwagi na bezpieczeństwo nie podam nazwisk, bo spaliłbym policji robotę. Nie ujawnię potencjalnym sprawcom, że mogą być na widelcu - mówił Janusz Bartkiewicz.

- Oni mają być z naszych okolic. Jeden ze sprawców czerpie jakąś satysfakcję seksualną w momencie, kiedy widzi obnażone do połowy osoby – opowiadał inny emerytowany policjant Henryk Brudnik. 

Prokurator Orepuk potwierdza, że wskazane osoby są sprawdzane przez policję. W jego opinii na razie za wcześnie jest, aby mówić, że w sprawie szykuje się przełom. 

W sierpniu 2017 r. od śmierci Ani i Roberta minęło 20 lat. Z tej okazji na miejscu zbrodni pojawili się ich znajomi i wykładowcy. Wszyscy liczą na to, że niebawem uda się potwierdzić tożsamość mordercy. A sprawiedliwości, po latach, wreszcie stanie się zadość.

msl/luq/ "Interwencja", polsatnews.pl, kryminatorium.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze