Zablokowali wjazd na Wawel politykom PiS. Obrona chce uniewinnienia

Polska
Zablokowali wjazd na Wawel politykom PiS. Obrona chce uniewinnienia
Polsat News

Obrońcy siedmiu osób, obwinionych o blokadę Wawelu podczas przejazdu polityków PiS, wnieśli we wtorek do sądu o uniewinnienie swoich klientów. Ich zdaniem cała sprawa ma charakter polityczny, a manifestujący mieli prawo do wyrażania poglądów. Wyrok zapadnie 22 października.

Proces, który toczy się przed krakowskim sądem rejonowym, dotyczy siedmiu osób obwinionych o blokadę Wawelu podczas przejazdu polityków PiS 18 grudnia 2016 r., w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. Kilka samochodów wjechało wtedy na Wawel niedostępną dla ruchu kołowego drogą przez Bramę Herbową. Manifestanci protestowali "przeciwko upolitycznieniu Wawelu".

 

Poruszali się prywatnymi samochodami

 

Podczas wtorkowej rozprawy obrońcy obwinionych wnieśli o ich uniewinnienie. Podkreślali, że ich klienci wyrażali swoje poglądy i protestowali przeciwko upolitycznieniu ważnego dla mieszkańców Krakowa miejsca, do czego mieli prawo. Brali też udział w zgromadzeniu spontanicznym, które obecna na miejscu policja, gdyby miała ku temu powody, mogła rozwiązać, jednak tego nie zrobiła.

 

W ich ocenie, nie można również mówić o przestrzeganiu przepisów prawa drogowego na terenie, na którym one nie obowiązują, ponieważ droga prowadząca na Wawel nie jest drogą publiczną. Ponadto zaznaczyli, że nie zostało również wykazane, którzy z obwinionych konkretnie mieli blokować poszczególne pojazdy, w związku z czym nie można uznać ich za winnych. Podkreślali, że w tej sprawie nie chodzi o grzywnę, którą - w przypadku uznania winy obwinieni mieliby zapłacić - a o prawo do manifestowania swoich poglądów.

 

"Niektórzy są równiejsi"

 

Adw. Jan Widacki zauważył, że "prawo do zgromadzeń, także spontanicznych, prawo do wyrażania swoich poglądów - także sprzeciwu, jest jednym z fundamentalnych praw w demokratycznym państwie prawa". Wskazywał, że obwinionym mieli prawo sprzeciwić się "prywatnej eskapadzie" polityków, którzy, jak dodał, nie poruszali się rządową kolumną, a prywatnymi, nieoznakowanymi samochodami.

 

- Ten proces - proces o wykroczenie, o drobną rzecz - nabiera charakteru i wymiaru historycznego. Ten proces ośmiesza tych, którzy do niego doprowadzili. Pokazuje arogancję władzy, która na co dzień deklaruje, że wszyscy są równi wobec prawa, a równocześnie pokazuje, że niektórzy są równiejsi - ocenił adw. Widacki.

 

Zeznania złożył Terlecki

 

Z kolei adw. Tomasz Banaś podkreślił, że w całej sprawie nie chodzi o grzywnę, o którą wnioskuje oskarżyciel.

 

- Tutaj chodzi o prawa i wolności obywatelskie: prawo do zgromadzeń, do demonstracji, do manifestowania swoich poglądów - uznał.

 

Oskarżyciel - reprezentowany przez przedstawiciela policji uznał, że obwinieni popełnili wykroczenie i wnioskował o nałożenie na nich grzywny po 300 zł. Podkreślił, że funkcjonariusze dbali o bezpieczeństwo wszystkich obecnych na miejscu osób, a zachowanie protestujących miało być powodem podjętej interwencji.

 

Wśród wizytujących wówczas na Wawelu był m.in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, który jako ostatni świadek złożył w sprawie zeznania. Powiedział, że na Wawel dostał się własnym samochodem. Nie miał także żadnej przepustki, która uprawiałaby go do wjazdu, a jedynie przepustkę sejmową. Również msza, na którą udali się politycy, był "w zasadzie prywatna" - przyznał wicemarszałek.

 

Sprawa ponownie na wokandzie

 

Początkowo - na wniosek policji - sąd wydał w sprawie obwinionych wyroki nakazowe, skazując wszystkich na kary grzywny w wysokości 300, 400 lub 500 zł. Kiedy wszyscy obwinieni wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, sprawa trafiła do sądu, który postanowił umorzyć wszystkie postępowania. Sąd uznał, że osoby obwinione nie dopuściły się wykroczenia, ich działanie nie miało znamion społecznej szkodliwości, a zgromadzenie było legalne.

 

Na to postanowienie zażalenie złożył Komendant Miejski Policji w Krakowie. Sąd okręgowy w wydziale odwoławczym uwzględnił te zarzuty i uchylił zaskarżone postanowienie. Uznał m.in., że umorzenie sprawy na posiedzeniu było przedwczesne, ponieważ sąd powinien dokonać merytorycznej oceny zarzutów i dowodów wobec obwinionych. Sprawa wróciła na wokandę.

 

Wyrok zapadnie 22 października.

las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze