Mazur: konsultacje ws. stanowisk w Biurze KRS nie sięgnęły polityków

Polska
Mazur: konsultacje ws. stanowisk w Biurze KRS nie sięgnęły polityków
Archiwum Polsat News

Konsultacje ws. obsady stanowisk w Biurze KRS nie sięgnęły polityków. Nie konsultowałem tego z posłami i senatorami, tylko m.in. z wiceministrem sprawiedliwości jako sędzią znającym środowisko warszawskie i zastępcą ministra, członka KRS - powiedział szef KRS sędzia Leszek Mazur.

- Najpierw sięgnęliśmy do informacji w dokumentach dostępnych w KRS, następnie w tych miejscach, w których on pracował, w tym w Ministerstwie Sprawiedliwości, a ostatecznie była też rozmowa z prezesem NSA, który też jest członkiem Rady, a który delegował sędziego Tomasza Szmydta do pracy w Biurze KRS- powiedział sędzia Mazur o okolicznościach zatrudnienia sędziego Szmydta w Biurze KRS.

 

"Były różne konsultacje"

 

W czwartek sędzia Mazur zaznaczył, że "przy obsadzie dwóch stanowisk związanych z Radą - szefa Biura Rady i dyrektora wydziału prawnego - były różne konsultacje". "To jest sprawa oczywista, poszukiwałem takich kandydatów, a w miejscu, w którym orzekałem, czyli okręgu sądu w Częstochowie, nie było chętnych do tego, żeby się przenosić do Warszawy i podejmować pewne wyzwania związane z pracą w innym miejscu, to przystąpiłem do poszukiwań w Warszawie". - A tutaj byli dla mnie źródłem informacji członkowie Rady, którzy znali środowisko warszawskie - dodał.

 

- Konsultacje w sprawie obsady stanowisk w Biurze KRS nie sięgnęły polityków. Nie konsultowałem tego z posłami i senatorami, tylko m.in. z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem jako sędzią znającym środowisko warszawskie i jako zastępcą ministra Zbigniewa Ziobry, który jest członkiem KRS. A wiceminister Piebiak był odpowiedzialny za sądownictwo - powiedział sędzia Mazur.

 

Przypomniał, że sędzia Szmydt pracował przez pewien czas w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie był delegowany, i "to, że korzystałem z informacji, jak jego praca była oceniana w ministerstwie, nie powinno budzić zdziwienia". Dodał, że sędzia Szmydt miał odpowiednie kwalifikacje do pracy w Biurze KRS. - Ja nie miałem do jego pracy zastrzeżeń, on sobie z tą pracą radził, oceniałem jego pracę pozytywnie - dodał Mazur. Podkreślił, że nie ma mowy o żadnych politycznych wpływach na KRS.

 

"To nie jest tak, że jest "Mur chiński" pomiędzy MS a KRS"

 

Jak napisał w czwartek portal RMF24, z nagrania rozmowy gliwickiego sędziego Arkadiusza Cichockiego z przewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa sędzią Leszkiem Mazurem ma wynikać, że o posadę dla Tomasza Szmydta "w KRS zabiegał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak".

 

- Nie chcę wnikać w argumenty tutaj powoływane i charakter rozmów, które często mi się nie podobały, a ujawnianych już wcześniej w mediach. Natomiast rodzi się zasadnicze pytanie, czy jest coś nagannego, jeżeli sędzia, który jest jednocześnie wiceministrem sprawiedliwości, proponuje pod rozwagę szefowi KRS zatrudnienie jakiegoś sędziego na stanowisku urzędniczym po to, aby zagwarantować być może lepszą współpracę w ramach MS. Ja w tym nie widzę nic nagannego - powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, pytany o tę sprawę w Polskim Radiu 24.

 

Jak dodał, KRS na co dzień współpracuje z resortem sprawiedliwości. - To nie jest tak, że jest "Mur chiński" pomiędzy MS a KRS. Jest raczej ścisła współpraca, ale też są zachowane atrybuty niezależności i decyzje o tym, czy zatrudnić daną osobę, czy też nie, zawsze podejmuje szef KRS. On mógł tę rekomendację przyjąć, a mógł też odrzucić - to była już jego decyzja - mówił Ziobro.

 

- Panowie znali się, mówię o sędziach, którzy tę rozmowę prowadzili, też sędzia Piebiak znał się też z sędzią Mazurem, zanim objęli funkcje w ramach rządu i KRS, więc rozumiem, że polegali w jakimś zakresie na swoich rekomendacjach. Czy one były szczęśliwe? Późniejszy bieg zdarzeń pokazał, że pewnie nie do końca - zaznaczył szef MS.

 

Podkreślił jednocześnie, że "pytanie jest zasadnicze, czy można polecać komuś zatrudnienie jakiegoś innego sędziego, który ma wszystkie cechy i atrybuty niezależności do pracy w KRS". - No można, każdy może, a decyzją szefa KRS jest, czy taką rekomendację przyjmuje, czy też nie, i w tym nie widzę nic nagannego - powtórzył Ziobro.

 

"Cenna rekomendacja"

 

Jak napisał w czwartek portal RMF24, z nagrania rozmowy gliwickiego sędziego Arkadiusza Cichockiego z szefem Krajowej Rady Sądownictwa wynika, że o posadę dla Tomasza Szmydta "w KRS zabiegał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak".

 

Według fragmentów rozmowy przytoczonej przez RMF, sędzia Cichocki z rozmowie z przewodniczącym KRS miał mówić o Szmydtcie: "Panie sędzio, jeśli pan się zdecyduje z nim pracować, to muszę powiedzieć, że to jest wspaniały człowiek, to jest ogromny patriota, dla mnie przyjaciel". "Powiem tak, cenna rekomendacja, cenna rekomendacja, bo, bo, bo to była jakaś enigmatyczna dla mnie osoba, natomiast pan minister Piebiak ją wskazał, natomiast ja się z nim spotykałem i z każdym kolejnym spotkaniem zdecydowanie nabierałem przekonania do niego" - odpowiadał sędzia Mazur. Według portalu, "w dalszej części rozmowy Mazur wspomina też o spotkaniu z Markiem Zirk-Sadowskim, prezesem Naczelnego Sądu Administracyjnego".

 

Z artykułów publikowanych w drugiej połowie sierpnia przez Onet wynikało, że wiceszef MS Łukasz Piebiak utrzymywał w mediach społecznościowych kontakt z kobietą o imieniu Emilia, która miała prowadzić akcje dyskredytujące niektórych sędziów, m.in. szefa Iustitii prof. Krystiana Markiewicza. Miało się to odbywać za wiedzą wiceministra. Po tych doniesieniach Piebiak podał się do dymisji. Według sierpniowych informacji Onetu, na komunikatorze WhatsApp miała powstać zamknięta grupa o nazwie "Kasta", która wymieniała się pomysłami na oczernianie niektórych sędziów. Zdaniem mediów mieli do niej należeć m.in. Szmydt i Cichocki.

pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze