Strażak spowodował wypadek w drodze do pożaru. Sąd Najwyższy uchylił mu wyrok więzienia

Polska
Strażak spowodował wypadek w drodze do pożaru. Sąd Najwyższy uchylił mu wyrok więzienia
Polsat News

Edward Pruśniewski, strażak ochotnik spod Piaseczna, miał trafić do więzienia. Spowodował wypadek, gdy na sygnałach jechał do pożaru. Nie trafi, ponieważ wyrok dwóch lat więzienia został uchylony przez Sąd Najwyższy.

- Jechałem na sygnałach, na światłach błyskowych. Nawet jechaliśmy na trzech sygnałach. Samochód ryczał, dosłownie ryczał sygnałami, a ona wjechała pode mnie - opowiadał Edward Pruśniewski w rozmowie z Polsat News. 

 

30 listopada 2014 r., jako kierowca Ochotniczej Straży Pożarnej w Bielawie (woj. mazowieckie), kierował wozem strażackim w drodze na akcję gaśniczą w Kępie Okrzewskiej. Gdy w miejscowości Brześce wyprzedzał kolumnę pojazdów, cinquecento, którym kierowała 53-letnia nauczycielka, rozpoczęło manewr skrętu w lewo.

 

Wtedy uderzyła w nie strażacka scania. Później pchała przed sobą zmiażdżone auto przez ok. 75 metrów. Pomimo reanimacji ranna kobieta zmarła na miejscu. 

 

Sąd orzekł wyższy wyrok, niż chciał prokurator

 

Mężczyzna nie przyznał się do winy. - Nie zahamowałem, bo było ryzyko, że przewrócę wóz - tłumaczył wówczas, dodając, że nie zdawał sobie sprawy, iż przez kilkadziesiąt metrów pcha inne auto. - Nie widziałem go zza kierownicy. Myślałem, że uderzył w nasze koło i odbił się – tłumaczył.

 

Piaseczyńska prokuratura wnioskowała dla Pruśniewskiego o karę roku pozbawienia wolności, trzyletni zakaz kierowania samochodami oraz 40 tys. zł zadośćuczynienia dla rodziny kobiety.

 

Sąd Rejonowy w Piasecznie był jednak surowszy i w lutym 2017 r. skazał strażaka na dwa lata więzienia, pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów i nakaz zapłacenia po 20 tys. złotych córce i mężowi zmarłej kobiety. 

 

Pół roku później Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał wyrok pierwszej instancji. Prokurator wnioskował wówczas o wyrok w zawieszeniu.

 

Sąd obliczył, o ile procent strażak przekroczył prędkość, jadąc na akcję

 

Jak podkreślał sędzia, kierowca wozu strażackiego jechał "pod prąd", pojazdem wypełnionym wodą, na terenie, gdzie znajdowały się domy i szkoła. Jak wskazano, strażak przekroczył dozwoloną prędkość o 131 proc.

 

Według pełnomocnika córki i męża zmarłej, oba wyroki były sprawiedliwe. - Nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony, bo wyrok niewiele zmienia. Żony nikt mi nie zwróci - mówił małżonek ofiary wypadku.

 

Taki wymiar kary oburzył środowisko strażaków ochotników, którzy stanęli murem za swoim druhem.

 

- Jak ten wyrok pójdzie w świat, bardzo możliwe, że wielu strażaków zdecyduje się jeździć 40 km/h, a ludzie będą czekać na pomoc - mówił jeden z nich w 2018 r. w studiu programu "Państwo w Państwie".

 

Sąd Najwyższy uchylił wyrok

 

Jednak decyzję dwóch instancji ostatecznie uchylił we wrześniu tego roku Sąd Najwyższy.

 

- Sąd Najwyższy miał poczucie niedosytu, uznał za błędne niewykazanie pewnego wzorca, który przestrzegany powinien być przez kierowcę wozu strażackiego - powiedział Michał Laskowski, rzecznik SN.

 

Dodał, że "mamy z jednej strony potrzebę gaszenia pożaru, jazdy na pomoc, a z drugiej strony mamy do czynienia z tragicznymi następstwami kolizji".

 

Każdego roku w Polsce dochodzi do blisko tysiąca kolizji z udziałem pojazdów uprzywilejowanych.

wka/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze