Koszmarne wakacje w Turcji. Walczą o odszkodowanie

Polska

Robaki, smród, brud, ciasne pokoje i fatalne jedzenie - tak opisują wczasy w jednym z hoteli w Turcji turyści z Polski i żądają od biura podróży Coral Travel odszkodowania za zepsute wakacje. Wszyscy trafili do hotelu Rox Royal. Oferta nie była tania, bo miało być luksusowo. Materiał "Interwencji".

Kolejne problemy polskich turystów w Turcji. Tym razem w miejscowości Kemer. Pani Ewa z Kołobrzegu przez portal internetowy kupiła tygodniowe wakacje w biurze podróży Coral Travel. Miał to być pobyt w luksusowym, pięciogwiazdkowym hotelu Rox Royal.

 

"Ultra all inclusive" - 3 łóżka dla 4 osób

 

- Wczasy ultra all inclusive. W ofercie mieliśmy zagwarantowane praktycznie wszystko: animacje, zjeżdżalnie, aquapark, wyżywienie 24 godziny na dobę – opowiada.

 

Na wczasy kobieta poleciała wraz z dwiema córkami i mężem. Kiedy w sierpniu dotarli na miejsce, przeżyli szok.

 

- Po wejściu do budynku poczuliśmy zapach stęchlizny, śmierdziało. W pokoju nie było posprzątane, nie było w nim krzeseł, dla czterech osób otrzymaliśmy trzy łózka. Kable były niezabezpieczone, z kratki odpływowej nie ściekała woda. Później do pokoju przyniesiono dostawkę - spleśniałą, połamaną - wspomina pani Ewa.

 

- Stołówka zatęchła, śmierdząca, niesprzątana. Jedną ścierką podłogę wycierano i stoły. Nie było sztućców, jedzenie było zimne. Plaża hotelowa była bardzo śmierdząca, chodziliśmy na płatną, miejską. I tam też się stołowaliśmy, z menu hotelowego nie korzystaliśmy - dodaje pani Ewa.

 

Oferta katalogowa zdecydowanie różni się od fotografii, jakie prezentują wczasowicze.

 

Swoich wczasów nie zapomną nigdy

 

Udało nam się porozmawiać z pracownikiem portalu internetowego sprzedającego m.in. oferty tego biura podróży. Okazuje się, że jest on tylko pośrednikiem i odcina się od oferty.

 

- My tylko pośredniczymy w sprzedaży, jesteśmy pośrednikiem. Odpowiada tour operator – tłumaczy pośrednik.

 

Pani Agnieszka z Kalisza spędziła z rodziną w tym samym hotelu aż dwa tygodnie. Wczasów tych nie zapomną nigdy. Pokój wymieniono im, kiedy zapłacili recepcjoniście tzw. bakszysz.

 

- Zapłaciłam za family room, a zostałam zakwaterowana w pokoju standardowym. Zapłaciliśmy ponad 16 tysięcy zł za pobyt dwojga dorosłych i dwojga dzieci. Problemem był smród, brud. Nasz pokój się nie zamykał, każdy mógł wejść, bo otwierany był z klamki. Były karaluchy w toaletach ogólnodostępnych - opisuje pani Agnieszka.

 

- Na dużym basenie był syf, woda się nie filtrowała. Ratownik tylko palił papierosy i wydawał piwo - dodaje jej syn, Wojtek.

 

Operator nie chce uznać reklamacji

 

Pani Anna z Warszawy i jej rodzina to kolejne osoby, które również trafiły do opisywanego przez nas hotelu. Wszyscy jak najszybciej chcą zapomnieć o swoich wczasach. Tym bardziej, że córka trafiła pod opiekę lekarzy po zjedzeniu posiłku w tzw. kąciku dietetycznym. Pozostali wczasowicze również mieli problemy żołądkowe. Pomoc wezwali sami.

 

- Coś z kurczakiem było nie tak, córka zaczęła skarżyć się ból brzucha, wymiotować. Następnego dnia też. Pojechała karetką do szpitala. Pod kroplówką spędziła siódme urodziny. Czujemy się zlekceważeni, zostawieni samym sobie, rezydent nie pomógł - twierdzi pani Anna.

 

- Wczasowicze żądają odszkodowania, a dodatkowo będą domagać się zadośćuczynienia. Operator nie uznał reklamacji. Jesteśmy teraz na etapie wezwania do zapłaty, jeśli nie uznają roszczeń, wystąpimy do sądu – zapowiada Aleksander Bolko, pełnomocnik części poszkodowanych turystów.

 

Chcieliśmy porozmawiać z przedstawicielami biura. 13 września zatelefonowaliśmy pod numer podany na stronie. Ponieważ nie było nikogo, kto udzieliłby nam oficjalnych wyjaśnień, zostawiliśmy kontakt do redakcji. Niestety, mimo upływu kilku dni nadal czekamy, aby ktoś z biura do nas oddzwonił. Także turyści czekają na reakcję.

hlk/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze