Osiedle odcięte od świata. Mieszkańcy chodzą 3-kilometrową, stromą ścieżką

Polska

Osiedle, na którym mieszkają głównie starsi i schorowani ludzie zostało odcięte od świata ze względu na błędy wójta. Wybudowana bez zezwolenia droga została bowiem zamknięta. W efekcie na osiedle nie wjedzie nawet pogotowie, a mieszkańcy muszą chodzić 3 kilometry po stromej ścieżce, by dostać się do domów - opisuje problem "Państwo w Państwie".

Do niedawna mieszkańcy osiedla Łazy w Marcinkowicach dojeżdżali do swoich domów przez kamieniołom, jednak ze względów bezpieczeństwa drogę trzeba było zamknąć. W zamian gmina wybudowała drogę alternatywną. Problem w tym, że wójt nie zadbał o należyte przeprowadzenie inwestycji - nie uzyskał nawet pozwolenia na budowę.

 

- Oczywiście, że działanie gminy było nielegalne. W zasadzie teraz tej drogi nie ma, bo to są roboty budowlane zrealizowane beż żadnego potrzebnego zezwolenia – mówi Janusz Golec z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.

 

Inwestycja bez dokumentacji

 

Inwestycja nie miała żadnej dokumentacji, pozwolenia na budowę, nie powstał nawet projekt. Jednak zdaniem wójta, droga została zamknięta nie przez jego zaniedbania, a przez jednego z obywateli.

 

- Być może nie byłoby tego problemu, tylko oczywiście w tym środowisku, które znane jest z tego, że się lubi kłócić i waśnić, okazało się, że poszedł donos do nadzoru. No i droga została zamknięta - mówi wójt gminy Chełmiec, Bernard Stawiarski.

 

W związku z tym od blisko pół roku, mieszkańcy dotrzeć mogą do swoich domów jedynie pokonując pieszo blisko 3 kilometry po stromej drodze. Dojazd jest odgrodzony, więc uniemożliwiony jest wjazd takich służb jak straż pożarna, czy karetka pogotowia.

 

"Nie mamy dostępu do świata"

 

- Nie mamy dostępu ani do świata, ani do sklepów, ani do lekarza. Też nikt z zewnątrz do nas nie dojedzie, ponieważ jest założona rampa, przez którą nikt nie może przejechać. Boje się o swojego męża, który jest po ciężkim wypadku samochodowym – opowiada Renata Domagała, jedna z mieszkanek.

 

Mieszkańcy chcieli, aby otworzyć na nowo drogę przez kamieniołom, jednak ta jest już całkowicie niezdatna do użytkowania. Ze względu na ignorancję wójta, który nie zgromadził żadnej dokumentacji, nie zrealizował nawet projektu drogi, nie ma żadnej szybkiej ścieżki, która pozwoliłaby zalegalizować drogę.

 

- Wójt nie boi się nikogo, a inni boją się wójta jak ognia. On jest człowiekiem jak każdy inny i tylko dlatego, że ma władzę, to my wszyscy mamy cierpieć? - pyta Renata Domagała.

 

Mieszkańcy mieli dostać pieniądze za ziemię, do tej pory nie dostali

 

W całej sytuacji poszkodowani są również mieszkańcy, którzy zgodzili się oddać działki pod inwestycję. W umowie przedwstępnej stoi, że otrzymają oni zapłatę po realizacji inwestycji. Jako, że utknęła ona w martwym punkcie pieniądze nie zostały wypłacone.

 

Ja nie mam możliwości ani prawa zapłacić komukolwiek pieniędzy dopóki nie będzie aktu notarialnego. A akt notarialny będzie, jak droga zostanie zalegalizowana. - mówi wójt.

 

Wideo: Agnieszka Zalewska, reporterka "Państwa w Państwie" opowiada o problemach mieszkańców osiedla.

 

  

jm/ml/ Polsat News
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie