Lewica otrzyma w wyborach 13,5 procent głosów - Marek Dyduch (SLD) w "Graffiti"

Polska
Lewica otrzyma w wyborach 13,5 procent głosów - Marek Dyduch (SLD) w "Graffiti"
Polsat News

Marek Dyduch (SLD), kandydat Lewicy do Sejmu uważa, że koalicja partii lewicowych może uzyskać w wyborach parlamentarnych nawet 13,5 procent poparcia. Według niego celem numer jeden jest wejście do parlamentu. "Później dalszy dialog nad kształtem Lewicy" - stwierdził sugerując, że formalny kształt Lewicy po wyborach to kwestia, która może być jeszcze przedmiotem dyskusji.

- Idę do Sejmu, aby unormować sytuację polityczną. Są tylko dwie strony - powiedział Marek Dyduch, polityk SLD, kandydat do Sejmu z ramienia Lewicy. - Nie ma miejsca na kompromis, a przecież parlament służy do tego, aby rozmawiać o polskich sprawach - stwierdził Dyduch.

 

- Chodzi o to, żeby się nie wykluczać i szukać polskiej racji stanu - dodał.

 

W polityce było wiele nazwisk po ojcach, matkach

 

Dyduch nawiązał do wywiadu Moniki Jaruzelskiej, córki gen. Wojciecha Jaruzelskiego, dla "Gazety Prawnej", w którym zarzuciła liderowi SLD Włodzimierzowi Czarzastemu, że wyrzucił z listy warszawskiej wszystkie kobiety ze znaczącymi nazwiskami oraz promuje rzeczniczkę SLD Annę Marię Żukowską, bo jest "bliższa jego sercu".

 

- Ci, którzy robią kampanię pani Monice Jaruzelskiej uznali, że spór z SLD jest ważny, bo ona (dzięki temu - red.) będzie przez cały czas w mediach - powiedział Dyduch. - Nie znam pani Jaruzelskiej osobiście, nie wiem jakie ma poglądy, nie wiem jaki ma program, nie wiem co zrobiła przez rok w radzie miasta Warszawy. Nie głosowałem, żeby była umieszczona na liście, bo nic nie wiem - stwierdził polityk SLD.

 

Dodał, że nazwisko nie powinno być jedyną przepustką do świata polityki.

 

- Jeżeli ktoś chce iść ze względu na nazwisko do wyborów... Jeżeli mam mieć czterdziestu paru posłów, którzy będą nijacy, albo przyjdą sobie posiedzieć w Sejmie, to nie jest mi to potrzebne. Lewica musi zdobywać wyborców, przekazywać program, musi mieć jakiś charakter - stwierdził Dyduch.

 

Jednak Leszek Miller przypomniał ostatnio, że rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska, która jest bohaterką sporu z Moniką Jaruzelską  zdobyła niespełna 2 tys. głosów w wyborach, a Jaruzelska miała ich 8 tysięcy. Według Dyducha liczba uzyskanych głosów nie musi być rozstrzygająca.

 

- Dajmy szansę, w tej chwili na listach Lewicy jest bardzo dużo młodych, świetnie wykształconych ludzi, mają swoje poglądy. Nie mieli szansy dostać 50 tys. głosów jak Leszek Milller. Oni chcą taką szansę mieć. Więc ją dajmy - uznał Dyduch.

 

- Wiele w polskiej polityce było nazwisk po ojcach, po matkach. I co oni wnieśli do tej polityki? - zayptał Dyduch.

 

Nie wiem, czy koalicja będzie utrzymana

 

Dyduch stwierdził, że przyszłość koalicji trzech partii lewicowych po wyborach nie jest jeszcze znana.

 

- Tego nie wiemy, chcemy na trwałe wpisać lewicę w polskie życie publiczne, polityczne, w związku z tym te dyskusje się dopiero rozpoczną - powiedział polityk SLD.

 

- Dzisiaj celem numer jeden jest wejście do parlamentu, później dalszy dialog nad kształtem Lewicy - dodał.

 

- Nie wątpię w to, że będziemy razem. Jest tylko kwestia kształtu formalnego - zaznaczył.

 

Zapytany o przywództwo w koalicji "trzech liderów" powiedział, że taka dyskusja może wprowadzić rozbieżności i spowodować zachwianie kompromisem.

 

- Jest trzech liderów, to nie zrobi się nagle jeden lider - powiedział. - [Biedroń, Zandberg czy Czarzasty - red.] To nie jest jednoosobowa decyzja Marka Dyducha.

 

- Chcemy wypracować taki model funkcjonowania, żeby Lewica była jedna w Polsce. Dyskusja o liderze to będą tylko podziały - stwierdził.

 

- Dialog rozpocznie się w parlamencie nie na tle programowym, bo program mamy. Czy to będzie jeden klub, czy dwa kluby, to program będzie realizowany. Ja bym chciał, żeby to był jeden klub - podkreślił polityk SLD.

 

Lewica obstaje przy programie socjalnym

 

Dyduch zaznaczył, że w przypadku rozszerzenia koalicji, Lewica na pewno nie zrezygnuje ze swojego programu socjalnego.

 

Zainteresowanie wzbudził postulat obowiązkowego, pełnopłatnego 12-tygodniowego urlopu dla młodych rodziców. Ojcowie musieliby przymusowo iść na urlop.

 

- To jest jeden z postulatów - powiedział. - Mniej chodzi o przymus, tylko o to, aby ci ludzie mieli zagwarantowane, że któreś z nich może iść na ten urlop - wyjaśnił Dyduch.

 

Także zaproponowane w programie Lewicy zniesienie tzw. klauzuli sumienia określił jako "szczegół, który się podoba". Potwierdził także, że Lewica optuje za legalizacją aborcji do 12 tygodnia.

 

Program prowadził Wojciech Dąbrowski.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Graffiti" można obejrzeć tutaj.

hlk/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze