"Wszystkie polskie domy w ogniu" - napisał pod zdjęciem płonącego domu, w którym mieszkali Polacy

Świat
"Wszystkie polskie domy w ogniu" - napisał pod zdjęciem płonącego domu, w którym mieszkali Polacy
Nadesłane/Twój News

W kilkunastotysięcznym Shirebrook w Anglii spłonął dom, w którym mieszkali Polacy. Na szczęście nikt nie zginął, ale wśród Polonii z tego miasta pojawiły się podejrzenia, że było to celowe podpalenie. - Po wszystkim ktoś wrzucił zdjęcie z pożaru, pisząc: "wszystkie polskie domy w ogniu w Shirebrook" - powiedział polsatnews.pl pan Piotr, mieszkaniec Shirebrook.

W Shirebrook Polonia jest tak liczna, że jego mieszkańcy od kilku lat mówią na nie "Mała Polska". Jest tu polskie bistro, sklepy spożywcze, i piekarnia. Polacy przyjeżdżają za pracą. Większość zatrudnia Sport Direct - sklep sportowy z odzieżą i butami znanych marek, który w Shirebrook ma główny magazyn.  

 

 

O fenomenie polskiego Shirebrook, ale i problemach, które wynikają z tak licznej grupy pracowników z Europy Wschodniej (są też m.in. Litwini i Estończycy) rozpisywały się już brytyjskie media przy okazji sprawy Polaka skazanego za gwałt przez polski sąd.

 

Policja w hrabstwie Derbyshire dowiedziała się o tym przypadkiem, gdy przyłapała go na spożywaniu alkoholu w miejscu publicznym. Policja próbowała utrzymać tożsamość mężczyzny w tajemnicy z obawy przed wrogością miejscowych wobec migrantów, ale sąd nakazał umieścić jego dane osobowe w rejestrze przestępców seksualnych. 

 

Tak było w 2016 r. Media informowały wówczas, że pracowników z Europy Wschodniej jest w mieście co najmniej 3000, przez co jego liczebność wzrosła do ok. 12 000.

 

Obecność Polaków nie wszystkim się podoba. - Jest grupa młodych Brytyjczyków, nastolatków, takiej patologii, która poluje na nas. Ustawiają się w kilka osób w ustronnych przesmykach i prowokują, grożą, a zdarza się, że również biją i w niewybredny sposób każą wracać do Polski - opowiada nam pan Piotr.

 

"Złamali mu szczękę i nos"

 

Wśród zaatakowanych wymienił m.in. współlokatora koleżanki jego żony. - Wcześniej głośno było u nas o pobiciu innego Polaka. Złamali mu szczękę i nos - dodaje Piotr.

 

Nie jest to jego prawdziwe imię. Nie ujawnia go w obawie przed zemstą. Twierdzi, że z tego też powodu zaatakowani Polacy boją się zgłaszać sprawy na policji.

 

- Generalnie w Shirebrook Polakom żyje się dobrze, ale jest ta grupa nastolatków - zaznacza.

 

Mężczyzna postanowił się do nas zgłosić po niedzielnym pożarze domu w Shirebrook. Ogień pojawił się po południu i zajął dwie kondygnacje budynku.

 

 

Pan Piotr twierdzi, że świadkowie widzieli, że było to celowe podpalenie. - Ludzie opowiadali policji, że było czterech młodych mężczyzn. Wybili szyby kamieniami i wrzucili do środka koktajle Mołotowa. Podeszli z dwóch stron budynku - opowiada.

 

Policja hrabstwa Derbyshire wszczęła śledztwo ws. pożaru. Potwierdziła nam, że budynek zamieszkiwali Polacy i że nie ucierpieli.

 

Na pytanie o koktajle Mołotowa, odpowiedziała jedynie, że nie była w stanie dostać się do budynku, ponieważ wejście do niego wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. "Nie wiemy, co spowodowało pożar, ale prowadzimy dochodzenie ze strażakami" - dodała.

 

Nasze pytanie o policyjne statystyki dotyczące liczby ataków na Polaków w Shirebrook pozostało bez odpowiedzi.

 

Masz więcej informacji o sytuacji Polonii w Shirebrook, napisz do nas na platformę Twój News.

ml/prz/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze