Trwa akcja ratunkowa w Tatrach. "Ryzyko hipotermii jest duże, obawiamy się o życie grotołazów"

Polska

- Grotołazi przebywają pod ziemią już trzy doby. Ryzyko głębokiej hipotermii jest bardzo duże. Obawiamy się co najmniej o ich stan zdrowia, a nie ukrywamy, że obawiamy się też o ich życie - poinformował na konferencji prasowej Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. Ratownikom nadal nie udało się nawiązać kontaktu z dwoma poszukiwanymi grotołazami w Jaskini Wielkiej Śnieżnej.

Pięciu ratowników grupy specjalistycznej ratownictwa wysokościowego z Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie wyruszyło w niedzielę rano wraz z ratownikami TOPR na ratunek dwóm grotołazom uwięzionym w Jaskini Wielkiej Śnieżnej w Tatrach. W jaskini w tej chwili działa 27 ratowników, oraz jeden zawiadamiający o zdarzeniu grotołaz.

 

Szereg skomplikowanych działań pirotechnicznych

 

Ratownikom nadal nie udało się nawiązać kontaktu z poszukiwanymi.

 

- Wydaje się, że teraz jedyną metodą dotarcia do grotołazów jest szereg bardzo skomplikowanych działań pirotechnicznych. Mamy naszych pirotechników na miejscu, są też potrzebne materiały, ale będzie zajmować nam to bardzo dużo czasu - poinformował na konferencji prasowej naczelnik TOPR Jan Krzysztof.

 

Naczelnik zapewnił, że ratownicy będą próbowali poszerzyć korytarze, tak by zmieścili się tam inni ratownicy. Akcja może potrwać jednak dni, lub nawet tygodnie.

 

Część grupy wyszła na powierzchnie

 

Grupa specjalistyczna ratownictwa wysokościowego została utworzona na bazie jednostki ratowniczo-gaśniczej numer 3 w Krakowie z siedzibą przy ulicy Zarzecze. Oprócz swoich standardowych działań związanych z działaniami straży na terenie Krakowa, są oni wyspecjalizowani z zakresu działalności ratownictwa wysokościowego.

 

O pomoc dla dwóch uwięzionych grotołazów poprosili w sobotę pod wieczór ich towarzysze, którzy zdołali wyjść na powierzchnię i za pomocą telefonu komórkowego zadzwonili do centrali TOPR.

 

Pierwsza grupa 9-ciu ratowników, która wyruszyła w sobotę wieczorem, zabrała stosowny sprzęt ratowniczy i telefony bezprzewodowe jednak nie sprawdziły się one w jaskini. W niedzielę wyruszyła kolejna grupa ratowników, która rozwija w jaskini kabel potrzebny do łączności. Wśród tej grupy ratowników TOPR są również strażacy Państwowej Straży Pożarnej z Krakowa.

 

"Trzeba przetransportować duże ilości sprzętu i ludzi" 

 

Jaskinia Wielka Śnieżna to najdłuższa i najgłębsza jaskinia w Tatrach. Długość jej korytarzy wynosi niemal 24 km, a deniwelacja ponad 800 metrów, choć nie wszystkie korytarze zostały dokładnie zbadane. Jest to jaskinia o skomplikowanych, wąskich korytarzach i przesmykach, która posiada kilka otworów wejściowych. Jest zamknięta dla turystów. Mogą ją eksplorować tylko wykwalifikowani grotołazi.

 

Nurek jaskiniowy i ratownik TOPR Tomasz Witkowski na antenie Polsat News tłumaczył, że w pierwszej kolejności do jaskini zeszła "szybka grupa", której celem było nawiązanie kontaktu z poszkodowanymi.

 

  

 

- To się nie zawsze udaje, tak jak teraz. Trzeba przetransportować duże ilości sprzętu i ludzi. W jaskini nie ma możliwości łączności na długich dystansach - trzeba komunikować się na krótkich dystansach. Do tego należy rozłożyć system telefoniczny, kabel, po którym porozumiewają się ratownicy - mówił ratownik.

bas/msl/ PAP, RMF FM

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze