Ojciec nocami robił dla córki wyjątkowe autko. Rodzinną pamiątkę skradziono. "Serce mi pękło"

Polska
Ojciec nocami robił dla córki wyjątkowe autko. Rodzinną pamiątkę skradziono. "Serce mi pękło"
Archiwum prywatne

Pan Fryderyk Król zbudował autko dla swojej córeczki, wzorowane na amerykańskich samochodach z lat 50., których jest fanem. Wieczorami, kiedy córka spała, tworzył mini "Lancię". Auto miało być pamiątką rodzinną, także dla kolejnych pokoleń. W piątek pojazd skradziono. W odnalezieniu samochodu pomagają internauci, których poruszyła ta historia.

Marianna Król autko dostała pod choinkę. Pan Fryderyk tworzył "Lancię" przez trzy miesiące. Wzorował się na samochodach, które jeździły w Stanach Zjednoczonych w latach 50. i 60.

 

-  Moja idea była taka, aby samochód był retro, a nie taki, który można kupić w sklepie, na pilota – powiedział polsatnews.pl pan Fryderyk.

 

Archiwum prywatne

 

Archiwum prywatne

 

Zuchwała kradzież

 

Kiedy Marianna wyrosła z auta, rodzice zawieźli je do dziadków. Dwa tygodnie temu rodzina powiększyła się. Rodzice wpadli na pomysł, aby wykonać w mini aucie sesję zdjęciową dla nowo narodzonego syna. Przywieźli je do swojego mieszkania, a po wykonanych zdjęciach zostawili w garażu.

 

W piątek samochód zniknął. Sprawa od razu została zgłoszona na policję.

 

- Przykro jest, że ktoś ukradł dzieciom pamiątkę rodzinną. Plan był taki, aby tego nigdy nie sprzedać. Chcieliśmy, żeby zostało to w rodzinie i jak dzieci dorosną to, aby to było dla wnuków – powiedział Król.

 

W związku z tym, że zabawka stanowiła dużą wartość sentymentalną dla rodziny, zdecydowali, wraz z żoną, że zaapelują o pomoc w mediach społecznościowych.

 

"Serce mi właśnie pękło" - napisał na Facebooku pan Fryderyk. 

 

 

W niedzielę ojciec Marianny dotarł również do nagrań, na których widać kobietę, która miała ukraść pojazd. Stopklatkę z monitoringu zamieścił na Facebooku.

 

Dziecięcej zabawki szukają przyjaciele i internauci.

 

-  Nie spodziewałem się takiego odzewu. To co się stało, to jest jakieś szaleństwo. Niesamowita reakcja ludzi, prawie 6 tys. udostępnień postu z apelem o pomoc. Ludzie dzwonią, piszą, robią wszystko, aby pomóc – mówi pan Fryderyk. Dodaje, że być może dlatego ich sprawa wzbudziła takie zainteresowanie, bo zabawka była dziecięca i wykonana ręcznie. - Gdyby to była zabawka, którą można kupić w sklepie, sprawę zgłosilibyśmy tylko na policję.

las/luq/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze