Nie płacą za wynajmowane mieszkanie i nie chcą go opuścić

Polska

Trzy lata temu małżeństwo z Jasła na Podkarpaciu wynajęło swoje trzypokojowe, świeżo wyremontowane mieszkanie 71-letniej znajomej i jej rodzinie. Do dziś Anna i Józef Dybasiowie nie mogą go odzyskać - mimo że lokatorzy nie płacili za wynajem, mimo że umowa już wygasła i mimo prawomocnego wyroku. Co więcej, dzicy lokatorzy mają... własny dom. Materiał "Interwencji".

Anna i Józef Dybasiowie 15 lat temu wyjechali do Anglii do pracy. Tam urodziło im się dwoje dzieci. W Jaśle kupili  mieszkanie, które wymagało gruntownego remontu. Każdy zarobiony grosz przysyłali pani Wiktorii, siostrze pana Józefa, która nadzorowała remont. Wyremontowane mieszkanie stało puste. W 2016 roku wynajęli je 71-letniej kobiecie, która była dobrą znajomą rodziny.

 

- Mieszkanie było po generalnym remoncie, tam była nowa łazienka, kuchnia, nowe AGD, nowe podłogi - opowiada "Interwencji' Anna Dybaś.

 

- Pani Jadwiga wprowadziła się tam z mężem i dwójką bardzo dorosłych dzieci - około 30-letnich. Umowa była podpisana na 1000 złotych miesięcznie plus media. Mieszkanie ma około 60 metrów: 3 pokoje, łazienka, kuchnia, wyposażone komfortowo we wszystkie potrzebne sprzęty. Myśmy nie mieli żadnych obaw, myśmy jej ufali, myśmy sobie nawzajem pomagali - mówi dziennikarzom Wiktoria Dybaś, siostra pana Józefa.

 

Od początku były problemy z płatnościami

 

Umowa była zawarta na rok. Niestety problemy z płatnościami zaczęły się już w pierwszym miesiącu wynajmu.

 

- Od początku nie zapłaciła nigdy niczego. Ani jednej raty. Na interwencje mojego brata nie odbierała telefonów, na smsy nie reagowała, na maile nie reagowała - tłumaczy Wiktoria Dybaś, siostra pana Józefa.

 

Umowa wynajmu skończyła się w styczniu 2017 roku. Dybasiowie wypowiedzieli ją pisemnie z żądaniem wyprowadzenia się z ich mieszkania. Niestety kobieta z rodziną mieszkała dalej i dalej nie płaciła. Dybasiowie oddali sprawę do sądu.

 

- Dokładnie rok temu, w sierpniu 2018 roku, przyjechaliśmy na urlop (do Polski - red.). Próbowaliśmy po prostu odzyskać nasze mieszkanie, więc z pomocą patrolu policji wprowadziliśmy się na 3 dni do własnego mieszkania, zajmując jeden pokój - wspomina pan Józef.

 

Dybasiowie przeżyli szok, kiedy zobaczyli, jak zdewastowane jest ich mieszkanie. Wspólnie z dzikimi lokatorami mieszkali 3 dni - wszystko nagrywając. Kobieta z rodziną nie zamierzała się wyprowadzić. Nie pomogła też interwencja policji.

 

Policja: Proszę mi okazać umowę najmu lokalu i od kiedy ona była do kiedy.

 

Córka lokatorki: Proszę pani, jest umowa najmu.

 

Policja: To proszę ją pokazać.

 

Córka lokatorki: Proszę panią, no ja w tym momencie to nie wiem, czy ona jest na biurku gdzieś czy nie.

 

Policja: Ale to jest istotne.

 

Córka lokatorki: Proszę pani, jeżeli pani pozwoli mi skończyć, mama  jest posiadaczem tego lokalu.

 

Policja: Nie jest posiadaczem, tylko jest najemcą, a to jest różnica.

 

Córka lokatorki: Proszę pani, czyli jest względem prawa cywilnego posiadaczem tego lokalu.

 

Policja: Tutaj z tej umowy jasno wynika, że była zawarta na rok. Jeśli umowa w świetle prawa nie jest umową przedłużoną, to umowa wygasa.

 

Pan Józef: Co ja mam zrobić z tym mieszkaniem z tymi lokatorami? Gdzie ja mam się wyprowadzić?

 

Policja: My tu teraz nie jesteśmy w stanie tego waszego sporu rozstrzygnąć, ponieważ to jest spór tylko i wyłącznie na drodze cywilno-prawnej. Czy złożyliście sprawę już do sądu?

 

Pani Anna: Złożyliśmy, to się ciągnie półtora roku.

 

Pan Józef: To się ciągnie półtora roku, a ona nie płaci.

 

Policja: Tutaj nic więcej na tę chwilę nie możemy zrobić.

 

Wyjechali z powrotem do Anglii

 

- Niestety mieliśmy tylko 2 tygodnie urlopu i po 3 dniach zrezygnowaliśmy z przebywania tam dalej, ponieważ dzieci były zostawione u siostry. Do tego mieszkania dzieci nie mogliśmy wprowadzić, ponieważ jest w stanie tragicznym, do generalnego remontu - opowiada dziennikarzom "Interwencji" Anna Dybaś.

 

Załamani Dybasiowie opuścili swoje mieszkanie i wyjechali z powrotem do Anglii. Dzicy lokatorzy zostali w ich mieszkaniu, dalej nie płacąc ani złotówki. 26 lutego tego roku uprawomocnił się wyrok sądu nakazujący wynajmującym opuścić mieszkanie. Niestety do tej pory tak się nie stało. Małżeństwo Dybasiów z dwojgiem dzieci pod swój dach przyjęła siostra pana Józefa.

 

- 3 dni temu wróciliśmy do Polski już na stałe. Chcieliśmy zamieszkać we własnym mieszkaniu. Niestety, mieszkanie, które się nadaje do remontu, w dalszym ciągu nie jest puste,  zajmuje je dziki lokator - tłumaczy Józef Dybaś.

 

- Ja widzę, że sytuacja jest beznadziejna. Ilu ja prawników odwiedziłam. Słyszałam, że  sprawa jest prosta, sprawa prosta. Jak jest prosta? Trzech komorników nie przyjęło sprawy - komentuje Wiktoria Dybaś, siostra pana Józefa.

 

- Co gorsza, ta pani lokal miała wynajęty na cele tylko i wyłącznie mieszkaniowe, a jak się później okazało, prowadzi w nim działalność gospodarczą, zarejestrowała swoją kancelarię podatkową.  Tupet ma bardzo duży - dodaje Anna Dybaś, żona pana Józefa.

 

Mają gdzie mieszkać

 

Pikanterii całej tej historii dodaje fakt, że kobieta ma gdzie się wyprowadzić. Zameldowana jest w domu - 4 kilometry od mieszkania Dybasiów.

 

- Stoimy przed mieszkaniem naszej dzikiej lokatorki: willą, domem, jak zwał tak zwał. Jest to budynek mieszkalny, gdzie powinna mieszkać razem z mężem, swoją córką i synem. Połowa budynku należy do naszych dzikich lokatorów, a druga połowa budynku należy do brata tego pana, co u nas zamieszkuje, męża tej pani. Według wyroku sądu, który jest prawomocny, nie przysługuje im żaden lokal zastępczy, żaden socjalny, dlatego że tutaj są zameldowani i to jest ich po prostu dom - mówią "Interwencji" państwo Dybasiowie.

 

- 3,5 roku razy 1000 zł plus odsetki, więc myślę, że kwota zadłużenia już sięgnęła ponad 50 tys. zł - dodaje pan Józef.

 

Komornik od mają tego roku ma tytuł wykonawczy do eksmisji dzikich lokatorów. Eksmisji jednak do tej pory nie wykonał. Pan Józef zadzwonił do komornika zapytać, dlaczego tak się stało.

 

- Na razie sprawa stoi w miejscu, bo jest skarga na moje czynności i ponoć wpłynęło na pozbawienie tytułu wykonalności. Teraz nic nie mogę wykonywać, bo jeszcze skarga nie została rozstrzygnięta. Przysługuje stronom skarga na czynności komornicze. Tak to jest. Jest skarga i teraz czekamy, co się z tym będzie działo - powiedział komornik.

 

Dziennikarze "Interwencji" próbowali telefonicznie umówić się na spotkanie z kobietą, która bezprawnie zajmuje mieszkanie Dybasiów. Niestety, dwukrotnie nie odebrała telefonu. Poszli więc z właścicielami do ich lokalu, aby zapytać, dlaczego lokatorka nie wykonuje prawomocnego wyroku sądu.

 

Pan Józef: Mam prawomocny wyrok w imieniu Rzeczpospolitej, o czym pani doskonale wie.

 

Lokatorka: Jest skarga, ja powiedziałam.

 

Pan Józef: Jest skarga na komornika.

 

Lokatorka: Tak i skarga na wznowienie procesu.

 

Reporter: Nie wiemy, czy będzie w ogóle wznowione.

 

Pan Józef: Nie, nie wiemy, czy sprawa cokolwiek ruszyła. Nie, nie ruszyła. My stąd nie wyjdziemy, dopóki nie uzyskamy konkretnej odpowiedzi: kiedy się wyprowadzacie, tutaj przed kamerą!

 

- Faktem jest, że strona pozwana złożyła wniosek o wznowienie postępowania, niemniej jednak w świetle przepisów prawa wniosek ten nie wstrzymuje wykonania rozstrzygnięcia. Co więcej, nie ma takiego wniosku o to, żeby wstrzymać to prawomocne rozstrzygnięcie - informuje "Interwencję" sędzia Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.

 

"Pani mi nie będzie dyktować"

 

Właściciele poprosili dziennikarzy, by nagrali stan ich mieszkania.  

 

Pan Józef: Zapraszam.

 

Reporterka: Tak było rok temu?

 

Pan Józef: Podobnie było, aczkolwiek teraz jest gorzej.

 

Reporterka: Proszę pokazać kancelarię podatkową, która jest u pana w mieszkaniu.

 

Lokatorka: Proszę panią, proszę...

 

Pan Józef: Kancelaria podatkowa, która była tutaj założona przez panią. Ciężkie pieniądze zostały włożone w to mieszkanie, wyremontowane z nadzieją na powrót i taki syf!

 

Reporterka: Chcecie tu zostać?

 

Pan Józef: Na ten moment nie. Do tak zasyfionego mieszkania nie chcemy wprowadzić naszych dzieci.

 

Reporter: A pani Jadwiga się cieszy, pani Jadwiga ma radość.

 

Lokatorka: Kto będzie, proszę pani, w takim czymś siedział!?

 

Pan Józef: Dlaczego się pani nie wyprowadzi?!

 

Lokatorka: Bo muszę skończyć papiery.

 

Pan Józef: Jakie papiery? Rok temu pani kończyła papiery.

 

Lokatorka: Co z panem będę dyskutować. Zna się pan na tym? Nie. Więc proszę się nie odzywać!

 

Pan Józef: Więc proszę się pakować.

 

Reporterka: Pani Jadwigo, jak się pani tu nie podoba, to proszę wyjść.

 

Lokatorka: Ale proszę panią, pani mi nie będzie dyktować, bo ja wszystko wiem, co mamy robić. My wiemy.

 

Reporterka: Ma pani dom swój.

 

Lokatorka: Proszę panią, nie jeden.

 

Pani Anna: To proszę się tam wyprowadzić i tylko tyle i damy sobie święty spokój nawzajem.

 

Pan Józef: Widzimy, co się dzieje tutaj. Jest jedno wyjście. Poprawa przez nasz rząd, żebyśmy się czuli bezpiecznie jako właściciele mieszkania.

dk/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze