Oskarżony o podpalenie kamienicy w Tczewie i zabójstwo dwóch osób nie przyznaje się do winy

Polska
Oskarżony o podpalenie kamienicy w Tczewie i zabójstwo dwóch osób nie przyznaje się do winy
Polsat News

53-latek, którego prokuratura oskarżyła o podpalenie kamienicy w centrum Tczewa, nie przyznał się przed sądem do winy. W efekcie pożaru zginęli starszy mężczyzna i 2-letnie dziecko, a 8 innych osób odniosło obrażenia. Do podpalenia miało dojść z zazdrości o kobietę.

Proces 53-letniego Mirosława Sz. rozpoczął się w piątek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Mężczyzna jest oskarżony o dokonanie dwóch zabójstw "w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie", spowodowanie obrażeń u 8 innych osób i "sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Za takie przestępstwa kodeks karny przewiduje maksymalnie nawet dożywocie.

 

W piątek w sądzie oskarżony poinformował, że jest na rencie, a wcześniej był karany za kradzieże, leczył się też psychiatrycznie. W trakcie rozprawy mężczyzna odmówił składania wyjaśnień i udzielania odpowiedzi na pytania.

 

Sąd odczytał wyjaśnienia, które Mirosław Sz. składał w śledztwie. Nie przyznał się w nich do winy.

 

- Nie mogłem podpalić, bo byłem w domu - mówił dodając, że nikt nie może tego potwierdzić, bo mieszkał sam - O 5:30 poszedłem do sklepu, kupiłem piwo, wróciłem do domu i nigdzie nie wychodziłem - mówił.

 

Przyznał, że miał romans z jedną z mieszkanek kamienicy - 34-latką.

 

- Wiele razy uprawialiśmy seks - mówił - poznając o 20 lat młodszą kobietę, czułem się jak młody bóg - dodał. Mówił, że spotykali się nieregularnie.

 

- Jednego dnia mówiła, by dać jej spokój, innego chciała się spotkać - wyjaśniał. - Nazywałem ją "gangreną" - dodał.

 

Wyjaśnił, że mąż 34-latki pewnego dnia przyszedł do mieszkania oskarżonego, wyłamał zamek i zabrał żonę. Z ustaleń śledztwa wynika, że jakiś czas później ktoś wzniecił (szybko ugaszony) ogień na klatce schodowej kamienicy, w której mieszkało małżeństwo. Doszło też do zniszczenia skutera należącego do męża 34-latki: ktoś pociął siedzenie, a jakiś czas później pojazd spłonął. W odczytanych w piątek zeznaniach Mirosław Sz. powiedział, że nie ma nic wspólnego ze zniszczeniami pojazdu.

 

W piątek sąd przesłuchał też 34-latkę. Na wniosek prokuratora kobieta zeznawała pod przysięgą. Zaprzeczyła przed sądem, że zdradzała męża. Wyjaśniała, że 53-latek był tylko jej znajomym, a znajomość tą ukrywała z powodu zazdrości męża. Dodała, że niedługo przed podpaleniem kamienicy między nią a 53-latkiem doszło do kłótni, po której przestali się spotykać.

 

Sąd przesłuchał też lokatorkę kamienicy, która w pożarze straciła 2-letnią córkę. Kobieta zeznała, że 34-latka była jej sąsiadką, a jednocześnie koleżanką. Wyjaśniła, że słyszała od 34-latki, iż to Mirosław Sz. stoi za zniszczeniami skutera.

- Doskonale wiedziała, kto to zrobił, ale nie chciała się przyznać przed mężem - powiedziała.

 

Opowiadając o nocy, gdy doszło do pożaru, kobieta wyjaśniła, że obudził ją syn. Dodała, że klamka drzwi prowadzących na klatkę schodową była tak gorąca, że musiała użyć kurtki, by ją nacisnąć. Klatka była jednak pełna dymu i ognia i nie sposób było na nią wyjść. Zeznała, że gdy otworzyła na chwilę drzwi, usłyszała krzyk, który mógł dobiegać z klatki schodowej lub sprzed kamienicy. Ktoś krzyczał: "Ja Cię zabiję, zniszczę s…". Wyjaśniła, że jej zdaniem krzyczał Mirosław Sz.

 

Kobieta zeznała, że niedługo potem straciła przytomność.

- Po sześciu dniach obudziłam się w szpitalu. O śmierci córki dowiedziałam się w dniu jej pogrzebu - powiedziała. Dodała, że od czasu pożaru zarówno ona, jak i jej syn, korzystają z pomocy psychologicznej. Pożar w kamienicy stojącej w samym centrum Tczewa, przy tamtejszym rynku, miał miejsce 23 maja ubiegłego roku.

 

Jak ustaliła Prokuratura Rejonowa w Tczewie, około godz. 3 w nocy Mirosław Sz. używając łatwopalnej substancji podpalił drzwi wejściowe do klatki schodowej stanowiące jedyne wejście do budynku. Ogień bardzo szybko rozprzestrzenił się na wyższe piętra, powodując też zadymienie w budynku, w którym przebywało wówczas ponad 20 osób.

 

W efekcie podpalenia śmiertelnie zatruli się czadem 79-letni mężczyzna i 2-letnia dziewczynka.

 

Podpalacz został zatrzymany w dniu, w którym doszło do pożaru. Prokuratura postawiła mu wówczas zarzut "sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Za popełnienie takiego czynu grozi do 12 lat więzienia. Decyzją sądu mężczyzna trafił do aresztu.

 

Materiał dowodowy zebrany w śledztwie sprawił, że prokuratura zmieniła kwalifikację czynów zarzuconych 53-latkowi. Postawiono mu zarzuty i ostatecznie oskarżono o, dokonanie dwóch zabójstw w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, spowodowanie obrażeń u 8 innych osób i "sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach". Za takie przestępstwa kodeks karny przewiduje maksymalnie nawet dożywocie.

 

Prokuratura informowała, że z jej ustaleń wynika, iż Mirosław Sz. podpalając drzwi kamienicy, chciał zabić mężczyznę mieszkającego na drugim piętrze budynku. Celem jego działań była - w opinii śledczych, chęć kontynuowania znajomości z żoną mężczyzny.

Spowodowane pożarem szkody poczynione w nieruchomości oszacowano na nie mniej niż 600 tys. zł.

dc/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze