Zarzuty po wypadku, w którym zginął 7-latek

Polska
Zarzuty po wypadku, w którym zginął 7-latek
Śląska Policja

Kierowca, który w niedzielę w Rybniku, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, potrącił 7-letniego chłopca, usłyszał zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku, prowadzenia w stanie nietrzeźwości i ucieczki z miejsca zdarzenia. Będzie wniosek o jego aresztowanie. 30-latek miał 2,7 promila alkoholu.

Zarzut w śledztwie usłyszała także kobieta, która wsiadła do auta wraz ze swoim kilkuletnim synem, mimo że kierowca był pijany - podała we wtorek rybnicka prokuratura.

 

Do tragicznego wypadku doszło w niedzielę po południu na ulicy Hotelowej w rybnickiej dzielnicy Kamień - drodze wiodącej do ośrodka wypoczynkowego z kąpieliskiem. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że rodzice spacerowali z dwójką dzieci, kiedy w ich 7-letniego syna uderzył osobowy opel. Chłopiec zginął na miejscu.

 

"Zarzuciła jej auto"

 

Oplem jechały cztery dorosłe osoby i kilkuletni chłopiec. Przed przyjazdem mundurowych, dwie dorosłe osoby wraz z dzieckiem oddaliły się z miejsca wypadku. Policjanci szybko ich odnaleźli.

 

Okazało się, że wszyscy dorośli byli pijani. Śledczy zatrzymali całą czwórkę i ustalali, kto z nich prowadził samochód. Okazało się, że to 30-letni mężczyzna, który przyznał się do tego. Jak powiedział, od soboty pił alkohol ze znajomymi. Zanim potrącił 7-latka po pijanemu przejechał 70-80 km. Jak tłumaczył prokuratorowi, w pewnym momencie zarzuciło jego autem i nie wie, co się dalej stało.

 

- Kierowca jest podejrzany o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, jazdę w stanie nietrzeźwości i ucieczkę z miejsca zdarzenia" - powiedziała we wtorek zastępca prokuratora rejonowego w Rybniku Malwina Pawela-Szendzielorz. Jak dodała, jeszcze we wtorek do sądu trafi wniosek o aresztowanie 30-latka.

 

Zarzut w śledztwie usłyszała także kobieta, która - jak zaznacza prokuratura - wiedziała, że kierowca jest pijany, a mimo to wsiadła do auta ze swoim ośmioletnim synem. Jest podejrzana o narażenie chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

 

Dwie pozostałe dorosłe osoby jadące oplem zostały zwolnione do domu. Są świadkami w sprawie.

maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze