Państwowy pogrzeb prezydenta Tunezji. Tłumy na ulicach Tunisu

Świat
Państwowy pogrzeb prezydenta Tunezji. Tłumy na ulicach Tunisu
PAP/EPA/AMEL PAIN

Dziesiątki tysięcy Tunezyjczyków uczestniczyły w sobotę w uroczystościach żałobnych po śmierci prezydenta Bedżiego Kaida Essebsiego. W państwowym pogrzebie udział wziął m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron.

Tunezyjczycy tłumnie zgromadzili się na ulicach Tunisu, płacząc, wymachując flagami, śpiewając hymn narodowy i rzucając na trasę konduktu pogrzebowego róże. "Żegnaj prezydencie, żegnaj Bedżi" - wznosili okrzyki na cześć zmarłego w czwartek w wieku 92 lat przywódcy.

 

Na czas uroczystości zamknięto centrum Tunisu. Z obawy przed zamachami postawiono w stan gotowości służby bezpieczeństwa.

 

Prezydencką trumnę okryto tunezyjską flagą. By oddać hołd zmarłemu, nad głowami żałobników przeleciały wojskowe samoloty, zostawiając za sobą smugi w barwach Tunezji - czerwoną i białą.

 

Obowiązki przejął przewodniczący parlamentu

 

Essebsiego żegnało wielu zagranicznych przywódców. W przemowach podkreślali, że jego śmierć to wielka strata dla świata arabskiego oraz regionu Morza Śródziemnego. Macron ze swej strony ocenił, że wraz ze śmiercią Essebsiego Francja "straciła przyjaciela".

 

Oprócz prezydenta Francji wśród gości zagranicznych na pogrzebie byli m.in. emir Kataru Tamim ibn Hamad as-Sani, prezydent Palestyny Mahmud Abbas czy król Hiszpanii Filip VI.

 

Zgodnie z konstytucją Tunezji obowiązki prezydenta po śmierci Essebsiego przejął tymczasowo na okres 45-90 dni przewodniczący parlamentu Mohammed Ennasir.

 

Wybory we wrześniu

 

Według dotychczasowych ustaleń wybory prezydenckie w Tunezji mają się odbyć 15 września, a parlamentarne 6 października. AP pisze, że to północnoafrykańskie państwo czeka teraz okres "politycznej niepewności".

 

Essebsi był pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Tunezji od obalenia autokraty Zina el Abidina Ben Alego w 2011 roku na fali tzw. arabskiej wiosny, która swój początek wzięła właśnie w tym kraju.

 

Już w 1942 roku Essebsi przyłączył się do walki o niepodległość Tunezji spod władzy Francji i z czasem stał się zaufanym współpracownikiem prezydenta kraju Habiba Burgiby; w tamtym czasie był m.in. ministrem spraw wewnętrznych i szefem dyplomacji. Gdy pod koniec lat 80. Burgiba został pozbawiony władzy w wyniku puczu, Essebsi odszedł z polityki i wrócił do zawodu prawnika.

 

Po obaleniu Ben Alego w styczniu 2011 roku został wyznaczony na tymczasowego premiera kraju. W przeprowadzonych trzy lata później wyborach parlamentarnych dobry wynik uzyskała jego nowo założona, świecka partia Wezwanie Tunezji (NT), a on sam został w wolnych wyborach wybrany na prezydenta.

 

Walczył z podziałami

 

Pełniąc ten urząd, Essebsi starał się przede wszystkim zmniejszać podziały między różnymi środowiskami politycznymi - liberałami, konserwatystami, zwolennikami islamizmu i związkami zawodowymi - oraz angażować ich we wspólne działania. W ostatnim czasie działał zwłaszcza na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Cieniem na ostatnim etapie jego prezydentury położyły się wewnętrzne podziały w rządzącej NT oraz zerwanie współpracy z premierem Jusefem Szahidem.

 

W ocenie mediów Tunezja jako jedyne z państw, w których doszło do masowych protestów przeciw władzom na fali arabskiej wiosny, zdołała wdrożyć daleko idące reformy demokratyczne. Kraj zmaga się jednak z poważnymi problemami gospodarczymi, a ataki islamskich radykałów na siły bezpieczeństwa ożywiły debatę o bezpieczeństwie.

luq/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze