Dostają SMS-y z groźbami. Śledczy nie potrafią wykryć sprawcy

Polska

Matka z 18-letnim synem mieszkają sami. Rodzice chłopaka rozwiedli się, ojcu ograniczono prawa rodzicielskie, ale ma prawo widywać syna. I tak się działo przez lata. Odkąd syn oznajmił, że już nie chce widywać się z ojcem, rodzina jest bombardowana SMS-ami. Jest ich już ponad 200. Policja i prokuratura sprawę umorzyła, bo nie wykryto sprawcy. Wiadomości przychodzą nadal. Reportaż "Interwencji".

Pani Anna i jej 18 letni syn, Michał, od września ubiegłego roku przeżywają koszmar. Na każdy dźwięk wiadomości SMS oboje truchleją. Mieszkają w Lubinie, w województwie dolnośląskim. Pani Anna nie potrafi już spokojnie myśleć o ojcu syna.

 

- W  grudniu 1997 roku wzięliśmy ślub i już 3 miesiące po ślubie zaczęło się robić brzydko między nami. Usłyszałam od męża, że nawet dupą dla niego nie jestem. Potrafił nazywać mnie jednokomórkowcem, że jestem debilem, kretynem, mam tylko pół komórki, mam tylko jedną komórkę, nie mam w ogóle komórki, w ogóle nie myślę, jestem tylko szmatą. Urodził się Michał. Nie interesował się w ogóle. Tylko w momentach, kiedy trzeba było zrobić zdjęcie, wtedy brał dziecko na ręce, był szczęśliwy, zadowolony, udawał - mówi pani Anna.

 

- Przy jakiejkolwiek kłótni on od razu brał się za rękoczyny. Była próba wyrzucenia mnie przez okno. Uciekłam bez niczego, zabrałam tylko dziecko - dodaje.

 

"Bękart, kretyn"

 

Kobieta z dwuletnim synem zamieszkała u swoich rodziców. W 2002 roku małżeństwo rozwiodło się. Ojcu ograniczono prawa rodzicielskie. Ma prawo widywania syna. I tak działo się przez lata. U chłopca, kiedy miał 12 lat, lekarze zdiagnozowali autyzm i lekkie upośledzenie umysłowe.

 

Reporter "Interwencji": Pamięta pan tatę fajnego czy nie?

Michał: Nie, nie pamiętam.

Reporter: Nie ma pan takich fajnych wspomnień z tatą?

Michał: Nie, nie było fajnie właśnie.

Reporter: Nie było fajnie?

Michał: Nie.

Reporter: A dlaczego?

Michał: Pamiętam jak rzucił we nie kotem. Pamiętam też, jak byłem zamknięty na balkonie.

 

- We wrześniu ubiegłego roku mój syn stwierdził, że on się nie chce z nim spotykać. Nie wiedziałam dlaczego, próbowałam to wyciągnąć od niego. Próbowałam przez psychologów szkolnych, przez psychiatrę, nie chciał mi powiedzieć. I od września zaczęły się pojawiać SMS-y. Dziwne SMS-y, narastające z czasem na sile ze swoją wulgarnością. Nazywanie go bękartem, kretynem, to jest po prostu przerażające, poniżające - relacjonuje pani Anna.

 

"Boję się, że on nas zabije"

 

Archiwum przerażających wiadomości tekstowych stale rosło. Ich częstotliwość również. Pani Anna po dwusetnym SMS-ie przestała już je liczyć. Zarówno syn, jak i ona, byli coraz bardziej przerażeni.

 

- Początkowo przychodziły z jego numeru telefonu, on wydzwaniał na numer Michała, na mój numer. Później zaczęły się pojawiać gwiazdki, już nawet nie numery telefonów. Jakieś bzdurne 12, 13-cyfrowe - mówi pani Anna. - Robił zdjęcie naszych drzwi, pukał, więc dziecko już przerażone, co się dzieje. Osaczał nas - dodaje.

 

- Boję się, że on właśnie znowu będzie pukał do drzwi i że on nas zabije - mówi pan Michał.

 

Reporter: Co dla pani jest najbardziej przerażające w tych SMS-ach?

Pani Anna: Groźby, groźby. „Co zrobisz, jak ci wp***?”. Słowa kierowane do mojego syna, który niosąc ten telefon, aż siada na ziemi ze strachu.

Reporter: Skąd pani przypuszczenie, że to jest od ojca Michała, pani byłego męża?

Pani Anna: Przypuszczenie?! Ja jestem 100 proc. pewna, że to od niego. Dlatego, że pojawiają się w tych SMS-ach informacje, o których nie wiedział nikt inny prócz jego i mnie. Mój były mąż bardzo nalegał, żeby syn miał na imię Jerzy, został Michałem. Nie rozmawiałam o tym z nikim, wiedział o tym tylko on i ja. I jest SMS – "gdybyś nazywał się Jerzy, byłbyś moim synem, teraz jesteś bękartem".

 

Wiadomości są wysyłane za pośrednictwem bramek internetowych

 

Zdesperowana pani Anna poszła na policję. Policja pod nadzorem prokuratury w Lubinie prowadziła dochodzenie. Przesłuchano ojca, syna i matkę, sprawdzono bilingi ich telefonów. To nie dało żadnego rezultatu. Problem w tym, że wiadomości są wysyłane za pośrednictwem bramek internetowych.

 

- Z uwagi na to, że nie da się zidentyfikować takiego numeru, policjanci umorzyli to postępowanie - mówi Sylwia Serafin z KPP w Lubinie.

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy specjalistę ds. bezpieczeństwa IT,  Kajetana Kupaja z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

 

Reporter: Czy to jest prawda, że nie da się tego sprawdzić?

Kupaj: Da się. To jest tzw. SMS spoofing, polega na podmianie nagłówków SMS-a.

Reporter: To znaczy można wpisać cokolwiek się chce?

Kupaj: Tak i się wyświetli cokolwiek się chce.

Reporter: Ale to znaczy, że jesteśmy bezkarni wtedy?

Kupaj: Nie znaczy, że jesteśmy bezkarni.

 

Pani Anna przy pomocy prawniczki, która jej pomaga w rozwikłaniu tej dramatycznej sytuacji, złożyła zażalenie na umorzenie postępowania. Prokuratura bada sprawę dalej.

 

"Chwali się, że on ma znajomości w policji"

 

Wiadomości tekstowe ciągle przychodzą. Nie pomogła zmiana numeru telefonu Michała.

 

- Mój były mąż chwali się, że on ma znajomości w policji, on przecież pracował w Straży Miejskiej. Dzielnicowy przyszedł tutaj na wywiad z funkcjonariuszem, który faktycznie kiedyś pracował z moim mężem. I wchodząc w drzwi słyszę: „cześć”. W tym dniu podałam policjantowi nowy numer telefonu Michała - mówi pani Anna.

 

- I dziwnym trafem na ten numer telefonu 3 dni później przychodziły bardzo drastyczne SMS-y w kierunku tego chłopca, Michała - informuje Lidia Jarmułowicz, prawnik.

 

Ojciec: Ja nie znam tego numeru w ogóle. Wielu moich kolegów pracuje w policji, ale ja nie mam z nimi w ogóle kontaktu.

Reporter: No to ma pan jakieś wytłumaczenie na to, co się dzieje?

Ojciec: Nie, właśnie nie mam. Ja nie mam nic z tym wspólnego i nie mam nic więcej do powiedzenia na ten temat.

 

Dramat matki i syna nabiera rozpędu. Czują się coraz bardziej osaczeni. Cały czas są zasypywani wiadomościami. Są również obserwowani.

- Zaczęły przychodzić SMS-y z bramki internetowej globfone.com. One przychodzą w czasie rzeczywistym. Po minucie wychodząc na balkon dostaje SMS-a: "o, widzę cię", "ja mam sposoby i ludzi, którzy znają twój i tego sk*** IP i nie macie na mnie rady", "moi ludzie jeszcze załatwią tego Michałka, albo ja go wykończę". To jest ewidentna groźba wysłana w czasie rzeczywistym - twierdzi pani Anna.

zdr/ "Interwencja"

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze