Piontkowski: takie manifestacje jak w Białymstoku budzą ogromne emocje

Polska

Tego typu manifestacje jak w Białymstoku budzą ogromne emocje. One czasami doprowadzają także do zachowań agresywnych i w Białymstoku mieliśmy do czynienia z taką sytuacją - powiedział we wtorek minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski.

Pierwszy Marsz Równości przeszedł w sobotę po południu ulicami miasta pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, policja musiała użyć gazu. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa.

 

Komentując te wydarzenia w niedzielę w TVN24, Piontkowski wyraził opinię, że "warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane", ponieważ - jak ocenił - budzą one "ogromny opór".

 

"Ogromny opór"

 

Słowa te wzbudziły w mediach liczne kontrowersje. Również rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar wystąpił do premiera Mateusza Morawieckiego o udzielenie wyjaśnień, czy ten komentarz ministra edukacji narodowej wyraża stanowisko rządu w przedmiocie ochrony wolności zgromadzeń.

 

Minister zapytany we wtorek, czy wciąż podtrzymuje te słowa, odparł, że zostały one "źle odczytane". "Ja tylko mówiłem, że tego typu manifestacje budzą ogromne emocje. One czasami doprowadzają także do zachowań agresywnych i w Białymstoku mieliśmy do czynienia z taką sytuacją" - zauważył. - W związku z tym, mówiłem, że warto przygotować się na skutki organizowania takich manifestacji - jednym z nich jest m.in. ogromna skala emocji - dodał.

 

- Jednocześnie potwierdzam, że Polska jest demokratycznym państwem prawa i u nas wszyscy, także ci, którzy mają inne pomysły na funkcjonowanie w życiu, mają prawo do tego, aby organizować manifestacje i Białymstoku taka manifestacja się odbyła - podkreślił Piontkowski.

 

"Ogromny opór"

 

- Państwo polskie udziela ochrony manifestantom, nikt przecież nie pyta policjantów, jakie mają poglądy w takiej, czy innej kwestii, tylko mają w swoich obowiązkach chronienie zarówno tych, którzy uczestniczą w manifestacji, jak i przygodnych przechodniów, czy tych, którzy próbują wyrażać zupełnie inne emocje i w Białymstoku w miarę skutecznie starano się to zrobić. Natomiast policja nie jest w stanie zabezpieczyć choćby terenu całego miasta, czy całego kraju, przy tego typu manifestacjach - zaznaczył. - Z tego, co ja wiem, prezydent Białegostoku otrzymywał od policji wskazówki, czy informacje, że jest to ten typ zgromadzenia, który wywołuje podwyższone zagrożenie - dodał.

 

Minister powiedział również, że "być może był nieprecyzyjny w swojej wypowiedzi". Jak jednak zaznaczył, "chciałem wskazać na to, że takie manifestacje, organizowane przez te środowiska budzą duże emocje". - Pojawia się kwestia bezpieczeństwa przy okazji tych marszów i niestety, tak jak i w innych miastach, tak w Białymstoku widać, że te emocje znalazły swoje ujście na zewnątrz - powiedział.

 

"Mój punkt widzenia"

 

Piontkowski pytany czy rozmawiał z premierem na temat swojej wypowiedzi, odpowiedział: "Ja doprecyzowałem, mówiłem tylko o tym, jak to wygląda z mojego punktu widzenia i dziś to tylko powtarzam i powtórzę również to, co mówiłem poprzednio: w opinii bardzo wielu Polaków, wydaje mi się, że zdecydowanej większości Polaków, tego typu manifestacje budzą po prostu opór. Choćby w Białymstoku - z tego, co ja słyszałem - kilkadziesiąt tysięcy osób było przeciwne zorganizowaniu takiej manifestacji, mimo to polskie prawo, mimo takich protestów zezwala na takie manifestacje i one się odbywają".

 

Dopytywany czy rozmawiał na ten temat z premierem, odparł: "Jakie to ma znaczenie, proszę mi powiedzieć". - Rzecznik rządu wyraźnie powiedział to, co ja mówię w tej chwili, że polskie prawo umożliwia organizowanie takich manifestacji różnym grupom i ja to samo mówię. Być może tylko po prostu zostałem źle zrozumiany, wypowiedź była niepełna - dodał.

 

"Czuje się zwolniony z odpowiedzi"

 

Szef MEN pytany był też, czy jest za, czy przeciw organizowaniu takich marszów. - Ja nie uczestniczyłem w tej manifestacji (...). Gdybym popierał tego typu manifestacje to chętnie wziąłbym w nich udział. Ponieważ nie brałem udziału ani w manifestacji, ani w kontrmanifestacji, czuję się zwolniony z odpowiedzi. Gdybym chciał, uczestniczyłbym w tej manifestacji - zaznaczył.

 

Minister edukacji pytany był również na konferencji prasowej, czy w polskich szkołach powinno się rozmawiać o mniejszościach seksualnych. - My przede wszystkim mówimy o tym, że w podstawach programowych, w ustawach, które mówią o systemie edukacji, jest mowa o tolerancyjnych zachowaniach, o nauce empatii i takie rozmowy, takie zajęcia związane z wyrobieniem tolerancji wśród uczniów, odbywały się i będą odbywały się - odpowiedział. Dopytywany w jaki sposób należy rozmawiać Piontkowski podkreślił, że "wyraźnie potrzebna jest tolerancja i empatia, i tak nauczyciele uczą dzieci w tym kierunku w sprawie różnych mniejszości".

maw/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze