Musi wczołgiwać się do mieszkania

Polska

Skandal w Górzycy koło Kostrzyna nad Odrą (woj. lubuskie). 29-letni niepełnosprawny pan Marcin, aby wyjść z mieszkania komunalnego musi się czołgać po wąskich, drewnianych schodach poniemieckiej kamienicy, niszcząc kolana. Podjazdu nie ma też przy betonowych schodach prowadzących do wejścia budynku. Reportaż "Interwencji".

- Czołgam się po schodach, zjeżdżam na brzuchu. W zimnie, jak wyjdę, to błoto i śnieg. Wszystko mam mokre. Ja nie mam siły chodzić na tych kolanach, bo mam wodę w nich, jest ból, ale pokonuję go - opowiada pan Marcin.

 

Niedostosowany lokal komunalny

 

Także mieszkanie komunalne, nie jest dostosowane do potrzeb mężczyzny. Wąskie przejścia, krzywe podłogi i progi uniemożliwiają jazdę po mieszkaniu na wózku inwalidzkim. Także łazienka nie jest dostosowana do potrzeb pana Marcina.

 

- W inkubatorze miałem zbyt mało tlenu, mam porażenie mózgowe na tle ruchowym, czterokończynowe. Utrzymuję się z renty socjalnej - 850 zł i z zasiłku pielęgnacyjnego z opieki, to 183 zł - tłumaczy pan Marcin.

 

- To nie jest godne, żeby człowiek tak żył. On nie jest chory z własnej woli - dodaje Piotr Pietrucik z Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem w Słubicach.

 

Mieszkanie pana Marcina to niewielki pokój, który dzieli z bratem. Macocha i pozostałe rodzeństwo mężczyzny mieszka obok w dwóch pokojach na tym samym piętrze. Tam też znajdują się łazienka i kuchnia. Mężczyzna, żeby dostać się do nich, musi przeczołgać się przez korytarz kamienicy.

 

- Marcin potrzebuje i opiekuna, i warunków do życia. Jak pójdę na drugą zmianę, to wracam po 22:00 do domu. Podobnie z innymi domownikami. Macocha pracuje, brat pracuje, a siostry są zbyt małe - mówi Ewelina Groszak, siostra pana Marcina.

 

W ciężkich chwilach jedzie do rodziców

 

Dwa miesiące temu zmarł ojciec 29-latka. Do tej pory to on pomagał mu wychodzić z domu. Pan Marcin prawie codziennie jeździ na cmentarz na groby rodziców.

 

- Jak mam ciężkie chwile, jadę do rodziców, siądę sobie na ławeczce, tam sobie pogadam i jest mi lżej - mówi pan Marcin.

 

Urząd gminy, jak i budynek ośrodka pomocy społecznej, znajdują się tuż obok kamienicy, w której mieszka niepełnosprawny mężczyzna. Dlatego trudno nie odnieść wrażenia, że urzędnicy celowo nie zauważali dotąd problemu.

 

- Znieczulica ludzka jest ogromna, urzędnicy mają pół minuty drogi. To, że ktoś nie prosi, nie zwalnia osób kompetentnych od działania - ocenia Jan Dubacki, sąsiad 29-latka.

 

- Marcin nie mieszka sam, tylko z rodzeństwem - mówi Edyta Danicka, kierownik Ośrodka Pomocy
Społecznej w Górzycy.

 

Urzędnicy zrobili wszystko co mogli

 

Reporter: - Rodzeństwo pracuje, a on by chciał wyjść na zewnątrz.

Edyta Danicka: - Przecież wychodzi...

- Wiedzieliśmy, w jaki sposób

- Nie moja wina, że jest bariera. Ja nie dysponuję budżetem, żeby jednej rodzinie dać 20 tysięcy.

- Nie ma pani sobie nic do zarzucenia?

- W ramach możliwości uważam, że zrobiliśmy wszystko.

 

29-latkowi pomagają sąsiedzi. Jednak, żeby mógł sam funkcjonować, należałoby wybudować zewnętrzną windę z boku budynku. Urzędnicy jednak upierają się, że najlepszy będzie schodołaz.

 

- Winda by się przydała, bo schodołaz, to po tych schodach, a na dole dalej będzie musiał się czołgać. Marcin stara się o mieszkanie, kiedyś pisał, ale nie ma wolnych lokali u nas - mówi Ewelina Groszak.

 

Zgroza, skandal, to ich dyskwalifikuje

 

- To, o czym rozmawiamy to nie jest roszczeniowość, to jest minimum egzystencjalne, które każdy człowiek powinien posiadać, żeby on był samodzielny - dodaje sąsiad, Jan Dubacki.

 

- To jest zgroza, skandal. Urzędnik tłumaczy, że nie ma pieniędzy. Urzędnik powinien zadziałać, poszukać sponsora, fundacji, którzy mogłaby pomóc. To ich dyskwalifikuje, bo są obojętni - uważa Piotr Pietrucik z Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem w Słubicach.

hlk/ "Interwencja", Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze