Zagadka zaginięcia rapera z Brodnicy. Nowe ustalenia "Interwencji"

Polska

Już ponad pół roku trwają poszukiwania Adriana Dudka - 20-letniego rapera z Brodnicy, znanego jako Pyro. Adrian zaginął w grudniową noc, po imprezie z kolegami. Ci twierdzą, że każdy rozszedł się w swoją stronę. Przeczą temu ustalenia "Interwencji", która dotarła do świadka, który twierdzi, że słyszał kłótnię, a nawet odgłosy bójki między mężczyznami. Co na to prokuratura?

Adrian Dudek jest lokalnym raperem. Występuje pod pseudonimem Pyro. Jest na początku drogi, odniósł już jednak pierwsze sukcesy. Od pół roku jego twarz w Brodnicy znają właściwie wszyscy.

 

- Było widać, że wie, po co to robi, wie dlaczego wchodzi na scenę. Miał ogromną charyzmę, która go wyróżniała na tle innych – mówi Maciej Zajda z Brodnickiego Domu Kultury.

 

- Ten jego ukochany rap. To było jego dziecko, to było jego wszystko. Cały świat. Lubił sobie zapalić trawkę. Jak to raper. Twierdził, że mu to pomaga pisać teksty – opowiada Jolanta Dudek, matka zaginionego Adriana.

 

- Pojawiały się plotki, że miał jakieś długi. Jednak jeżeli nawet był winien komuś jakieś pieniądze, to myślę, że to nie była jakaś duża kwota - dodaje Paulina Szulc z Fundacji Na Tropie. Dowodów o zadłużeniu Adriana nie znalazła również prokuratura.

 

Zmieniają miejsce zabawy

 

Jest 22 grudnia zeszłego roku. Sobota. Trwają gorączkowe przygotowania do Bożego Narodzenia. W Wigilię Adrian ma opublikować w internecie swój nowy materiał. Jest podekscytowany. Wieczorem postanawia spotkać się ze znajomymi. Nigdy już nie wraca do domu.

 

- Idą na początek do klubu, to jest taka knajpa na mieście, można powiedzieć. Była tam jakaś sprzeczka, ale do niczego poważniejszego nie doszło - opowiada Mateusz Kotłowski z Fundacji Na Tropie.

 

Około drugiej w nocy Adrian z kolegami pojawia się w pobliżu ogródków działkowych. W jednej z altanek trwa impreza. Właściciel domku wpuszcza do środka dwóch z sześciu chłopaków. Pozostali czterej - w tym Adrian - zostają na zewnątrz. Chwilę później postanawiają wrócić do domów. Adrian, według relacji kolegów, zostaje sam.

 

- Od czasu do czasu się oglądaliśmy i już zniknęliśmy za rogiem - mówi jeden ze znajomych.

 

- Telefon się wylogował całkowicie o 3:01. I to jest koniec - dodaje Jolanta Dudek, matka Adriana.

 

Do domu Adriana prowadziły dwie drogi. Bezpieczniejsza i na skróty, przy rzece, nieoświetlona, przez most, tory kolejowe.

 

- Jest to okolica Drwęcy, miejsce zalewowe, dość niebezpieczne. Niebezpieczne pod względem ukształtowania terenu - opowiada Agnieszka Łukaszewska z policji w Brodnicy.

 

Poszukiwania

 

W ciągu pół roku rzekę Drwęcę wielokrotnie przeszukiwała policja, wojsko, straż pożarna i WOPR. Ci ostatni przy pomocy skuterów wodnych wzbudzają dno, aby wydobyć na powierzchnię wszystko, co rzeka trzyma w ukryciu. Do tej pory nie natrafili jednak na żaden ślad Adriana lub jego zwłok.

 

Reporter "Interwencji": Tej nocy, kiedy on zniknął, pan miał jakieś nieodebrane połączenie od niego…

Kolega Adriana: Na to pytanie nie znam odpowiedzi.

- No, ale to nie wie pan, czy dzwonił do pana, czy nie?

- Nie, nie mam pojęcia.

- Przecież ma pan w rejestrze połączeń…

- Tak. Ale nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

 

- Dlaczego nie chcą mówić prawdy? Jakoś unikają tego… Oni mają coś wspólnego z tym! Może mu krzywdę zrobili - zastanawia się Celina Zalewska, babcia Adriana.

 

Jak ustaliła Karina Knorps-Tuszyńska z Magazynu "Reporter", dwóch kolegów zaginionego rapera wyraziło zgodę na badanie wykrywaczem kłamstw, ale do tej pory go nie przeszli.

 

Świadek

 

- Prokurator nie miał podstaw do tego, żeby kwestionować ich wiarygodność. Decyzja należy do prokuratora - tłumaczy Andrzej Kukawski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

 

Reporter "Interwencji": Rozumiem, że przesłuchaliście bądź zleciliście przesłuchanie tych ludzi, którzy mieszkają w okolicy, z tego nic nie wyniknęło.

 

Andrzej Kukawski: Tak, dokładnie. Nie ma tutaj jakichkolwiek danych osób, które widziały Adriana Dudka po rozstaniu się z kolegami.

 

Reporter: My zajmowaliśmy się tą sprawą zaledwie dwa dni, i wczoraj udało nam się dotrzeć do osoby, która twierdzi, że tej nocy w tych godzinach, w których zniknął Adrian, widziała przez okno bójkę, która miała miejsce na moście, być może to był moment, kiedy Adrian stracił życie…

 

Andrzej Kukawski: Być może tak. Niestety, nie umiem na to pytanie odpowiedzieć.

 

- Widziałam go, to było w grudniu. Oj, to było późno. Godzina druga, trzecia w nocy. Tam czterech chłopaków jakichś szło, później tam koło mostu zaczęli się kłócić, tam na moście. Krzyczeli, kłócili się, bili…- mówi nam mieszkanka Brodnicy.

 

Okazuje się, że już po zaginięciu Adriana, ktoś zalogował się na jego konto na Facebooku i zaktualizował jego dane. Jako lokalizację, miejsce przebywania wpisał Brodnicę.

 

"Ziemia zadrży, ale ja go znajdę"

 

Reporter: Jak to świadczy o waszej staranności, jeżeli przez dwa dni docieramy do co najmniej dwóch faktów, do których wam nie udało się dotrzeć przez pół roku?

 

Andrzej Kukawski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu: Tak jak powiedziałem, materiał dowodowy, wszystkie źródła dowodowe znane prokuratorowi w tej sprawie zostały wykorzystane.

 

- Na pewno sprawdzimy, skąd było logowanie na koncie Adriana - zapewnia Agnieszka Łukaszewska z policji w Brodnicy.

 

Pod koniec czerwca prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zaginięcia Adriana. Prowadziła je trzy miesiące. Śledczy twierdzą, że w tym czasie zrobili wszystko, co było w ich mocy, aby wyjaśnić zagadkę. Policja wciąż prowadzi jednak działania poszukiwawcze.

 

- Ja chcę odnaleźć go żywego bądź martwego. Trzeba go godnie pochować, tak? To jest człowiek. Dla kolegów mógł być śmieciem. Poruszę niebo i ziemię, ale go znajdę. Ziemia zadrży, ale ja go znajdę. Nic mnie nie powstrzyma - zapowiada Jolanta Dudek, matka Adriana.

 

las/prz/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze