"Mieszkał z jedną, plany snuł z kolejną". Tropem Tulipana z Ostrołęki

Polska

36-letni Kamil T. z Ostrołęki wyszukuje swe ofiary na portalu randkowym. Szybko okazuje wielką miłość, a później mówi, że ma poważne kłopoty finansowe i potrzebuje pożyczki. Znika, kiedy kończą się pieniądze albo zdolności kredytowe ofiar. Mężczyzna działał tak pod nosem śledczych, szukających go ponad dwa lata. Jedna z poszkodowanych znalazła go w 4 dni. Materiał "Interwencji".

- Minęło już prawie pięć lat, było to w 2014 roku jak go poznałam. Kwiaty do pracy, wyklejanie serduszkami kuchni, normalny człowiek nie pomyślałby, że tam jest coś nie tak, po prostu zakochany człowiek. Do tego przystojny, inteligentny. Moja rodzina go rozpoznała (oglądając reportaż Interwencji - red.). Wtedy mi się wszystko zaczęło układać, on to robił po to, żeby tylko wyciągnąć ode mnie pieniądze, tam nigdy w życiu nie było żadnego uczucia z jego strony, tylko perfidne oszustwo - opowiada 34-letnia pani Maria, która przekazała Kamilowi T. 25 tys. zł.


Już trzy lata temu „Interwencja” przestrzegała przed działaniami Kamila T. Po reportażu kolejne poszkodowane dołączyły zeznania do prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Śledczy nakazali poszukiwanie mężczyzny. Ponieważ nie można było ustalić gdzie przebywa, postępowanie w połowie 2017 roku zawieszono. Odwieszono je 10 dni temu.


- Postępowanie faktycznie trwało dwa lata i 11 miesięcy. I faktycznie przez okres niemal dwóch lat postępowanie było zawieszone, przy czym rok było zawieszone z uwagi na niemożność ustalenia miejsca pobytu. Przestępstwa, o których mówimy są poważne, to przestępstwa oszustwa, przy czym pięć z tych oszustw jest popełnionych w warunkach recydywy - informuje Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.


"Działał na zakładkę"


- Te trzy kobiety, które reprezentuję, na pewno nie są jedynymi. On działał na zakładkę: spotykał się i mieszkał z jedną pokrzywdzoną, a już umawiał się i plany snuł z kolejną. On nie był bezczynny, u niego nie było przestojów - ocenia Marek Kozłowski, pełnomocnik pokrzywdzonych kobiet.


- Policjanci niewątpliwie wykonywali czynności poszukiwawcze za tym mężczyzną. Trudno jest mi powiedzieć dokładnie jakie, bo nie mogę ujawniać tego, co policjanci dokładnie robią w swej pracy operacyjnej - informuje Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.


Do poszukiwań Kamila T. wyznaczono m.in. policję w Ostrołęce. Z tych okolic pochodzi mężczyzna. Okazuje się, że często tam przebywał, zapraszał nowo poznane kobiety do hoteli, które są w centrum miasta, bywał w restauracjach. W tym czasie policja... cały czas ustalała miejsce jego pobytu.

 

"Dałam się podejść całkowicie"


- Spotykaliśmy się gdzieś na mieście, w jakiejś kawiarni, restauracji w Ostrołęce, w hotelach. Działa na własnym terenie, a policja nic z tym nie robi. Dzielnicowy, dochodzeniówka z Ostrołęki twierdzi, że oni go szukają, że oni go szukają od roku czasu. Zorientowałam się w lutym, w momencie, kiedy poszło już dosyć dużo pieniędzy, zaczęłam sprawdzać swoje konto. Pożyczyłam mu w sumie 37 tys. zł. Rodzina nic nie wie. Uważam, że byłam głupia. Dałam się podejść całkowicie - opowiada jedna z poszkodowanych kobiet.


- Przez trzy lata nie mogą namierzyć człowieka, który tak naprawdę się nie ukrywa, który działa - zauważa Marek Kozłowski, pełnomocnik pokrzywdzonych.


W czerwcu tego roku Kamil T. nawiązał nowe znajomości przez portal randkowy. Kobiety zaprosił do rodzinnej Ostrołęki. Przyjechały na spotkanie i oczywiście pożyczyły mu pieniądze, potem Kamil T. zniknął.


- Napisał do mnie 1 czerwca, przedstawił się, opowiadał o sobie. Przegadaliśmy prawie dwie godziny. Jak już miałam wsiadać w auto, jechać do tej Ostrołęki nieszczęsnej, zadzwonił, że jednak nie do domu, że może do hotelu byśmy pojechali. A potem zaczęły się historie typu: a weź ty zapłać za hotel, bo moja karta to utknęła w aucie, w którym miałem wypadek. Niecałe 800, 900 zł może zapłaciłam - wspomina pani Anna.


- Poznałam go 2 czerwca. Przyjechałam dla niego do Ostrołęki. Pilnie potrzebował pieniędzy na urząd skarbowy. Dałam mu 1600 zł - tłumaczy pani Paula.

 

To właśnie 25-letnia kosmetyczka po czterech dniach poszukiwań doprowadziła do zatrzymania recydywisty.


- Jak zaczęłam swoje prywatne poszukiwania w niedzielę o godzinie 16:00, to w czwartek o godz. 20:45 został zatrzymany - opowiada pani Paula.

 

Jeśli zapłaci alimenty, wyjdzie na wolność


Mimo to, policja nie potraktowała jej należycie.


- Zaczęłam od tego, że chcę złożyć zawiadomienie o wyłudzenie pieniędzy przez Kamila T. To była godzina 22:00, niedziela. Przyszedł policjant z wydziału kryminalnego. Co prawda rozmawiałam z nim, powiedziałam mu o kogo chodzi. Na początku śmiał się ze mnie, że jak ktoś daje pieniądze, to po co przychodzi później na komendę - mówi pani Paula.


Reporterka "Interwencji": Czy przyjęli od pani zawiadomienie?


- Nie, nie byłam na żadnych zeznaniach po zatrzymaniu Kamila T. Kontaktowałam się z policjantem, żeby pomógł mi odzyskać moje pieniądze i rzeczy. Powiedział, że dla niego liczy się to, że Kamil T. został zatrzymany.


- A nie pani jako ofiara?


- Nie. Kazał mi po prostu złożyć pozew cywilny.


Kobiecie udało się złożyć zawiadomienie o wyłudzeniu pieniędzy dopiero w obecności naszej kamery.


- 13 czerwca Kamil T. został doprowadzony do aresztu śledczego Warszawa-Białołęka, w związku z koniecznością wykonania kary orzeczonej w innej sprawie, w sprawie, w której został skazany za przestępstwo niealimentacji - informuje Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.


Jeśli T. zapłaci alimenty, może wyjść na wolność. 

prz/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze