Seria zarzutów dla strażaków. Ukrywali prawdę o wypadku kolegi

Polska

- To jest hańba dla straży – mówi Elżbieta Wolak, narzeczona 23-letniego strażaka, który uległ śmiertelnemu wypadkowi na terenie jednostki. Pan Maciej zginął w wyniku skoków na skokochron, które są zakazane. Jego koledzy z jednostki ukrywali prawdę przed policją i prokuraturą, twierdząc, że po prostu upadł. Teraz odpowiedzą za to przed sądem. Materiał "Interwencji".

Pierwszy raz w historii Państwowej Straży Pożarnej cała zmiana jednostki ratowniczo- gaśniczej usłyszała prokuratorskie zarzuty. To echa skandalu w Kętrzynie. 14 czerwca 2018 roku zorganizowano tam szkolenie. Zajęcia miały obejmować rozkładanie i składanie skokochronu - urządzenia do amortyzacji skoków z wysokości.  Podczas ćwiczeń doszło do tragedii. Ciężko ranny został 23-letni strażak.

 

 - Wypadek był około godziny 10.30, a przed 14 trafił na blok operacyjny. To jest ogromna ilość czasu, która przy urazie czaszkowo-mózgowym jest bardzo ważna. Brat miał pękniętą czaszkę w połowie, wylew lewej półkuli, był pod respiratorem – opowiadała Justyna Roczeń, gdy pierwszy raz "Interwencja" opowiedziała tę historię.

 

 - Narzeczony przebywał przez miesiąc w szpitalu. 14 czerwca był wypadek, a 14 lipca zmarł – mówiła Elżbieta Wolak, narzeczona strażaka.

Okazało się, że przyczyny wypadku chciano zatuszować. Tylko dzięki determinacji krewnych poszkodowanego strażaka Macieja Ciunowicza udało się odkryć prawdę.

 

"Przekazali, że zasłabł"

 

 - Najpierw skoki były z podnośnika samochodu. A potem z dachu garażu. Nie było żadnego zabezpieczenia, nic na głowie. Narzeczony upadając na skokochron uderzył prawdopodobnie głową w butlę, która służy do napełniania skokochronu – powiedziała Elżbieta Wolak, narzeczona strażaka.

 

 - Strażacy powinni ćwiczyć i umieć uruchomić skokochron w parę chwil. Ale nigdy nie skaczemy na skokochron. To jest zabronione. Stwarza zagrożenie. To jest jednak ostateczność – tłumaczył Andrzej Abako, prezes międzygminnego związku OSP w Dobrym Mieście.

 

 Zaraz po wypadku dowódca zmiany i inni strażacy przekazali policjantom, że podczas przerwy w ćwiczeniach pan Maciej zasłabł. Ta nieprawdziwa informacja opóźniła udzielenie właściwej pomocy poszkodowanemu, a śledczym - zabezpieczenie skokochronu bezpośrednio po wypadku. Rodzina przeżyła kolejny szok, kiedy poznała prawdziwą przyczynę tragedii.

 

 - Pierwsze informację, jakie uzyskaliśmy od nich to, że poszli na papierosa. A jak wrócili, to brat już leżał nieprzytomny.  A jak się okazało, wszyscy byli obecni przy wypadku.  Zacieranie śladów było: wycieranie krwi przez jednego ze strażaków ze zmiany. Ta krew była na skokochronie – mówi Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

 

Nadal pracują

 

Dowódca zmiany Marcin L. nie został dyscyplinarnie zwolniony ze straży. Pozwolono mu odejść na emeryturę. Prokuratura 31 maja skierowała przeciwko niemu do sądu akt oskarżenia. Zarzuca mu: niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie funkcjonariuszy na utratę życia i zdrowia, nieumyślne spowodowanie śmierci, nakłanianie strażaków do mataczenia oraz składanie fałszywych zeznań. Mężczyzna nie zgodził się na wypowiedź przed kamerą.

 

Pięciu innych funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej usłyszało kilka dni temu zarzuty. Mimo to, wszyscy nadal pracują w komendzie straży pożarnej w Kętrzynie. Nie zostali nawet zawieszeni. Jako jedynym udało nam się porozmawiać z większością z nich.

 

 - Ci funkcjonariusze mieli zeznać, że nie doszło do skoków na skokochron, że nie wiedzą, jak doszło do tego zdarzenia.  Funkcjonariusze przyznali się do winy – przekazał Krzysztof Stodolny z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

 

Reporterzy "Interwencji" chcieli zadać kilka pytań komendantowi powiatowemu Państwowej Straży Pożarnej w Kętrzynie. To on odpowiada za działanie jednostki. Reporterzy spotkali go podczas strażackich ćwiczeń. Nie miał wiele do powiedzenia.

 

- Wszystkie okoliczności na temat wypadku udziela oficer prasowy komendanta straży w Olsztynie - przekazał Komendant Szymon Sapieha.

 

"Obraz straży, jaki miałam w głowie, zniknął"

 

- Przyznanie się do winy nie oznacza, że sąd tak orzeknie. Wyrok nie zapadł, więc nie możemy osądzać ludzi – powiedział Rafał Melnyk z Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie.

 

- Źle to świadczy o straży. Nie ma nadzoru, komendant mojego brata, mimo że pełnił nadzór nad całą jednostką, został awansowany po wypadku. Nie wyciągnięto konsekwencji - oceniła Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

 

Nim kętrzyńscy strażacy usłyszeli prokuratorskie zarzuty, do Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Olsztynie reporterzy "Interwencji" wysłali maila z prośbą o informację na temat doświadczenia zawodowego i odbytych szkoleń tych kętrzyńskich funkcjonariuszy. Odmówiono udzielenia im odpowiedzi.

 

- Ja wychowywałam się w straży. Działam w OSP, mój tata jest strażakiem. Muszę przyznać, że obraz straży, jaki miałam w głowie, zniknął. Tacy ludzie nie powinni nosić munduru – podsumowała Justyna Roczeń, siostra nieżyjącego strażaka.

zdr/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze