"Było czuć gaz", "brak dróg ewakuacyjnych", "straż przyjechała późno". Świadkowie o wybuchu

Polska

W sobotę około godz. 13 doszło do wybuchu gazu w kamienicy przy ul. Katowickiej w Bytomiu. Według mieszkańców budynku, już kilka dni wcześniej było czuć ulatniający się gaz. Świadkowie zwrócili również uwagę, że przez remont ulicy i brak dróg ewakuacyjnych straż pożarna i karetki pogotowia miały utrudniony dostęp do miejsca tragedii.

W wyniku wybuchu zginęły trzy osoby - kobieta oraz dwoje dzieci. Cztery osoby zostały ranne. - Usłyszeliśmy wybuch. Okazało się, że drzwi wejściowe są w przedpokoju, w mieszkaniu powypadały szyby. Wzięłam dziecko i wybiegliśmy na korytarz. Jak wychodziłam z dzieckiem z budynku przeskakiwałam nad płonącymi belkami - powiedział Polsat News jedna z lokatorek kamienicy. 

 

Według mieszkańców ulicy, na której doszło do wybuchu, od kilku dni czuć było ulatniający się gaz. Część z nich twierdzi, że sprawa była zgłaszana odpowiednim służbom, ale nikt nie reagował. - Było czuć gaz, to już od wczoraj tak dziwnie śmierdziało - powiedziała Polsat News jedna z mieszkanek.

 

- Gazem śmierdziało trzy dni. Było dzwonione, zgłaszane, nie raz było zgłaszane - dodał mieszkaniec ulicy.

 

"Tu cały czas coś robili z gazem"

 

Jedna z lokatorek kamienicy powiedziała, że gaz było czuć również chwilę przed tragedią. - Sąsiadka, która wychodziła z domu przed południem, czuła ulatniający się gaz. Ona ponoć to zgłaszała, dzwoniła do gazowni, że czuje gaz na klatce schodowej - relacjonowała w rozmowie z Polsat News. Według niej na zgłoszenie nikt nie zareagował.

- Tu cały czas coś robili z gazem, tutaj przyjeżdżało pogotowie gazowe - zwróciła uwagę inna z mieszkanek ulicy.

 

  


Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek, pytany przez dziennikarzy o doniesienia mieszkańców na temat gazu zapowiedział, że będzie to przedmiotem szczegółowych wyjaśnień. 

 

- Na pewno będzie to przedmiotem postępowania - kto ewentualnie zgłoszenie zgłaszał i kto może ponosić jakąś odpowiedzialność. To jest bardziej pytanie do zarządcy budynku, jakie podjął w tej sprawie kroki - powiedział Wieczorek. 

 

Rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa Artur Michniewicz poinformował w sobotę wieczorem, że z kamienicy w której doszło do wybuchu, w ciągu ostatnich dnie nie było żadnego zgłoszenia na pogotowie gazowe.

 

- Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia z tej kamienicy, ani od lokatorów, ani od sąsiadów, ani od nikogo w ogóle z tego rejonu. Nikt nie sygnalizował, że są tam jakieś nieprawidłowości. Nikt nie dzwonił na pogotowie gazowe - poinformował.    

 

"Nie mamy absolutnie żadnego zgłoszenia"

 

- Każde tego typu zgłoszenie jest rejestrowane. Nie mamy absolutnie żadnego zgłoszenia i nie mieliśmy w ciągu ostatnich kilku dni żadnego zgłoszenia o jakichkolwiek nieprawidłowościach. Być może, że mieszkańcy dzwonili do administracji, może dzwonili na jakieś inne numery, nie chcę tutaj spekulować, na pewno nie do Polskiej Spółki Gazownictwa - podkreślił. 

 

Rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa poinformował również, że w okolicy odnotowano ostatnio jedno zgłoszenie o ulatniającym się gazie, ale dotyczyło ono miejsca oddalonego o kilkadziesiąt metrów od kamienicy, w której doszło do wybuchu.

 

- Zgłoszenie dotyczyło wykopu, bo ta ulica jest w remoncie, tam są prowadzone prace, prowadzone wykopy. Pogotowie gazowe dostało wtedy zgłoszenie, że tam czuć gaz. Oczywiście pojechaliśmy natychmiast na miejsce i sprawdziliśmy cały teren. Nie stwierdzono tam żadnego uchodzenia gazu. To było kilkadziesiąt metrów od tej kamienicy, w której dzisiaj doszło do wybuchu - poinformował. 

 

Rzecznik dodał, że niedawno na ulicy, na której znajduję się kamienica, w której doszło do wybuchu, spółka kontrolowała sieć gazową. - My prowadzimy każdego roku, co kilka miesięcy, takie cykliczne kontrole poszczególnych odcinków sieci i 19 czerwca br. była prowadzona kontrola wzdłuż całej ul. Katowickiej. Nie stwierdzono tam żadnego uchodzenia gazu, żadnych nieprawidłowości. Jest to świeża sprawa, sprzed dwóch tygodni - podkreślił. 

 

Do sprawy odniósł się również komendant wojewódzki PSP nadbrygadier Jacek Kleszczewski, który poinformował, że do strażaków nie wpływały żadne sygnały o ulatniającym się gazie. 

 

- My to sprawdzaliśmy - do nas nie wpłynęły żadne takie zgłoszenia na przestrzeni trzech miesięcy. Mamy natomiast potwierdzenie od pana prezydenta, że w tym akurat obiekcie dwa tygodnie temu była robiona inspekcja instalacji gazowej i przeszła pozytywnie - poinformował komendant
 

"Czas oczekiwania na straż był bardzo długi"

 

Ulica Katowicka, przy której stoi kamienica w ostatnich miesiącach była zamknięta z powodu przebudowy. Po wymianie sieci wymieniano tam trakcję tramwajową oraz nawierzchnię.  


Według mieszkańców, "nikt nie sprawdza jak oni tu to robią". - Robią, a nie ma kontroli nad tym - powiedział świadek wybuchu, który jako jeden z pierwszych ruszył na pomoc poszkodowanym.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że z powodu prowadzonych prac, cały teren jest ogrodzony, nie ma dróg ewakuacyjnych. - Na wiosnę mieliśmy spotkanie z władzami miasta zwracaliśmy uwagę, że tu nie ma dróg ewakuacyjnych na wypadek pożaru. Dopiero musiało dojść do takiej tragedii, do takiego dramatu - powiedziała mieszkanka kamienicy.

 

Straż pożarna informowała, że była na miejscu zdarzenia niemal natychmiast po pierwszym zgłoszeniu. - Pierwsze zgłoszenie otrzymaliśmy o 13:19, o 13:21 strażacy byli już tutaj w okolicy - powiedział dziennikarzom komendant wojewódzki PSP Jacek Kleszczewski. 

 

Jak dodał na miejsce zdarzenia, ze względu na prowadzony remont ulicy, nie mógł wjechać ciężki sprzęt.

 

Według mieszkańców "czas oczekiwania na straż był bardzo długi".

 

  


- Nie było jakiegokolwiek dojścia, ani karetki, ani straż nie mogły dojechać do budynku, bo wszystkie boczne ulice były zamknięte ze względu na przeciągający się remont - powiedziała jedna z mieszkanek. 

 

"Ofiary nie miały najmniejszych szans" 


Na pomoc ofiarom wybuchu na początku rzucili się świadkowie i sąsiedzi. Wyciągnęli z płonącego mieszkania na parterze ciała trzech ofiar. Według mieszkańców to matka i jej dwie córki z wieku 5 i 7 lat.

- Ofiary nie miały najmniejszych szans - powiedział Polsat News mężczyzna biorący udział w akcji ratunkowej.

Według mieszkańców kobieta, która zginęła z wybuchu oprócz dwóch córek ma również syna, który jest na wakacjach.

dk/msl/ Polsat News, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze