Byli pracownicy Boeinga: firma oszczędzała na inżynierach podczas prac nad modelem 737 MAX

Technologie
Byli pracownicy Boeinga: firma oszczędzała na inżynierach podczas prac nad modelem 737 MAX
commons.wikimedia.org/Marc Lacoste

Nad oprogramowaniem Boeingów 737 MAX, zamiast doświadczonych inżynierów, mieli pracować młodzi absolwenci szkół z Indii - alarmuje Bloomberg. Mogły zadecydować oszczędności. - Boeing robił wszystko, aby wydatki były niższe - powiedział Rick Ludtke, były pracownik koncernu. W ostatnich miesiącach dwa samoloty 737 MAX rozbiły się w Etiopii i Indonezji z powodu wad elektroniki.

Na pewnym etapie prac nad modelem 737 MAX Boeing przestał korzystać z pomocy własnych inżynierów przy tworzeniu oprogramowania. Zlecił to zadanie indyjskiej firmie HCL Technologies, której kadry to przede wszystkim młodzi absolwenci indyjskich szkół - podał "Bloomberg".

  

Presja ze strony menedżerów

 

Koncern lotniczy mógł zdaniem Bloomberga kierować się oszczędnościami. Dotychczasowi specjaliści zarabiali po kilkadziesiąt dolarów za godzinę. Pracownicy zajmujący się modelem 737 MAX otrzymywali natomiast 9 dolarów za ten sam nakład pracy. 

  

Według dziennikarzy tej agencji prasowej część programistów HCL pracowała za darmo w ramach praktyk.


Inżynierowie Boeinga, którzy już osiem lat temu pracowali nad projektem 737 MAX, wskazali, że już wtedy menedżerowie wywierali na nich presję, aby ograniczać koszty pracy. 

 

- Boeing robił różne rzeczy, wszystko, co można sobie wyobrazić, aby wydatki były niższe - stwierdził Rick Ludtke, który dwa lata temu stracił pracę w tej firmie.

 

Mark Rabin, inżynier zwolniony w 2015 r., wspominał, że podczas jednego ze spotkań usłyszał od zwierzchników, iż "firma nie potrzebuje już pomocy doświadczonych inżynierów, bo jej produkty są »dojrzałe«". - Byłem zszokowany, że powiedziano nam to w obecności kilkuset starszych inżynierów - dodał specjalista.

 

Niemal 400 maszyn z wadliwym oprogramowaniem

 

"Mamy silne i długotrwałe relacje biznesowe z firmą Boeing i jesteśmy dumni z zadań realizowanych dla wszystkich naszych klientów. Nie komentujemy jednak konkretnych prac, które wykonujemy. Nie jesteśmy powiązani z żadnymi bieżącymi problemami z 737 MAX" - napisali z kolei przedstawiciele HCL w oświadczeniu przesłanym "Bloombergowi".

 

Boeing potwierdził, że czasami korzysta z pomocy podwykonawców, jednak żaden z nich miał nie pracować nad systemem poprawy charakterystyki manewrowej (MCAS), którego wadliwe działanie miało dwie katastrofy modelu 737 MAX.

 

W marcu samolot linii Ethiopian Airways rozbił się kilka minut po starcie z lotniska w Addis Abebie, stolicy Etiopii. Zginęło wówczas 157 osób - wszystkie znajdujące się na pokładzie. Natomiast pod koniec października zeszłego roku taki sam samolot rozbił się w Indonezji. Żadna ze 189 osób na jego pokładzie nie przeżyła katastrofy.

 

- Inżynierowie Boeinga zgłaszali, że mają wątpliwości co do sposobu, w jaki pracują różni podwykonawcy. Firma wybierała ich, kierując się ceną - powiedział Mark Rabin.

 

Podkreślił w rozmowie z dziennikarzami Bloomberga, że 387 egzemplarzy modelu 737 MAX dopuszczono do lotów z niesprawdzonym oprogramowaniem.

wka/hlk/ bloomberg.com

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze