Padłe kury wyrzucali za płot fermy. Aktywiści nagrali pracownika na gorącym uczynku [WIDEO]

Polska

Obrońcy praw zwierząt zauważyli, że na kurzej fermie pod Stargardem padłe zwierzęta zamiast trafiać do utylizacji, wyrzucane są za ogrodzenie. Wśród nich aktywiści dostrzegli także żywe kurczaki. Udało im się też nagrać pracownika fermy, który pozbywa się zwierząt. O sprawie zostały zawiadomione: policja i inspekcja weterynaryjna.

Kurza ferma pod Stargardem (woj. zachodniopomorskie) była od pewnego czasu obserwowana przez Fundację Viva! I Stowarzyszenie "Basta".

 

Setki gnijących kurzych trucheł na łące

 

Śledztwo działaczy proekologicznych rozpoczęło się, gdy aktywiści natknęli się na padłe kury leżące za płotem fermy.


- Kilka setek rozkładających się trucheł kurzych - relacjonował w rozmowie z reporterem "Wydarzeń" Sebastian Bednarski ze Stowarzyszenia "Basta".

 

Nieżywe zwierzęta były porzucone na znacznym obszarze. Aktywistom udało się udokumentować, że padłym drobiem żywiły się dzikie zwierzęta.

 

- Widać świeże zwłoki, jak i takie, które mają już miesiąc, półtora i są po prostu niedojedzone czy nie do końca zgniłe - powiedział reporterowi Polsat News Sebastian Bednarski.

 

"Był świadomy, że łamie przepisy"


Na filmie opublikowanym przez Fundację Viva! widać pracownika fermy, który wyrzuca zwierzęta przez płot. Wśród nich były także żywe kurczaki.


- Odbywa się to wieczorem, osoba ta rozgląda się, czy nikt nie patrzy, więc widać tu ewidentnie, że jest świadoma tego, że łamie przepisy - powiedział Łukasz Musiał z "Vivy!".


Reporter "Wydarzeń" chciał porozmawiać z właścicielem fermy, ale nie zastał go w domu. Nie wiadomo, czy właściciel wiedział o takiej praktyce stosowanej przez pracowników. Kontrolę w fermie przeprowadziła powiadomiona o sprawie inspekcja weterynaryjna.


- Ta ferma była jedną z takich pokazowych i nie mogłem się na nią napatrzeć, dopóki nie zobaczyłem tego filmu, który obrazował, jak się tam można pozbyć zwłok tych kur - stwierdził Zygmunt Gabryś, powiatowy lekarz weterynarii w Stargardzie.

 

"Człowiek jest winny"


Inspekcja jeszcze we wtorek przeprowadzi sekcję padłych zwierząt, aby sprawdzić, czy padły drób nie stwarza zagrożenia epizootycznego czyli masowego zakażenia zwierząt, także dzikich. Według ekologów, takie ryzyko zawsze istnieje.


- Dużo się mówi o afrykańskim pomorze świń ASF, o ptasiej grypie, dokonuje się później masowych rzezi na zwierzętach, które tak naprawdę są niewinne. To człowiek jest winny, że te choroby się roznoszą - podkreślił Bednarski odnosząc się do nagranych scen z wyrzucania padłych sztuk.


Inspekcja weterynaryjna zapowiedziała, że powiadomi w tej sprawie prokuraturę. Obie fundacje złożyły też zawiadomienie na policję.

prz/hlk/ "Wydarzenia", Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze