9-miesięczna dziewczynka miała być wykorzystywana seksualnie. Zarzut zabójstwa dla rodziców

Polska

Rodzice mieli m.in. uderzać dziecko w głowę, połamać dziewczynce żebra, uszkodzić jej mózg i serce. Według śledczych, mieli także wykorzystać dziecko seksualnie. 35-latka i jej 45-letni partner usłyszeli w poniedziałek zarzuty zabójstwa i znęcania się nad 9-miesięcznym dzieckiem. Trafią teraz do areszt u.

O śmierci dziewczynki w jednym z mieszkań w Olecku poinformowała w sobotę olecka policja. Sąd w Suwałkach zadecydował, że 36-letnia Anna W. i 45-letni Grzegorz W. na trzy miesiące trafią do aresztu. Wcześniej prokuratura postawiła im zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 9- miesięcznej córki. Nie przyznali się do winy.

 

Krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu

 

- Przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu - powiedział w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach Ryszard Tomkiewicz.

 

Jak dodał w rozmowie z Polsat News, do zabójstwa dziewczynki doszło w piątek. - (Rodzice) uderzyli ją narzędziem tępokrawędzistym po głowie i innych częściach ciała, powodując jej zgon, przy czym dziewczynka została wykorzystana seksualnie - powiedział.

 

Sekcja zwłok dziecka wykazała, że niemowlę miało serce przebite złamanym żebrem. Prokuratura nie precyzuje, czym było uderzane dziecko. Jak powiedział prokurator, mógł to być młotek lub wałek. Niemowlę mogło być także uderzone o rant biurka albo stołu.

 

Dziecko było w rodzinie zastępczej 

 

Według śledczych, znęcali się oni nad dziewczynką od kwietnia. Dziecko było wcześniej w rodzinie zastępczej. Dwa miesiące temu, decyzją sądu, zostało oddane rodzicom.

 

- Dziecko trafiło do rodziny zastępczej, ponieważ była informacja, że w rodzinie biologicznej nie dzieje się najlepiej. Wchodziły w grę nie kwestie przemocowe, ale używek i nadużywania substancji psychoaktywnych - wyjaśnił rzecznik sądu okręgowego w Suwałkach Marcin Walczuk. Nie sprecyzował, czy chodziło o dopalacze czy narkotyki.

 

Jak dodał, w myśl zarządzenia tymczasowego, na czas postępowania dziecko umieszczone zostało w zawodowej rodzinie zastępczej, a potem po przeprowadzeniu całego postępowania sąd rozstrzygnął, że dziecko może wrócić do biologicznych rodziców. Nikt się od decyzji sądu rodzinnego nie odwoływał.

 

- Sąd rodzinny nie znalazł powodów, by zmienić swoją decyzję, bo może w każdym momencie z urzędu taką decyzję zmienić, gdy tylko dostanie sygnał od kuratora, że coś dzieje w tej rodzinie nie tak - wskazał sędzia.

 

- Mama dziecka wykazała w toku postępowania, złożyła szeroką dokumentację potwierdzającą, iż rozpoczęła leczenie, terapię. Była pod stałą opieką terapeuty do spraw uzależnień, ale też lekarza psychiatry - powiedziała Agnieszka Węglicka-Bogdan z Sądu Rejonowego w Olecku.

 

- Oddano dziecko nieodpowiedzialnym potworom. Jest pytanie, czy aby na pewno - a w mojej ocenie na pewno oddano przedwcześnie i nie monitorowano w sposób należyty - powiedziała Mirosława Kątna z Komitetu Obrony Praw Dziecka. 

 

"Nie mieliśmy takich informacji, że dziecko było bite"

 

Miejski Ośródek Pomocy Społecznej, pod którego opieką rodzina jest od 11 lat miał informować sąd, że matka "jest chwiejna emocjonalnie,  ma nawracającą depresję, że grozi im eksmisja", ale zastosowano tylko środek zapobiegawczy. 

 

- Sąd zdecydował o tym, że nadzór kuratora będzie prowadzony, a sprawozdania będą składane z dużą częstotliwością - czyli co miesiąc - powiedziała Węglicka-Bogdan. Ostatnią wizytę kurator złożył 7 czerwca, miał z matką stały kontakt telefoniczny. - 18 czerwca wykonała badanie na obecność amfetaminy i innych środków odurzających i ten wynik jest negatywny - dodała. 

 

Rodzina miała być  też monitorowana przez dzielnicowego i pracownika socjalnego. - Nie mieliśmy takich informacji, że dziecko było bite, czy ze strony służby zdrowia, czy z innych służb - powiedziała Edyta Truszczyńska z Ośrodka Pomocy Społecznej w Olecku. 

 

Nie byli wcześniej karani

 

W poniedziałek sąd w Suwałkach zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu. Grozić im może nawet dożywocie.

 

Jak podał prokurator, kobieta i mężczyzna nie byli wcześniej karani. 35-latka miała jeszcze trójkę dzieci, każde z innego związku. Dzieci mieszkają u swych ojców. 45-latek miał z kolei trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa.

 

  

luq/zdr/pgo/ polsatnews.pl, Polsat News, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze