Dramat matki z 7-letnią córką. Mają 15 m2 do życia

Polska

Samotna matka i jej 7-letnia córka żyją na zaledwie 15 metrach kwadratowych w mieszkaniu po dawnej pralni w Bełchatowie. Nie dość, że lokal jest mały, to jeszcze jest w nim wyjątkowo gorąco. Pani Paulina dorabia w wielu miejscach, ale nie stać jej, by zapewnić córce normalne warunki do rozwoju. Materiał "Interwencji".

Pani Paulina ma 33 lata i samotnie wychowuje siedmioletnią Zuzannę. Kobieta z córką walczy o przetrwanie w 15 metrowym mieszkaniu po dawnej pralni.

 

- Widzę, jak córka wstając rano ma posklejane oczy, bo nie może się obudzić. Bez nawilżacza, wiatraka nie jesteśmy w stanie tu funkcjonować. Jest ciasno, śpimy razem – opowiada pani Paulina.

 

- Tu były suszarnie i pralnie, ja tu byłam dozorczynią, to dobrze wiem. Tu jest jak w piekarniku, prodiżu – mówi sąsiadka - pani Henryka.

- Strasznie mi pyli oczy, kiedy się budzę i strasznie kaszlę – przyznaje 7-letnia Zuzanna.

 

Dzieciństwo w cieniu awantur

 

Pani Paulina nigdy nie miała łatwego życia. Wychowywała ją matka z ojczymem. O dzieciństwie w cieniu alkoholu i awantur wolałaby zapomnieć.

 

- Całe życie ciężko pracowałam, całe życie słyszałam, że jestem nikim i całe życie byłam raczej służącą - nie dzieckiem, nie człowiekiem. Ojczym bardzo dużo pił, pracował też za alkohol, wiecznie wszystkiego brakowało. Dopiero teraz uczę się miłości, uczę się wszystkiego, co mnie otacza – rozpacza pani Paulina.

 

Kobieta chciała normalne żyć. Kiedy miała 19 lat, postanowiła od koszmaru uciec. Po wyprowadzce z domu pracowała i uczyła się.

 

- Pierwszy raz dostałam szansę na normalne życie, kiedy miałam 19 lat, kiedy zmieniłam szkołę i otoczenie. Ludzie mnie nie znali i nie mówili: jesteś córką tego alkoholika, czyli jesteś gorsza.  Skończyłam liceum, skończyłam technika informatyki, zrobiłam kurs magazyniera wózków widłowych, teraz robię stylizację paznokci – opowiada pani Paulina.

 

Osiem lat temu kobieta wyszła za mąż i urodziła Zuzannę. Niestety mąż zaczął nadużywać alkoholu.

 

"Walczyłam o dziecko"

 

Pani Paulina pięć lat temu wyjechała na kilka tygodni do pracy za granicę. Córka została z teściową i mężem. Niestety, kiedy wróciła do Polski, nie miała już gdzie mieszkać. Musiała walczyć o odzyskanie dziecka.

 

 - Nie wpuszczono mnie do córci, wówczas zaczął się koszmar. Pięć miesięcy walczyłam o dziecko. Mimo że miałam pozwolenie sądowe, nie pozawalano mi się do niej zbliżyć, cały czas wzywano policję – wspomina.

 

Pani Paulina po kilku miesiącach dziecko odzyskała. Rozwiodła się z mężem. Trzy lata temu wraz z córką zamieszkała w pralni, bo na taki lokal było ją jedynie stać. Wynajmuje mieszkanie za prawie tysiąc złotych. W urządzeniu lokalu pomagały jej charytatywne instytucje.

- O 8:00 rano tu jest 50 stopni. Jest strasznie  - przyznaje pani Paulina.  

 

- Przede wszystkim to kobieta ponadprzeciętna, która walczy z przeciwnościami losu. Najważniejsze, że nie siedzi i narzeka, ale sama robi pierwszy krok, sama walczy. Wielkie wyrazy uznania za tę walkę – komentuje Dariusz Matyśkiewicz, wiceprezydent Bełchatowa.

 

Pani Paulina od trzech lat walczy o lokal socjalny. Do końca czerwca kobieta musi opuścić dotychczasowy lokal.

 

"Pracuję gdzie mogę"

 

- Od pięciu lat jestem bezdomną osobą, gdzie wcześniej nie można mi było się starać o mieszkanie. Za pierwszym razem mi powiedziano, że mogę mieszkać u męża, tylko muszę się z nim porozumieć. Później, że u mamy, z którą nie mam kontaktu. Pracuję, gdzie mogę, zarabiając. Pracuję na ochronie, jako kelnerka, dorabiam, gdzie mogę,  ale nawet pracując 24 godziny na dobę nie jestem w stanie zapewnić wszystkiego – komentuje mama Zuzi. 

 

Interweniowaliśmy u prezydenta Bełchatowa. Obiecał pomoc, ale nie od razu. Pani Paulina boi się, że straci dziecko.

 

- Ta pani mieszkanie będzie miała, spełnia wymogi. Jest w trudnej sytuacji, o której nikogo nie trzeba przekonywać. Jestem przekonany, że w krótkim czasie otrzyma tę dobrą, szczęśliwą informację. Do końca roku to rozwiążemy – obiecał wiceprezydent Bełchatowa Dariusz Matyśkiewicz.    

 

- Nie mogę dostać nawet 100 złotych pożyczki, bo jestem osobą bezdomną. Wszystko, co robię, robię dla Zuzi, by miała normalne życie, by się nie martwiła – mówi pan Paulina.

las/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze