"Z tobą są tylko problemy". Średnio w każdej klasie dwoje dzieci próbowało popełnić samobójstwo

Polska

Według specjalistów samobójstwo to najczęstsza przyczyna zgonów wśród dzieci i młodzieży. Wszystkie choroby - nawet razem wzięte - w statystykach zostają daleko w tyle. Dziennikarz Polsat News Klaudiusz Slezak rozmawiał z nastoletnią Anną, która wyznaje, że pierwszą próbę samobójczą miała już jako przedszkolak.

- Czasem wydaje mi się to nieprawdopodobne, ale próbowałam popełnić samobójstwo już jako przedszkolak – opowiada w rozmowie z reporterem Anna. Nie chce pokazywać twarzy, w reportażu ma zmieniony głos.

 

Dziewczyna przypomina sobie sytuację na jednej z lekcji w szkole, kiedy było z nią bardzo źle i próbowała sobie odebrać życie podczas zajęć. Nie spotkała się z empatią ze strony nauczycielki, ale wprost przeciwnie.

 

- Kiedy była taka sytuacja, że ja już nie mogłam wytrzymać i próbowałam się w czasie lekcji udusić, nauczycielka wezwała oczywiście matkę i powiedziała, że trzeba mi porządnie dupę sprać, to odechce mi się idiotycznych pomysłów - wyznała dziewczyna.

 

Według statystyk 7 proc. dzieci zadeklarowało, że ma za sobą próbę samobójczą.

 

- Średnio w każdej klasie mamy dwójkę dzieci, która jest już po próbie samobójczej – powiedziała Lucyna Kicińska z fundacji "Dajmy Dzieciom Siłę". Fundacja prowadzi bezpłatną infolinię, na której pod numerem 116 111 można uzyskać pomoc i wsparcie.

 

Ekspertka dodaje, że dzwoni do nich codziennie średnio 14 osób, które wyznają, że mają zamiar się zabić.

 

- Średnio raz dziennie interweniujemy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia bądź zdrowia dziecka. Są to takie rozmowy i takie wiadomości, w których młoda osoba nie ma już siły rozmawiać albo z nami pisać, w których komunikuje nam, że chce się pożegnać. Szuka pomocy, ale nie ma siły z niej skorzystać – mówi Kicińska.

 

Jak tłumaczy, problem u dziecka widać zazwyczaj wcześniej. Ale, aby zauważyli go na przykład rodzice, muszą mieć więź i relację z dziećmi. To znaczy wiedzieć, co one lubią, jakie znajomości zawierają. Kiedy tak jest, mogą zaobserwować zmianę w zachowaniu i reagować, wyciągnąć pomocną dłoń.

 

"Jeden krok i zaraz się wszystko skończy"

 

Bohaterka reportażu Anna opowiada również o innej próbie samobójczej. Wspomina, że siedziała na parapecie jednego z mieszkań na piętrze patrząc w dół i bojąc się skoczyć. Wyznaje, że miała do siebie pretensje, że boi się zabić. 

 

- Wiedziałam że muszę się zabić, bo jak przeżyję, to będzie jeszcze gorzej. To jest przerażające, kiedy człowiek siedzi na parapecie któregoś tam piętra i myśli sobie: ty głupia małpo, nawet skoczyć nie potrafisz. Nic w życiu nie umiesz. Nic, nic. Jesteś zerem totalnym. Nawet skoczyć nie umiesz. Ten jeden krok i zaraz się wszystko skończy - opowiada.

 

Dodaje też, że pamięta u siebie częste problemy z brzuchem. Silne bóle. - W związku z czym słyszałam od mamy: z tobą są zawsze tylko problemy - mówi.

 

Osiemdziesiąt proc. osób, które dokonały samobójstwa sygnalizowało to wcześniej.

 

- Pokazują w jakiś sposób specyficzny lub nie specyficzny, albo mówią o tym wprost: mamo mam myśli samobójcze, potrzebuje pomocy – wyjaśnia psycholog i seksuolog Danuta Wieczorkiewicz z fundacji "Zobacz jestem".

 

"Nie mam czasu"

 

- Dziecko, które dzwoni pod numer 116 111 zazwyczaj również wyznaje, że wcześniej próbowało rozmawiać z bliskimi - tłumaczy z kolei Kicińska. Często młodzież słyszy wówczas: "robię coś", "porozmawiajmy później", "piszę z koleżanką". Jeżeli bliski nie podejmie rozmowy, traci być może jedyną szansę na uratowanie życia.

 

- Kiedy dziecko zbiera się, aby powiedzieć rodzicom o swoich problemach i słyszy: "nie teraz", "są ważniejsze rzeczy" - to ono może się zamknąć i rodzicom już nigdy o tym nie powiedzieć – mówi ekspertka fundacji DDS.

 

- Po próbie samobójczej dziecka, rodzice są zazwyczaj zdziwieni – opowiada Natalia Szwarc z oddziału pediatrycznego szpitala im. prof. Bogdanowicza w Warszawie. - Rodzice próbują bagatelizować, że to była głupia zabawa, że przez przypadek dziecko za dużo leków wzięło – mówi.

 

Szwarc dodaje, że w jej opinii "dla nich to jest szok bo widocznie coś tutaj nie zagrało w relacji rodzic-dziecko i rodzice przegapili te sygnały alarmujące, że coś się dzieje. Sygnały, które młody człowiek wysyłał".

 

Z roku na rok coraz więcej nieletnich próbuje się zabić. Oficjalne dane GUS za 2017 rok mówią o 147 zgonach z powodu samobójstwa. Eksperci dodają, że w praktyce jest ich więcej, bo niektóre są klasyfikowane jako wypadki.

 

- Pamiętam takie przypadki, gdzie chociażby chłopiec 12-lat próbował popełnić samobójstwo poprzez próbę powieszenia się w przydomowych pomieszczeniach gospodarczych. Ta próba okazała się nieskuteczna w takim sensie, że nie odebrał sobie życia. Natomiast człowiek na pewno się zastanawia, co skłoniło dziecko, żeby coś takiego zrobić - powiedział w rozmowie z reporterem Marcin Podgórski, ratownik medyczny, z-ca dyrektora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.  

 

"Nie chciałam być ciężarem" 

 

Anna opowiada, że do prób targnięcia się na swoje życie skłoniły ją m.in. raniące słowa, że "jest do niczego", "że nic nie potrafi", "że nic nie osiągnie", "że jest zerem". 

 

- To dotyczyło wszystkich. W domu to miało miejsce, w szkole to miało miejsce, na podwórku to miało miejsce. A ja, jak teraz patrzę, przecież nie byłam taka beznadziejna. Ktoś, kto nic nie potrafi, nie bierze udziału w olimpiadach, różnych konkursach - a ja brałam udział - opowiada reporterowi Anna.

 

Eksperci zauważają, że takie myśli przychodzą, bo m.in. w obecnych czasach panuje model wszechobecnego szczęścia. Widać je w mediach, jest on przez nie promowany. W mediach społecznościowych dzieci i młodzież widzą uśmiechnięte twarze, wyjazdy, radosnych ludzi. Ich życie wydaje im się niesatysfakcjonujące. 

 

Psychiatria dziecięca w kryzysie

 

- Dzisiaj mamy 12 pacjentów więcej niż zakontraktowanych łóżek. Zakupiliśmy dodatkowe łóżka, ale miejsce się kończy, a oddziału nie da się nadmuchać. Robimy co w naszej mocy - powiedziała reporterowi prof. Barbara Remberk z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. - Możemy natężać naszą dobrą wolę, ale nie powstanie od tego nowy budynek i nowe łóżko, więc wydaje mi się, że lekarze robią co w naszej mocy, ale nie wszystko jest w naszej mocy.

 

Profesor przytacza badania, z których wynika, że "jakiś" problem psychiczny ma blisko 20 proc. dzieci w Polsce, a wydaje się, że jakiejś formy pomocy wymaga około 9 proc., czyli to ok. 600 tysięcy.

Klaudiusz Slezak/las/grz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze