Szczyt, który ma zapoczątkować "nowe rozdanie" w Unii Europejskiej. Morawiecki w Brukseli

Świat

- Chcemy, żeby obsada najwyższych stanowisk w Brukseli służyła budowie UE silnej, wolnej od protekcjonizmu, która wspiera wspólny rynek i zapewni dobry unijny budżet na kolejną perspektywę - powiedział we wtorek premier Mateusz Morawiecki.

Premier Mateusz Morawiecki we wtorek po południu przybył do Brukseli na szczyt, który ma zapoczątkować "nowe rozdanie" w Unii Europejskiej. Liderzy państw i rządów krajów członkowskich mają zainicjować rozmowy nt. obsady najważniejszych stanowisk we Wspólnocie.

 

W związku z zakończonymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w najbliższych miesiącach Unia będzie musiała obsadzić kilka ważnych stanowisk, w tym szefów: Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Europejskiego Banku Centralnego, a także wysokiego przedstawiciela UE ds. międzynarodowych, potocznie nazywanego szefem unijnej dyplomacji.

 

Według najnowszej prognozy PE Europejska Partia Ludowa otrzyma 177 mandatów w Parlamencie Europejskim, Socjaliści i Demokraci 149, liberałowie 107, a Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy - 62. W porównaniu z poniedziałkowymi projekcjami kilka miejsc stracili chadecy i liberałowie, a kilka zyskali socjaliści i konserwatyści.

 

Morawiecki: chcemy, żeby nowe rozdanie w Brukseli służyło budowie silnej UE

 

Jak zaznaczył Morawiecki w rozmowie z dziennikarzami przed wieczornym szczytem w Brukseli, jego rząd chce zrobić wszystko, żeby wybory personalne na najwyższe stanowiska w Brukseli "służyły budowie Unii silnej, Unii, która jest wolna od protekcjonizmu, Unii, która wspiera wspólny rynek", a także "Unii, która zapewni dobry budżet na kolejną perspektywę". Jako kluczowe dla Polski wymienił również w tym kontekście kwestie energii, klimatu i szeroko rozumianej gospodarki.

 

- Dla nas jest to tematyka kluczowa, dla nas to, kto będzie reprezentował jakie interesy, jest najważniejsze i dlatego podchodzimy do rozmowy o personaliach w sposób pakietowy. Oczywiście zalecany jest jak najbardziej podział geograficzny, regionalny, (...) ale jeszcze ważniejsze jest to, jakie konkretne odpowiedzi na tak sformułowane problemy, pytania, o których powiedziałem przed chwilką, będzie miał potencjalny kandydat - mówił premier. Zaznaczył, że dla Polski ważne jest również, aby obsada kluczowych stanowisk w UE została dokonana w oparciu o zasady konsensusu między poszczególnymi państwami członkowskimi.

 

Premier o kandydaturze Szefczovicza

 

Według informacji węgierskiej agencji MTI Grupa Wyszehradzka zgłosi Słowaka Marosza Szefczovicza jako kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej.

 

Morawiecki był pytany przez dziennikarz w Brukseli o możliwy podział stanowisk w UE po eurowyborach. - W procesie wypracowywania kandydatur, dyskutowania tych kandydatur mogą jeszcze padać różne kandydatury, które dzisiaj w mniejszym stopniu lub gdzieś na marginesie naszych spotkań są dyskutowane - powiedział szef rządu.

 

Jak zaznaczył, w tej kwestii ważna jest Grupa Wyszehradzka. - Ale troszeczkę patrzymy szerzej na Europę Środkową jako region, który ma wspólne problemy. I dlatego dzisiaj będziemy o tym rozmawiać także na grupie V4 - zaznaczył.

 

- Podchodzimy do tego w sposób pakietowy, to znaczy jest pięć najważniejszych stanowisk, czyli przewodniczący KE, przewodniczący Rady Europejskiej, przewodniczący PE, wysoki komisarz ds. zagranicznych i prezes EBC. Chcemy popatrzeć na wszystkie stanowiska łącznie i komisarz Szefczovicz jest jednym z rozpatrywanych kandydatów na różne stanowiska. Zawsze się zachowywał fair wobec Polski, zawsze starał się w tym trudnym portfolio dotyczącym energetyki zachowywać w porządku - powiedział premier.

 

Morawiecki podkreślił, że nie oznacza to jednak, że jest to jedyny kandydat rozpatrywany.

 

Rola EKR w europarlamencie 

 

- Widzę PiS jako siłę, która może wpłynąć bardzo pozytywnie i stabilizująco na rozkład sił, instytucji i stanowisk - mówił szef polskiego rządu dziennikarzom w Brukseli.

 

- A to dlatego, że mamy, nie licząc partii Brexitowej, trzecią co do wielkości grupę naszych reprezentantów, grupę znakomitą, której członkowie świetnie znają się na Unii Europejskiej i mają niezwykle mocny mandat społeczny. Tak na to patrząc, chcemy rzeczywiście odegrać bardzo konstruktywną rolę, to znaczy możliwe są różne układy sił - dodał.

 

Morawiecki zwrócił uwagę, że po raz pierwszy od 40 lat został wyłoniony taki europarlament, w którym dwie główne frakcje, czyli partia ludowo-chadecka (EPP) i socjalistyczna (PES) nie mają większości. Można więc sobie wyobrazić - dodał - że EKR (frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów), a w niej PiS "może odgrywać rolę przy budowie różnych większości".

 

- Ale to zależy również od tego, jaka będzie wola naszych partnerów - zaznaczył premier.

 

Dodał, że wobec tego, że brytyjska Partia Konserwatywna odejdzie z EKR, gdy Wielka Brytania opuści UE, stanowisko grupy europosłów PiS "będzie kluczowe".

 

Udział szefów państw i rządów unijnej 28

 

Zwołany na wtorek przez przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska szczyt, w którym mają wziąć udział szefowie państw i rządów unijnej 28, ma być początkiem procesu nominacji na te stanowiska.

 

Przed szczytem premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej mają odbyć spotkania kolejno z szefem Rady Europejskiej oraz prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Według wcześniejszych informacji Tusk chce, żeby do powołania nowego unijnego przywództwa doszło już w czerwcu.

 

Według informacji węgierskiej agencji MTI Grupa Wyszehradzka zgłosi Słowaka Marosza Szefczovicza jako kandydata na przewodniczącego KE.

 

"V4 chce równowagi politycznej i geograficznej"

 

Jak poinformował wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański, przygotowując się do szczytu, Polska koordynuje swoje działania w sprawie obsady pięciu najważniejszych stanowisk w UE w ramach Grupy Wyszehradzkiej, a także "szerzej w regionie". Przekonywał, że V4 chce równowagi politycznej i geograficznej na wszystkich pięciu kluczowych stanowiskach w UE.

 

Szymański zaznaczył również, że kraje regionu mają "wspólne oczekiwania polityczne wobec nowych kadencji", czego wyrazem jest ich wkład do unijnej agendy strategicznej na lata 2019-2024.

 

Agenda strategiczna UE, która ma wyznaczyć nadrzędne priorytety dla Unii oraz cele i kierunki rozwoju jej polityk w rozpoczynającym się po eurowyborach nowym pięcioletnim cyklu legislacyjnym, ma zostać przyjęta na czerwcowym szczycie Rady Europejskiej.

 

W ramach dyskusji nad kształtem agendy Polska domaga się uwzględnienia wśród jej priorytetów m.in. rozwoju wspólnego rynku i jednolitego rynku cyfrowego, kompleksowej współpracy UE i NATO oraz wzmocnienia parlamentów narodowych we wspólnotowym procesie legislacyjnym, m.in. poprzez "ustanowienie mechanizmu tzw. czerwonej kartki, tj. przyznanie parlamentom narodowym kolektywnego uprawnienia do blokowania inicjatyw ustawodawczych KE".

 

Potencjalni kandydaci

 

Przed wtorkowymi rozmowami w Brukseli wśród kandydatów do objęcia kluczowych funkcji w UE wymieniano m.in. kanclerz Niemiec Angelę Merkel, prezydent Litwy Dalię Grybauskaite, głównego unijnego negocjatora ds. brexitu Francuza Michela Barniera.

 

O główne unijne urzędy ubiegają się ponadto kandydaci wiodący na przewodniczącego KE wyłonieni przez poszczególne europejskie grupy polityczne, w tym Niemiec Manfred Weber z Europejskiej Partii Ludowej i Holender Frans Timmermans, obecny wiceszef Komisji, który reprezentuje socjaldemokratów.

 

Posiedzenie konferencji przewodniczących

 

We wtorek w Parlamencie Europejskim odbyło się posiedzenie konferencji przewodniczących, czyli szefa tej izby Antonio Tajaniego oraz przewodniczących grup politycznych. Tematem były rezultaty europejskiego głosowania i kwestia wyboru kandydata na szefa Komisji Europejskiej.

 

Tajani po spotkaniu poinformował, że większość liderów grup politycznych opowiedziała się za tym, by przywódcy państw UE wybrali szefa KE spośród tzw. kandydatów wiodących. W ślad za tym konferencja przewodniczących opublikowała wspólne oświadczenie w tej sprawie. Jak powiedział Tajani, takie stanowisko przedstawi liderom we wtorek podczas nieformalnego szczytu UE w Brukseli.

 

- To początek negocjacji dotyczących przyszłości Unii Europejskiej - powiedział szef PE. Pytany, czy w sprawie rozmów o obsadzeniu stanowiska spodziewa się sporów, odpowiedział, że jest optymistą.

 

Większość liderów grup w PE chce bronić koncepcji kandydatów wiodących, którzy zostali zgłoszeni przed kampanią. Pomysł ten nie podoba się Radzie Europejskiej, bo szefowie państw i rządów woleliby sami zdecydować, kto stanie na czele Komisji.

 

W przyjętym we wtorek oświadczeniu liderzy powołują się na przepisy Traktatu o UE, zgodnie z którym "Parlament Europejski i Rada Europejska są wspólnie odpowiedzialne za sprawny przebieg procesu prowadzącego do wyboru przewodniczącego Komisji Europejskiej".

 

"Przed decyzją Rady Europejskiej przedstawiciele Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej przeprowadzą zatem niezbędne konsultacje" - cytują traktat szefowie grup politycznych.

 

Lider socjalistów Udo Bullmann po spotkaniu powiedział dziennikarzom, że jest za tym zdecydowana większość grup politycznych. Pytany, co się stanie, jeśli przywódcy państw członkowskich zaproponują innego kandydata, powiedział, że "nie spodziewa się tego". - Nie rekomenduję tego Radzie Europejskiej - dodał.

 

Również lider Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber uznał, że UE powinna trzymać się wyboru szefa KE spośród kandydatów wiodących. "Europejska Partia Ludowa jest gotowa na kompromis. Wiemy, że nie możemy celebrować wielkiego zwycięstwa, straciliśmy miejsca w PE, ale jesteśmy ciągle największą partią w PE" - powiedział w rozmowie z dziennikarzami.

 

Weber jest kandydatem wiodącym z ramienia EPL; socjaliści natomiast chcą, żeby przyszłym szefem KE został jej obecny wiceszef Holender Frans Timmermans.

 

Prof Legutko: trzeba też brać innych pod uwagę

 

Szef EKR Ryszard Legutko powiedział po spotkaniu, szefem Komisji Europejskiej może zostać kandydat grup politycznych w PE, ale może też zostać nim inny kandydat.

 

- Stanowisko Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, które wyraziłem, jest takie, że przewodniczącego Komisji Europejskiej wybiera Rada Europejska i że może nim zostać kandydat, który nie jest "spitzenkandidatem" (kandydatem wiodącym). Ponieważ Komisja Europejska, która odchodzi, pozostawiła dużo bałaganu, trzeba wybrać osobę, która będzie najbardziej odpowiednia do tego zadania. To może być jeden z kandydatów grup politycznych, ale też wcale nie musi. Trzeba też brać innych pod uwagę. Ostatecznie będzie to, zgodnie z traktatem unijnym, decyzja Rady - powiedział Legutko, który uczestniczył w posiedzeniu konferencji przewodniczących.

 

Legutko podkreślił, że idea wyboru szefa KE spośród kandydatów wiodących nie jest zawarta w unijnych traktatach. - Tam jest mowa o konsultacjach z Parlamentem Europejskim - zaznaczył.

 

Z informacji PAP wynika, że podczas konferencji wspólnej deklaracji nie poparli liberałowie, na których czele stoi w PE Guy Verhofstadt. Liberałowie nie wyłonili swojego kandydata wiodącego. Wśród potencjalnych kandydatów z ramienia tej rodziny politycznej wymieniana jest komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager.

 

Szef EKR uważa, że liderzy w PE nie wyciągnęli wystarczających wniosków z wyników wyborów, bo entuzjastycznie podkreślali relatywnie wysoką frekwencję. - Uznali ją za dowód poparcia dla dotychczasowej polityki, co jest oczywistą nieprawdą. Ta wysoka frekwencja również po części była podyktowana tym, że ludzi są niezadowoleni z sytuacji i dlatego poszli głosować. Dowodem tego jest to, że duże grupy straciły miejsca w PE - wskazał.

pgo/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze