"To się określa albo efebofilią, albo pederastią". Legutko tłumaczy wypowiedź, która rozpętała burzę

Polska

- Co się dzieje ze światem? Nie można odwołać się do najnormalniejszej w świecie definicji, żeby nie być oskarżonym i to te oskarżenia są już "najdziksze" z możliwych. Coś się dzieje złego - powiedział prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS w programie "Punkt widzenia". Skomentował w ten sposób oburzenie, które wywołała jego wypowiedź o pederastii.

Prowadzący Grzegorz Jankowski zapytał prof. Legutko o słowa Sylwii Spurek z partii Wiosna, która na Twitterze napisała: "Czy osoby z poglądami prof. #Legutko powinny mieć bierne prawa wyborcze do PE? Co tacy ludzie chcą robić w Parlamencie Europejskim?"

Spurek odniosła się w ten sposób do słów prof. Legutki, który w Polskim Radiu 24 mówił, że "według badań, ponad 80 proc. przypadków nadużyć dotyczy chłopców w wieku 12-17 lat. Co to jest za pedofilia, to nie jest żadna pedofilia, to jest pederastia po prostu".

 

- Ja nikomu praw wyborczych nie odbieram i nie zamierzam odbierać. W demokratycznych wyborach to wyborcy powinni zdecydować - powiedziała później Spurek na antenie Polsat News.

 

"Rzecz jest absolutnie prosta"

 

- Jeśli chodzi o bierne prawo wyborcze, to tak za komuny było. Nieformalnie, ale była tzw. nomenklatura, czyli wybierani mogli być ci, którzy należeli do partyjnej nomenklatury. Rozumiem, że tej damie chodzi o to, żeby stworzyć coś w rodzaju takiej lewackiej nomenklatury obecnie - powiedział Legutko, komentując wypowiedź Spurek.

 

- Natomiast cała ta moja wypowiedź, która wywołała oburzenie, wynika z jej niezrozumienia. Rzecz jest absolutnie prosta. Czym jest pedofilia? Mamy kliniczną definicję pedofilii, nie ma prawnej, ponieważ w polskim prawie karnym nie występuje to słowo. Pedofilia to jest wykorzystywanie seksualne dzieci w okresie przed pokwitaniem lub wczesnym okresie pokwitania, czyli do 10, 11, 12 lat. To jest pedofilia - tłumaczył europoseł. Jak dodał, powołał się na amerykańskie badania nadużyć w kościele, "z których wynikała, że w 80 proc. przypadków te ofiary, to są chłopcy w wieku od 12 do 17-18 lat."

 

- Otóż to podpada pod inną kategorię, inaczej się nazywa. To się określa albo efebofilią, albo określa się to pederastią. Tak to wygląda od strony definicyjnej. Na co tu się zżymać, na co tu się denerwować? No to trzeba pozbawić praw wyborczych autorów tych definicji, autorów podręczników, trzeba "puścić z torbami" autorów encyklopedii, czy haseł w encyklopedii. No nie można dać się zwariować - dodał.

 

"Coś się dzieje złego"

 

- Jeśli chodzi o mój stosunek, czy stosunek moralny do tego, to tysiąc razy dawałem mu wyraz, bardzo krytyczny. Pod tym względem uważam, że jestem znacznie bardziej radykalny niż ci, którzy tropią polityczną niepoprawność w Polsce - dodał.

 

- Co się dzieje ze światem? Nie można odwołać się do najnormalniejszej w świecie definicji, żeby nie być oskarżonym i to te oskarżenia są już "najdziksze" z możliwych. Coś się dzieje złego. Ja wiem, że kampania wyborcza, że wielu dostaje "małpiego rozumu", ta wizja Brukseli coś zmienia w ich głowach, ale przecież jakieś elementarne zasady przyzwoitości obowiązują. Podobno jakiś mądrala złożył wniosek do prokuratury. No to niech powie mi, w którym momencie, w którym punkcie, moja wypowiedź jest błędna? - pytał.

 

Prof Legutko zaznaczył, że mamy do czynienia "z takim kroczącym miękkim despotyzmem", a "obszar rzeczy, które można powiedzieć się dramatycznie zmniejsza". 

pgo/prz/ml/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze