Odnaleziony... na ekranie. Zaskakujący ciąg dalszy historii z policyjną eskortą do szpitala

Polska

Śląscy policjanci pomogli rodzącej kobiecie dotrzeć do szpitala. Dzięki ich pomocy na świat przyszedł zdrowy chłopczyk, czym w "Wydarzeniach" pochwalił się szczęśliwy tata. Mniej szczęśliwi byli oglądający go w telewizorze państwo Gowkielewiczowie. Małżeństwo rozpoznało w mężczyźnie osobę, której kilka lat temu odstąpiło będące w leasingu auto, a ta wbrew umowie przestała zwracać za nie pieniądze.

Cała historia ma swój początek w 2014 roku. Państwo Gowkielewiczowie wzięli wtedy w leasing samochód. Przez pięć lat mieli płacić za niego po 1100 zł miesięcznie. Po roku uznali jednak, że auto, które miało pomóc im w prowadzeniu kwiaciarni jest za małe.

 

Postanowili odstąpić leasing. Chęć przejęcia samochodu wyraziła spółka, której prezesem była Paulina N. Auto użytkować miał jednak jej mąż - Maciej N. Mężczyzna otrzymał stosowna zgodę od firmy leasingowej.

 

Gowkielewiczowie nadal płacili raty, lecz zgodnie z umową nowi właściciele mieli zwracać im pieniądze. Jednak tak się nie stało.  

 

"Powinien pilnować tego samochodu"

       

Sprawę nagłośnili dziennikarze "Interwencji".  

 

- Pieniądze, które żona zarabia przeznaczamy na opłatę samochodu, który podejrzewam, że pan N. dalej użytkuje - mówił w 2016 roku  Mariusz Gowkielewicz.  

 

W międzyczasie państwo N. rozstali się. Była żona obarczyła odpowiedzialnością męża. Według niej "miał pełną świadomość tego, że to auto przechodzi w jego posiadanie".

 

- Mój były mąż brał pełną odpowiedzialność, kiedy zajmował się tą akurat częścią działalności spółki. On wiedział, że auto przechodzi w jego posiadanie i powinien pilnować tego samochodu - mówiła w programie Polsatu Paulina N.

 

Jednak Maciej N. wciąż uważał, że nie musi płacić. Pytany przez dziennikarzy "Interwencji", "kto użytkuje samochód" przekazał jedynie, że "samochód jest wynajęty". 

 

"Zrodziła się taka ludzka relacja miedzy nami"

 

Od sprawy minęły trzy lata. Przez cały ten czas państwo Gowkielewiczowie płacili ponad tysiąc złotych miesięcznie za auto, którego od  dawana nie widzieli na oczy. 

 

- W lutym był wykup samochodu. Musiałam pokryć 15 tys. zł - powiedziała Ewelina Gowkielewicz. 

 

Niespodziewanie na początku maja Maciej N. "odnalazł się" w materiale Polsat News, jako... świeżo upieczony ojciec, dziękując policjantom, którzy pomogli jego rodzącej partnerce dostać się do szpitala.

 

 

Maciej N. zwracał uwagę na szczególną troskę jaką wykazali się policjanci. - Panowie dzwonili do nas z pytaniem jak się czujemy, czy wszystko jest w porządku, czy dziecko urodziło się zdrowe. Zrodziła się taka ludzka relacja między nami - mówił przed kamerami.   

 

Wyrok sądu

 

Mężczyznę rozpoznała na ekranie pani Ewelina. - Śmiałem się, że taki człowiek, który robił takie przekręty, bo dla mnie to jest przekręt, mógł nie pomyśleć i opublikować swoją twarz w telewizji - powiedział Mariusz Gowkielewicz.

 

Gowkielewiczowie utrzymują, że Maciej N. zlekceważy wyrok sądu, który nakazał mu zwrócić im 10 tysięcy złotych.

 

Dziennikarze "Wydarzeń" skontaktowali się więc z panem Maciejem ponownie, jednak mężczyzna wszystkiemu zaprzeczył i zapewnił, że w związku z tym, że jest niewinny nie obawia się wizyty komornika.

 

- Podejrzewam, że mówi pan o wyroku, który obciąża firmę, która ten samochód od państwa Gowkielewiczów wynajmowała. Ja z tą firmą nie mam w tej chwili nic wspólnego - stwierdził mężczyzna. - Siłą rzeczy komornik nie może mnie szukać - dodał.   

 

Jednak wyrok Sądu Rejonowego w Katowicach z sierpnia 2018 roku, do którego dotarły "Wydarzenia", zasądza nawiązkę dla państwa Gowkielewiczów bezpośrednio od Macieja N. i skazuje go na rok więzienia w zawieszeniu za przywłaszczenie auta.

 

dk/ml/ Polsat News, Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze