"Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej". Projekt raportu ws. Amber Gold

Polska

W sprawie Amber Gold premier Donald Tusk nie zapewnił koordynacji prac organów administracji rządowej, nie dokonał osobiście żadnych ustaleń i nie podjął jakichkolwiek działań wobec podległych sobie instytucji i organów - wskazano we wnioskach końcowych projektu raportu z prac komisji śledczej. Posłowie PO i .N złożą zdania odrębne. Uważają, że celem PiS było uderzenie w Donalda Tuska.

Szefowa komisji ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS) zaprezentowała w środę członkom komisji projekt raportu końcowego. Posłowie mają dwa tygodnie na zapoznanie się z nim i kolejne dwa tygodnie na zgłaszanie ewentualnych uwag. PAP dotarła do projektu raportu.

 

"W ocenie Komisji Śledczej powstanie i ekspansja Grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalnością organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości, systemowych luk prawnych, bierności i pobłażliwości aparatu urzędniczego, a także braku stosowania przepisów prawa przez organy władzy publicznej" - napisano w nim.

 

Dodano, że słabość systemu prawnego, przejawiała się "oportunizmem organów państwa, które nie działały lub też podejmowały świadomie błędne i spóźnione decyzje". "Takie zachowanie funkcjonariuszy publicznych potęgowały przekonanie bezkarności u osób kierujących Amber Gold" - oceniono.

 

"Bez aktywnej roli Marcina P. prawdopodobnie nie doszłoby do przestępstwa"

 

We wnioskach końcowych stwierdzono ponadto, że mechanizm funkcjonowania Grupy Amber Gold opierał się w dużej mierze na osobie Marcina P., założyciela i prezesa Amber Gold sp. z o.o. oraz prezesa kilku podmiotów z Grupy Amber Gold. "Bez jego aktywnej roli w założeniu i kierowaniu »piramidą finansową« prawdopodobnie nie doszłoby do popełnienia przestępstw" - czytamy.

 

Wskazano jednocześnie, że w momencie rozpoczęcia działalności Amber Gold - pod koniec 2009 r. - Marcin P. był osobą siedmiokrotnie karaną za przestępstwa. Wszystkie były przestępstwami przeciwko mieniu, najczęściej oszustwami. Ponadto, jak dodano w 2010 r. P. został jeszcze dwukrotnie skazany za przestępstwa przeciwko mieniu, a ostatnie skazanie dotyczyło wykroczeń skarbowych.

 

Zwrócono uwagę, powołując na przepisy Kodeksu spółek handlowych, że w ówczesnym stanie prawnym Marcin P. nie miał prawa zasiadać w organach spółek handlowych. Podkreślono, że udokumentowanymi informacjami na temat przestępczej przeszłości P. już w 2010 r. dysponował resort gospodarki, KNF, prokuratura, policja i ABW. "Na wniosek każdej z ww. instytucji sąd rejestrowy z urzędu wykreśliłby Marcina P. z zarządu Amber Gold sp. z o.o. Niestety, żadna z instytucji publicznych dysponująca adekwatną wiedzą nie podjęła działań utrudniających prowadzenie interesów Marcinowi P." - napisano we wnioskach.

 

"Przykład przyzwolenia ówcześnie rządzących na istnienie luki prawnej"

 

"Przypadek prezesa Amber Gold jest tylko wyrazistym przykładem przyzwolenia ówcześnie rządzących na istnienie luki prawnej pozwalającej przestępcom na kierowanie spółek prawa handlowego" - stwierdzono.

 

"Czynnikiem sprzyjającym powstaniu i rozwojowi Grupy Amber Gold było nieprawidłowe funkcjonowanie sądów nadzorujących wykonanie wcześniejszych wyroków wobec Marcina P., a także kuratorów sądowych" - napisano.

 

Dodano, że bezkarna działalność P. nie byłaby możliwa bez "błędów, nieporadności i opieszałości działania prokuratury". "W szczególności rażących nieprawidłowości i zaniedbań dopuściła się prokurator Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w Gdańsku, referent w sprawie Amber Gold, prowadzonej z zawiadomienia KNF z grudnia 2009 r." - podkreślono.

 

"Brak właściwego nadzoru" 

 

Wskazano, że sprzyjał temu brak właściwego nadzoru ze strony jej bezpośrednich przełożonych, a także ze strony Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. "Symboliczną wręcz ocenę nieudolności prokuratury w sprawie Amber Gold sformułował przed komisją śledczą świadek (b. prokurator generalny) Andrzej Seremet, który zeznał, że jego największą porażką, jako prokuratora generalnego, była sprawa Amber Gold" - wskazano we wnioskach końcowych.

 

W dokumencie podano też, że komisja jednoznacznie negatywnie ocenia funkcjonowanie aparatu skarbowego wobec podmiotów z Grupy Amber Gold. "Dzięki bierności i przyzwoleniu administracji skarbowej Amber Gold nie składało sprawozdań finansowych, deklaracji podatkowych, jak i nie regulowało zobowiązań publicznoprawnych, nie ponosząc z tego tytułu jakichkolwiek konsekwencji"- czytamy.

 

"»Parasol ochronny« ze strony aparatu skarbowego"

 

"Znamienne jest, że Marcin P. zeznał przed komisją śledczą, że czuł nad sobą »parasol ochronny« ze strony aparatu skarbowego. Na opisane powyżej nieprawidłowości wpływ miał brak należytego nadzoru ze strony ministra finansów, Jana Vincenta-Rostowskiego, nad Generalnym Inspektorem Kontroli Skarbowej oraz Generalnym Inspektorem Informacji Finansowej" - napisano we wnioskach.

 

W wnioskach końcowych stwierdzono, że "podjęcie energicznych działań operacyjnych i śledczych przez Komendę Wojewódzką Policji w Gdańsku jeszcze w 2010 r. mogło istotnie zmniejszyć skalę szkód wywołanych działalnością Amber Gold". Zaznaczono, że niekompetencja funkcjonariuszy policji spotkała się z reakcją komisji śledczej w postaci zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa i postawieniem zarzutów przez prokuraturę.

 

"Bierność ABW i CBA sprzyjały prowadzeniu działalności przestępczej"

 

"Słabość państwa wobec podmiotów z Grupy Amber Gold szczególnie widoczna jest w ocenie działalności służb specjalnych. Bierność ABW i CBA sprzyjały nieskrępowanemu prowadzeniu godzącej w ekonomiczne interesy państwa działalności przestępczej przez Marcina P." - czytamy w projekcie wniosków końcowych. Zwrócono uwagę, że już w 2011 r. ABW dysponowała stosownymi informacjami, że Amber Gold to "piramida finansowa”, jednakże "intensywne działania operacyjne wobec Grupy Amber Gold, Agencja podjęła dopiero w 2012 r., tuż przed upadkiem Amber Gold" - zaznaczono.

 

"Pomiędzy działaniami służb specjalnych w sprawie Amber Gold nie było należytej koordynacji ze strony ministra spraw wewnętrznych i koordynatora służb Jacka Cichockiego, działającego w imieniu Prezesa Rady Ministrów" - napisano.

 

W projekcie dokumentu dodano, że komisja ustaliła, iż minister Cichocki "wprowadził w błąd Sejm RP i opinię publiczną informując w dniu 30 sierpnia 2012 r., że ABW sprawą Amber Gold zajmowała się dopiero od marca 2012 r.". "Dla działania ABW symptomatyczną okolicznością jest odrębne i niezależne postępowanie funkcjonariuszy ABW z Warszawy od funkcjonariuszy gdańskiej delegatury ABW. Głównym ustaleniem tych pierwszych było istnienie na terenie Trójmiasta nieformalnej sieci powiązań przestępców, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania i polityków. Pokazuje to brak właściwej wymiany informacji i koordynacji działań w ABW" - napisano.

 

We projekcie wniosków końcowych wskazano, że komisja ustaliła, iż 24 maja 2012 r. ówczesny szef ABW gen. Krzysztof Bondaryk, skierował do najważniejszych osób w państwie niejawną informację o tym, że Amber Gold jest "piramidą finansową".

 

"Alarmistyczne pismo gen. Bondaryka zostało zlekceważone"

 

"Większość adresatów dokumentu zapoznała się z jego treścią z rażącym opóźnieniem. Alarmistyczne pismo gen. Bondaryka zostało zlekceważone, a wobec podmiotów z Grupy Amber Gold nie podjęto żadnych natychmiastowych działań. Znamienne jest, że działalność służb specjalnych w sprawie Amber Gold była negatywnie oceniana przez prezesa Rady Ministrów na posiedzeniu Kolegium ds. Służb Specjalnych w dniu 18 września 2012 r." - czytamy.

 

"W toku prac komisji ujawnione zostało nieprawidłowe i nieetyczne zaangażowanie wysokich funkcjonariuszy publicznych, w tym prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej w uwiarygodnianiu działalności podmiotów z Grupy Amber Gold, polegające m.in. na zabieganiu o darowizny na cele publiczne lub kulturalne" - napisano we wnioskach końcowych projektu raportu.

 

"Symbolicznym wręcz przejawem tych nieprawidłowości był udział w przeciąganiu po płycie gdańskiego lotniska samolotu należącego do linii lotniczych z Grupy Amber Gold takich osób, jak m.in. prezydenta Miasta Gdańska, marszałka województwa pomorskiego, senatora RP (wszystkich związanych z Platformą Obywatelską) oraz byłego prezydenta RP, Lecha Wałęsy" - wskazano ponadto.

 

"Działalność Amber Gold mogła i powinna była zostać uniemożliwiona"

 

Jak podkreślono, "działalność Amber Gold mogła i powinna była zostać uniemożliwiona przez organy publiczne zarówno w momencie jej rozpoczęcia, jak i na każdym późniejszym etapie rozwoju". "Obowiązujące wówczas prawo i aparat instytucjonalny pozwalały na podjęcie skutecznych działań wobec »piramidy finansowej«. Gdyby informacje przekazywane przez KNF zostały przez prokuraturę oraz prezesa UOKiK procedowane w sposób, w jaki wymagała tego sytuacja, oraz gdyby konsekwencją otrzymania tych informacji były adekwatne czynności kontrolne, przestępcza działalność twórców Amber Gold Sp. z o.o. mogła zostać realnie zahamowana" - podano.

 

Jak napisano we wnioskach projektu raportu komisji ds. Amber Gold, na żadnym etapie działalności "piramidy finansowej”, także po 24 maja 2012 r., kiedy szef ABW przekazał prezesowi Rady Ministrów informację o faktycznym charakterze działalności Amber Gold, Donald Tusk "nie zapewnił koordynarcji prac organów administracji rządowej", a także "nie wydał żadnych formalnych poleceń podległym sobie organom administracji rządowej w celu podjęcia i koordynacji działań mających na celu przerwanie przestępczego procederu".

 

"Tymczasem koordynacja działań państwa wobec grupy Amber Gold po 24 maja 2012 r. była koniecznością. Prezes Rady Ministrów nie dokonał osobiście żadnych ustaleń i nie podjął jakichkolwiek działań wobec podległych sobie instytucji i organów, tj. prezesa UOKiK, przewodniczącego KNF, ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej (nadzorującego ULC), które to organy prowadziły czynności wobec podmiotów z grupy Amber Gold" - napisano w projekcie raportu.

Dodano, że w sprawie Amber Gold prezes Rady Ministrów nie wykonywał osobiście jakichkolwiek czynności nadzorczych nad ABW i CBA, jak i nie wydawał żadnych wiążących wytycznych i poleceń szefom tych służb. A ponadto ani razu formalnie nie zażądał informacji i opinii od szefów ABW i CBA.

 

"Ówczesny premier nie przejawiał zainteresowania działalnością służb specjalnych"

 

"Również po 24 maja 2012 r., kiedy Donald Tusk dysponował dokumentem wskazującym na przestępczy charakter działalności Amber Gold według ABW, ówczesny premier nie przejawiał zainteresowania działalnością służb specjalnych wobec »piramidy finansowej«. Prezes Rady Ministrów w celu zapewnienia wymaganego współdziałania służb specjalnych mógł żądać od szefów ABW i CBA informacji związanych z planowaniem i wykonywaniem powierzonych ustawowo zadań" - wskazano w projekcie raportu.

 

"W ocenie komisji bulwersujący jest fakt, że od dnia 15 marca 2012 r. współpracownikiem OLT Express za wynagrodzeniem był Michał Tusk, syn prezesa Rady Ministrów. Od 16 kwietnia 2012 r. Michał Tusk równocześnie podejmował zatrudnienie w Porcie Lotniczym Gdańsk, którego klientem było OLT Express. Donald Tusk miał wiedzę o współpracy swojego syna ze spółką Marcina P. Znamienne, że czynności ABW wobec Amber Gold w tym czasie były bardzo ograniczone" - napisano w projekcie raportu.

 

Dodano, że "zaskakującym komisję śledczą i opinię publiczną było ustalenie, że wątek działalności linii lotniczych OLT Express, jak i współpracy Michała Tuska z tym przewoźnikiem wyłączony został z głównego śledztwa Delegatury Gdańskiej ABW do rozpoznania przez funkcjonariuszy ABW z Warszawy". "Komisja ustaliła, że funkcjonariuszom ABW z Gdańska ich przełożony, zastępca Dyrektora Delegatury, groził zarzutami za utrudnianie śledztwa w przypadku, gdyby podejmowali samodzielne czynności operacyjne w wątku dotyczącym współpracy Michała Tuska z OLT Express" - napisano w projekcie raportu.

 

"Sprawa Amber Gold pokazała jak w soczewce, że państwo polskie w latach 2009-2015 było: nieudolnie zarządzane, bierne i bezsilne wobec bezprawia, niebędące w stanie egzekwować odpowiedzialności, niezdolne do zapewnienia obywatelom poczucia bezpieczeństwa" - czytamy we wnioskach.

 

Dodano, że w państwo polskie było też służalcze, bezwolne i bezradne, "oplecione siecią nieformalnych powiązań, pozbawione woli realizacji dobra wspólnego, niezdolne zagwarantować równości szans wszystkim obywatelom".

 

"Skrajnie źle oceniamy przede wszystkim działalność służb specjalnych"

 

Szefowa komisji przedstawiając projekt raportu wskazała, że większość instytucji państwowych ocenianych przez komisję, w latach 2009-2012 "bardzo daleko posunęło się w niedopełnianiu swoich obowiązków". - Skrajnie źle oceniamy przede wszystkim działalność służb specjalnych oraz policji pod przewodnictwem tutaj na samej górze pana ministra (spraw wewnętrznych) Jacka Cichockiego - powiedziała.

 

Dodała, że drugim ministerstwem, które jest oceniane przez nią i prezydium komisji "skrajnie źle" jest Ministerstwo Transportu i Budownictwa pod rządami ministra Sławomira Nowaka. Mówiła, że Urząd Lotnictwa Cywilnego podległy temu resortowi utrzymywał, a nawet rozszerzał koncesję dla spółek OLT, mimo że te spółki nie spełniały przewidzianych prawem wymagań.

 

Wassermann zwróciła uwagę, że Nowak jako jedyny minister posiadał uprawnienia w postaci "możliwości wydawania decyzji o zamknięciu działalności przez odebranie koncesji z rygorem natychmiastowej wykonalności". - To oznacza, że pan minister Nowak mógł przeciąć tę działalność w ciągu jednego dni" - zaznaczyła.

 

"Większość postępowań przedwcześnie umorzona"

 

Wassermann stwierdziła też, że postępowania prokuratorskie dot. Amber Gold były prowadzone nieprawidłowo. - Mimo, iż prokurator generalny Andrzej Seremet w 2012 r. wszedł w posiadanie wiedzy o wszystkich postępowaniach, jakie się toczyły dot. Amber Gold; mimo że z mównicy sejmowej zapewnił, że każde z tych postępowań będzie pod jego szczególnym nadzorem, to większość z tych postępowań została przedwcześnie umorzona bez wyjaśnienia stanu faktycznego - powiedziała.

 

Wessermann oświadczyła, że ocena działań prokuratury "jest skrajnie zła". "Dwa lata w prokuraturze rejonowej (Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz - red.) nie wykonano najbardziej elementarnych i podstawowych czynności. Nie bądźmy naiwni pani prokurator (Barbara Kijanko prokurator referent prowadząca postępowanie - red.) miała swojego szefa, swoich przełożonych. To jednoznacznie świadczy o tym, że taki a nie inny sposób prowadzenia tej sprawy był w Gdańsku akceptowany - wskazała. Jak dodała, było to "torpedowanie postępowania, a nie postępowanie".

 

W jej ocenie, późniejsze decyzje sądów dyscyplinarnych w stosunku do prokuratorów prowadzących postępowania dot. Amber Gold "zawierały uzasadnienia szokujące". - Uzasadnienia mówiły m.in. że działania prokurator Barbary Kijanko nie podważyły zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości - mówiła Wassermann. Według niej, sprawa Amber Gold pokazała, iż rozdzielenie Ministerstwa Sprawiedliwości i Prokuratury Generalnej było ogromnym błędem.

 

"P. prowadził oficjalnie tę działalność"

 

Wassermann stwierdziła, że dla niej po trzech latach prac komisji nie ma żadnych wątpliwości, że szef Amber Gold Marcin P. był tzw. słupem. - P. prowadził oficjalnie tę działalność, dawał sobie z tym radę, natomiast na pewno nie był osobą, która tę działalność wymyśliła i przeprowadziła - mówiła. Zwróciła uwagę, że podczas przesłuchania P., gdy był on pytany, czy ktoś za nim stał "nastąpiła cisza, po czym P. odpowiedział: uchylam się od odpowiedzi na to pytanie".

 

- Przed komisją stawały osoby, które twierdziły, że Marcin P. to wszystko wymyślił. Twierdzili tak głównie ci funkcjonariusze, których zadaniem było wyjaśnienie kto stoi za Marcinem P. i skąd poszły pierwsze pieniądze. Skoro tego zadania nie wypełnili, to przedstawiali stanowisko, z którego wedle nich wynikało, że on tego dokonał samodzielnie - dodała.

 

Wassermann wskazywała ponadto na brak reakcji sądów rejestrowych i urzędów skarbowych, które dostawały co chwila wnioski o rejestrację nowych spółek Marcina P. z "niebotycznym" kapitałem zakładowym, a jednocześnie widziały, że firmy twórcy Amber Gold nie składają sprawozdań finansowych.

 

Szefowa komisji wskazywała też, że minister gospodarki błyskawicznie zareagował, gdy uzyskał informacje o tym, że Marcin P. może być osobą karaną, a jego działalności może być przestępcza. - Wykreślił go z rejestru domów składowych i to ministerstwo (gospodarki) pokazało, że jeżeli chciało się postępować w sposób zdecydowany, można to było zrobić, tam decyzje zapadały z dnia na dzień z rygorem natychmiastowej wykonalności - mówiła.

 

Ubolewała jednak nad tym, iż resort wysyłając informację do sądu rejestrowego, że skreśla Marcina P. ze swojego rejestru nie podał przyczyny. Gdyby to zrobił - jak dodała - sąd rejestrowy "nie mógłby dalej nie zauważać, że ma człowieka wpisanego we wszystkich rejestrach, który jest dziewięciokrotnie karany, a co za tym idzie nie może pełnić funkcji prezesa".

 

"KNF nie przeprowadziła kontroli instytucji ubezpieczeniowych oraz banków"

 

Wassermann mówiła, że drugą obok Ministerstwa Gospodarki, instytucją, która próbowała coś zrobić z firmami Marcina P. była Komisja Nadzoru Finansowego i "pewnie by ją bardzo pochwaliła", gdyby nie dwa elementy, których jej zabrakło w działania KNF - chodzi o to, iż KNF nie przeprowadziła kontroli instytucji ubezpieczeniowych oraz banków, które współpracowały z firmami Marcina P., a w tym zakresie była obszerna korespondencja.

 

Wasserman stwierdziła ponadto, iż "nie mam żadnych wątpliwości, że Marcin P. nie wszedł w działalność lotniczą w sposób dobrowolny". W połowie 2011 r. Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express. Linie upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r.

 

W wątku linii lotniczych OLT należących do Amber Gold Wassermann zaznaczyła, że ochrona sektora lotniczego w Polsce jest zarezerwowana dla ABW. Jej zdaniem funkcjonariusze Agencji torpedowali możliwość wyjaśnienia, tego co się szykowało w związku z OLT. Podkreśliła przy tym, że kierownictwo ABW kierowało każdą pojedynczą czynnością w sprawie Amber Gold.

 

Według niej do momentu kiedy rządziła PO nie podjęto próby wyjaśnienia wątku lotniczego w aferze Amber Gold. - To jest robione aktualnie i obecnie. Zresztą skutkiem tego jest kilka zarzutów dla osób w tym uczestniczących, a śledztwa wszystkie są rozwojowe - dodała.

 

"Wynik słabości państwa"

 

Wiceszef komisji Jarosław Krajewski (PiS) wskazywał, że konkluzją zawartą w projekcie raportu końcowego jest, iż "w ocenie komisji śledczej powstanie i ekspansja Grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalnością organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości, systemowych luk prawnych, bierności i pobłażliwości aparatu urzędniczego, a także braku stosowania przepisów prawa przez organy władzy publicznej".

 

Dodał, że najbardziej wymiernym rezultatem pracy komisji było złożenie zawiadomień do prokuratury ws. 29 osób i banku BGŻ. - Co oznacza, że komisja i to w zdecydowanej większości, zgadza się, że co najmniej 30 osób powinno ponieść odpowiedzialność karną za aferę Amber Gold - mówił Krajewski.

 

"Powołanie komisji miało służyć zniszczeniu Tuska i Adamowicza"

 

Natomiast przedstawiciel PO-KO Krzysztof Brejza ocenił, że powołanie komisji śledczej ds. Amber Gold miało służyć zniszczeniu b. premiera Donalda Tuska i "(b. prezydenta Gdańska) Pawła Adamowicza". "Nie udało wam się ani pierwsze, ani drugie" - zaznaczył.

 

- Raport może mieć 700 stron, ale i tak jest jednym wielkim zerem - ocenił Brejza. - Z wielkiego polowania, z wielkiej nagonki, wyszedł kapiszon i to podmokły kapiszon - dodał. Poseł PO-KO zapowiedział jednocześnie, że przygotuje zdanie odrębne do raportu "z dwoma zawiadomieniami" do prokuratury: ws. b. przewodniczącego KNF Stanisława Kluzy i prokuratora Piotra Wesołowskiego.

 

Poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński również zapowiedział, że złoży zdanie odrębne do raportu przedstawionego przez Wassermann. - W każdym punkcie, w którym są domniemania, a nie fakty, w każdym punkcie, w który pani coś sugeruje, wklejając poszczególne wypowiedzi świadków, a nie ma na to żadnych materialnych dowodów, będziemy zgłaszać poprawki - mówił.

 

"Projekt raportu to autorskie dzieło szefowej komisji"

 

Zembaczyński ocenił, że projekt raportu to "autorskie dzieło" szefowej komisji. - Taki kryminał archeologiczny, z którego założenia miało wynikać, że superzłoczyńcą był Marcin P. a we wnioskach końcowych okazuje się, według pani przewodniczącej, że superzłoczyńcą jest Donald Tusk. To jest szczególnie przykre - powiedział Zembaczyński.

 

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

 

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

las/prz/msl/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze