Trzej niepełnosprawni bracia tracą mowę, żyją bez łazienki i kuchenki

Polska

Trzej bracia chorują na pląsawicę. Tracą mowę i władzę w nogach, od lat żyją w urągających warunkach w Radlinie na Lubelszczyźnie. Bez łazienki, toalety, ogrzewania i kuchenki. Poza zupkami "chińskimi" niemal nie jedzą ciepłych posiłków. Sąsiedzi twierdzą, że o problemie alarmują od dawna, a urzędnicy, że dowiedzieli się o nim dopiero teraz. Sprawą zajęła się "Interwencja".

W małej wsi Radlin żyją trzej niepełnosprawni bracia: 62-letni Tadeusz, 56-Zenon i 52-letni Henryk. 


Ziębowie utrzymują się z emerytur. Na życie mają niewiele ponad 2 tysiące złotych. Ponadto wszyscy są chorzy na pląsawicę, wymagają natychmiastowej pomocy.

 

- Tam jest obraz nędzy i rozpaczy. Ściany są czarne z tego grzyba i niedogrzania mieszkania. Podłoga jest zawalona. Oni nawet nie mają zlewozmywaka. Dwaj z nich chodzą tylko przy ścianach. Nie gotują. Nie mają kuchenki gazowej – opowiada Irena Żedzicka, która pomaga niepełnosprawnym sąsiadom.

 

- Chleb się kupuje. Nieraz kiełbasę kupujemy, a jak zupki, to te "chińskie" – przyznaje Henryk Zięba.

 

"Kwoty, które otrzymują w postaci emerytur przekraczają minimum socjalne"


Bracia nie mają w domu łazienki ani kuchni z prawdziwego zdarzenia.

 

- Skoro nie mogą pójść na dwór, to korzystają z wiaderka. Nie ma kto tego wylać. Śmierdzi to, cuchnie. Nie wietrzą – opisuje Mirosław Dzierzga, sąsiad braci Ziębów.

 

- Moim zdaniem tu zaniedbała m.in. opieka społeczna, bo są pracownicy, mają za to płacone i powinni wiedzieć, co się na terenie gminy dzieje – ocenia Krystyna Całka, mieszkanka wsi.

 

Ziębowie nigdy nie mieli łatwego życia, a zły stan zdrowia nie jest ich jedynym problemem. Bracia żyją w tragicznych warunkach mieszkaniowych. Mimo to nikt oprócz sąsiadów przez lata nie zainteresował się ich losem.

 

- Nie są podopiecznymi pomocy społecznej ze względu na fakt, że kwoty, które otrzymują w postaci emerytur przekraczają minimum socjalne – mówi Irena Żedzicka, która pomaga niepełnosprawnym sąsiadom.

 

- Informowałam o problemie poprzednie władze. Wiem, że coś tam było przywiezione jakieś drzewo na opał – informuje Dorota Żuber, sołtys wsi Radlin.

 

"Trudno uwierzyć w twierdzenia, że nikt nie wiedział"

 

Mimo wielokrotnych interwencji mieszkańców Radlina w gminie, urzędnicy twierdzą, że o złej sytuacji Ziębów nie mieli pojęcia. Temu jednak zaprzecza wiele osób.

 

- Jestem tutaj od 5 miesięcy – mówi Przemysław Kowalski, wójt gminy Chodel, a gdy zwracamy uwagę, że jego pracownicy mają dłuższy staż pracy, dodaje: - Na początku mówiłem, że jak gdzieś jest ciężka sytuacja, to my pomożemy takiej rodzinie.

 

- Trudno tu uwierzyć w twierdzenia, że nikt nie wiedział. W małej wiosce mieszka trzech niepełnosprawnych braci zdanych na siebie. Pan wójt też sam przyznał, że w trakcie kampanii chodził z ulotką i był u Ziębów, więc nie oszukujmy się, że nikt nie wiedział, że od 50 lat żyją Ziębowie – zauważa Agnieszka Ciekot, dziennikarka Wspólnoty Opolskiej.

 

Po naszej interwencji wójt gminy, który twierdzi, że do tej pory nie wiedział o problemie, znalazł rozwiązanie. Poza piecem gmina przydzieli Ziębom do pomocy asystenta rodziny oraz zorganizuje codzienne ciepłe posiłki, które będą im dowożone.

 

- Dopóki ja chodzę, to będzie dobrze. Jak przestanę chodzić, to może gdzieś wezmą w opiekę – mówi Henryk Zięba.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Interwencja" można zobaczyć tutaj.

luq/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze