Lech Wałęsa rozsyła "dowody" podważające wiarygodność "teczek Kiszczaka"

Polska
Lech Wałęsa rozsyła "dowody" podważające wiarygodność "teczek Kiszczaka"
Facebook/Lech Wałęsa

Były prezydent Lech Wałęsa rozsyła do różnych instytucji plik dokumentów, mających jego zdaniem podważać wiarygodność "teczek Kiszczaka", czyli oryginałów teczek TW "Bolka", do 2016 roku przechowywanych w domu PRL-owskiego szefa MSW.

Były prezydent przesłał te dokumenty pocztą do szeregu instytucji, m.in. do PAP.

Mają one jego zdaniem podważać wiarygodność teczek TW "Bolka", które znajdowały się w domu gen. Czesława Kiszczaka, a które zostały przejęte przez IPN w lutym 2016 roku od jego żony, niegługo po śmierci generała (zmarł w listopadzie 2015 roku).

W liście przewodnim Lech Wałęsa powtarza głoszoną przez siebie tezę, że dokumenty miały zostać sfałszowane "już w Wolnej Polsce".

 

"Zmieniliśmy Wałęsowe papiery"


Jednym z dowodów ma być karta kontrolna z teczek, której ksero Wałęsa dostarcza, na której brak jest nazwisk szeregu funkcjonariuszy SB, zajmujących się sprawą TW "Bolka". Były prezydent zwraca uwagę, posługując się nie podpisanym komentarzem prawdopodobnie byłego funkcjonariusza SB, że każdy przeglądający teczki musiał się wpisywać na kartę kontrolną. Tymczasem na kartach z "teczek Kiszczaka" brak jest "wpisów co najmniej 10 nazwisk osób, które miały dostęp do tych kart".

Stąd, zdaniem byłego prezydenta, nie ma wątpliwości, że "dokumentacja ogłoszona przez IPN pod nazwą »teczki Kiszczaka« została sfałszowana (sfabrykowana)".

Lech Wałęsa dołącza także kopię listu, jaki były gdański funkcjonariusz SB Jerzy Frączkowski miał przesłać w marcu 2016 roku (krótko po ujawnieniu "teczek Kiszczaka") do metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głodzia. W liście pisze on m.in., że sam prowadził w latach 70 i 80 "sprawę obiektową kryptonim Arka", dotyczącą Stoczni Gdańskiej, i "nie było tam doniesień T.W. Bolek". Z kolei były pracownik, a potem funkcjonariusz UOP miał w 2015 roku przyznać się Frączkowskiemu: "zmieniliśmy Wałęsowe papiery".

 

"Nastepny będzie Cenckiewicz"


Były prezydent nie chciał rozmawiać z PAP o przesłanym materiale. Do dokumentów tych nawiązał jedynie w swoim poniedziałkowym wpisie na twitterze. "Udowodniłem że wrabianie mnie w podejrzenia o współpracę z SB jest wymyślone a wiele osób brało udział w niszczeniu mojego życiorysu. Dlaczego IPN od 3 lat nie chce ujawnić wszystkich Teczek Kiszczaka? Co w nich jeszcze jest i na kogo? Po Wyszkowskim nastepny będzie Cenckiewicz" - napisał.

 


W czerwcu 2017 roku IPN ocenił, że dokumentacja dotycząca Lecha Wałęsy, zawarta w teczkach odnalezionych w 2016 r. w domu byłego ministra spraw wewnętrznych PRL Czesława Kiszczaka jest autentyczna, co potwierdziła opinia Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Była to opinia z zakresu pisma porównawczego dot. dokumentów z teczek TW Bolek - personalnej i pracy - i zawartych w nich dokumentów z lat 1970-76.

Z teczek tych wynika, że w latach 1970-76 Lech Wałęsa był zarejestrowany jako TW "Bolek", choć aktywna współpraca, za którą był wynagradzany, miała miejsce głównie w latach 1970-72. W teczkach brak też jest śladów jakiejkolwiek współpracy Wałęsy po 1976 roku.

Lech Wałęsa neguje autentyczność dokumentów przejętych w 2016 r. przez IPN od wdowy po gen. Kiszczaku i stanowczo też zaprzecza, by kiedykolwiek był tajnym współpracownikiem SB. Podejmuje też kroki prawne, by swoją tezę udowodnić.

dk/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze