Śmiertelne ciosy na plebanii zadał trener boksu. Kard. Nycz: co się z tymi naszymi czasami stało

Polska

- Wychodził człowiek z plebanii, napadnięto go w przedsionku, został pobity na śmierć przez napastnika, którego dobrze znamy - powiedział Polsat News ks. Walenty Królak, proboszcz parafii św. Augustyna w Warszawie. Prokuratura wszczęła w piątek śledztwo, które dotyczy zabójstwa 64-letniego Marka T. oraz spowodowania obrażeń ciała u jednego z księży.

Na pomoc bitemu mężczyźnie rzucił się ksiądz, który lekko ranny trafił później do szpitala. Pierwsza ofiara zmarła, napastnik też był reanimowany, bo w czasie interwencji policjantów stracił przytomność. Dramat rozegrał się w czwartek po godzinie 17. 

 

"Jakiś obłęd, jakiś szał, ogromna siła"

 

W piątek odbyła się sekcja zwłok zmarłego 64-latka - ojca jednego z warszawskich księży. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński, ze wstępnego protokołu sekcyjnego wynika, że "przyczyną śmierci były rozlegle obrażenia czaszkowo-mózgowe powstałe w wyniku ciosów zadanych przez napastnika".

 

- Jakiś obłęd, jakiś szał, ogromna siła. Czterech policjantów nie mogło go związać - relacjonował ks. Walenty Królak. 

 

Napastnik, Jan B., nie usłyszał jeszcze zarzutów. W czwartek po obezwładnieniu przez policjantów zemdlał i dotychczas nie odzyskał przytomności, przebywa w jednym z warszawskich szpitali i jest utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Prokurator Łapczyński powiedział, że od 40-latka pobrano materiał do badań na zawartość w organizmie alkoholu lub innych środków odurzających.

 

Trenował sztuki walki był notowany za kradzieże pobicia

 

Jan B. trenował sztuki walki, jest dobrze zbudowany i silny. Według ustaleń mężczyzna był zawodnikiem drużyny rugby w jednym ze stołecznych klubów, był również trenerem boksu.

 

40-latek był wcześniej notowany za kradzież rozbójniczą i spowodowanie uszkodzenia ciała, naruszenie nietykalności cielesnej, znieważenie oraz spowodowanie obrażeń ciała skutkujących zwolnieniem lekarskim poniżej siedmiu dni. Ofiarą wszystkich tych przestępstw była jedna kobieta. Jan B. był także notowany w 2018 r. za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu.

 

Do zdarzenia, którego B. miał być sprawcą, doszło w czwartek popołudniu na plebanii kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipki w Warszawie. Jan B. zaatakował 64-letniego mężczyznę, który do kościoła przyjechał wraz z żoną. Ze wstępnych ustaleń wynika, że podczas zdarzenia kobieta korzystała z sakramentu spowiedzi, a mąż na nią czekał. Sprawca miał kilkukrotnie uderzyć Marka T., a następnie położyć go na posadzce kościoła. Na pomoc pokrzywdzonemu ruszył ksiądz, który także został zaatakowany przez Jana B.

 

Kard. Nycz: będzie to próba miłości i próba przebaczenia 

 

Czwartkową tragedię skomentował kardynał Kazimierz Nycz. Stanowisko duchownego przekazało w piątek biuro prasowe Archidiecezji Warszawskiej.

 

"Mówiąc tak zupełnie po ludzku, jeżeli człowiek nie może być pewny nawet w takim miejscu, do którego przychodzi po posługę religijną, to jest wielki znak zapytania, co się z tymi naszymi czasami stało" - napisał kardynał.

 

Dodał, że w tym wydarzeniu jest "mocny kawałek rekolekcji" przed Wielkim Tygodniem. "Dla nas wszystkich będzie to próba miłości i próba przebaczenia. (...) Starajmy się wyciągnąć z niego wnioski dla siebie. Chodzi o głęboki, duchowy wymiar całej tej sprawy, że ten człowiek, który został zabity, wychodził od konfesjonału, był po spowiedzi. To sakrament, który wszystkim nam przynosi uwolnienie z grzechów i przygotowuje do śmierci. Ta czujność, że nie znamy dnia ani godziny swojej śmierci, została tu mocno wyeksponowana" - czytamy w oświadczeniu kard. Nycza.

 

Hierarcha poinformował, że modli się za zmarłego Marka T., jego rodzinę oraz za sprawcę, "żeby dobry miłosierny Pan jego także nawrócił, uzdrowił i otworzył na działanie dobra".

grz/ polsatnews.pl, PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze