Związkowcy podtrzymują decyzję o kontynuacji strajku. "Tylko strona rządowa nie ma woli"

Polska

- Strona związkowa przedstawiła dzisiaj nowe propozycje. Nowe propozycje przedstawili również pracodawcy. Tylko strona rządowa nie ma woli i potrzeba jeszcze widocznie jej więcej czasu na przemyślenie tych spraw - powiedziała przewodnicząca RDS Dorota Gardias po zakończeniu kolejnej rundy negocjacji związkowców z rządzącymi. Rozmowy zakończyłem się fiaskiem, strajk nauczycieli ma być kontynuowany.

Po wtorkowych rozmowach wicepremier Beata Szydło poinformowała, że strona związkowa odrzuciła propozycje rządu. Wicepremier powiedziała, że "wciąż aktualne i wciąż otwarte do podpisania przez pozostałe centrale związkowe" jest to porozumienie, które rząd podpisał z "Solidarnością".

 

- Zaproponowaliśmy również rozmowę o drugiej części tego porozumienia, czyli o nowym kontrakcie społecznym i skróceniu okresu dochodzenia do tych maksymalnych wynagrodzeń, które w wyniku tej zmiany w systemie wynagradzania mogłyby być osiągnięte. Pierwotnie proponowaliśmy w 2023, a w tej chwili mówmy o roku 2022 czy 2021 r. - powiedziała.

 

- Jesteśmy gotowi do dalszych rozmów, jesteśmy gotowi do dalszego szukania kompromisu i porozumienia - powiedziała wicepremier.

 

- Tak jak powiedziałam, najważniejsze są w tej chwili egzaminy. Oferta podpisania porozumienia ze stroną rządową jest wciąż aktualna. Jesteśmy też otwarci na rozmowę na temat zmiany systemu wynagradzania - dodała.

 

 

"Porozumienie zostało odrzucone przez ponad 600 tys. nauczycieli"

 

Przewodniczący OFZZ Dorota Gardias powiedziała z kolei, że nowe propozycje przedstawiła zarówno strona związkowa, jak i pracodawcy. - Tylko strona rządowa nie ma woli i potrzeba jeszcze widocznie jej więcej czasu na przemyślenie tych spraw, które dzisiaj zostały przedstawione przez związki zawodowe i pracodawców - dodała.

 

Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz podkreślił natomiast, że rząd "przez 3 tygodnie nie odniósł się nawet jednym akapitem, jednym słowem na propozycje dot. debaty w tej sprawie".

 

Jak powiedział, wtorkowa propozycja rządu dotyczyła podpisania porozumienia, które znane było związkowcom od 25 marca, "które zostało odrzucone przez ponad 600 tys. nauczycieli, którzy od wczoraj strajkują w ponad 15 tys. szkół i placówek".

 

- Jeżeli strona rządowa chciała dzisiaj z nami rozmawiać, to byliśmy absolutnie przekonani co do tego, że pojawią się propozycje, które będą choćby korespondowały z tym, o czym mówią związki zawodowe - podkreślił Broniarz.

 

"W dwa tygodnie znalazło się ponad 21 mld zł"

 

Poinformował, że strona związkowa zaproponowała nowe rozwiązania. "Chcąc ten pożar ugasić, chcąc zniwelować poczucie napięcia zaproponowaliśmy kolejne rozwiązanie, które odnosi się do kalendarza 2019 r. Było wyjściem naprzeciw propozycjom rządu w kontekście ustawy budżetowej".

 

Jak dodał, nie przyjmuje do wiadomości faktu, że rządzący są w trakcie realizacji budżetu. - Kiedy budżet został już podpisany, w 2 tygodnie później nagle, ni stąd, ni zowąd znalazło się ponad 21 mld zł. Jeżeli traktujemy społeczeństwo, w tym także nauczycieli poważnie i odpowiedzialnie, to nie można posługiwać się tego rodzaju retoryką - stwierdził.

 

Poinformował także, że ZNP i FZZ podtrzymują swoją decyzję o kontynuacji strajku. Podziękował wszystkim pracownikom oświaty, którzy przyłączyli się do strajku za "poświęcenie i gest odwagi". 

 

 

"Zerowa reakcja na argumenty i propozycje"

 

Jak zaznaczył szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz na konferencji prasowej, podczas dzisiejszego spotkania rząd nie przedłożył żadnej nowej propozycji, a jedynie podtrzymał niedzielne porozumienie z NSZZ "Solidarność", które zostało odrzucone przez pozostałe centrale związkowe. "Nie ma żadnych przesłanek do tego, żebyśmy rozważali zawieszenie bądź ograniczenie akcji strajkowej" - stwierdził.

 

Dodał, że związki zaproponowały rozłożenie podwyżek wynagrodzeń zasadniczych o 30 proc. na trzy raty. "Byliśmy gotowi rozmawiać o większej liczbie. Rząd odrzucił to bez chwili zastanowienia" - powiedział.

 

Według Wittkowicza rząd przyszedł z propozycją: "to, co daliśmy »Solidarności« jest na stole i albo dopisujecie się łaskawie do tego porozumienia, albo możecie iść strajkować sobie dalej". - Skorzystamy z tej oferty - podkreślił.

 

Jego zdaniem "o złej woli strony rządowej świadczą dwa fakty: zerowa reakcja na jakiekolwiek propozycje składane przez Forum Związków Zawodowych i Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz zerowa reakcja na argumenty i propozycje przedkładane przez stronę pracodawców". - Wyliczaliśmy dzisiaj, że brakuje nam 2-3 mld zł, żeby zawrzeć kompromis, porozumienie i ograniczyć bądź zawiesić akcję strajkową. Pracodawcy wskazali źródło finansowania w roku 2019 tej różnicy. Odpowiedzią było powtórzenie przez panią premier Beatę Szydło stanowiska rządu, że ponad to, co dali "Solidarności" nie wyjdą - mówił Wittkowicz.

 

Ocenił, że dwie centrale związkowe negocjują nie tylko z rządem. - Staliśmy się zakładnikami polityki jednej z central związkowych, która dzisiaj odbywa się kosztem środowiska oświatowego. A jutro to możemy się domyślać, która kolejna grupa będzie przehandlowana i za co - dodał.

 

Mieli nadzieję na nowe propozycje

 

Do "Dialogu" przyjechali m.in. wicepremier Beata Szydło, minister edukacji narodowej Anna Zalewska, wiceminister edukacji Maciej Kopeć, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, szef kancelarii premiera Michał Dworczyk, wiceminister finansów Tomasz Robaczyński i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera.

 

Stronę związkową reprezentowali m.in.: prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias oraz szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz.

 

- Oczekujemy nowej propozycji ze strony rządu. Liczymy na to, że strona rządowa do dzisiejszego spotkania będzie przygotowana, nie tylko w sensie ugniatania nas apelami o zrozumienie, cierpliwość i zgodę na propozycję podpisaną przez Solidarność, tylko przedstawi nowe rozdanie, które będzie zadowalało tych 600 tys. strajkujących nauczycieli - powiedział Broniarz przed rozpoczęciem rozmów.

 

Jak dodał, związki będą próbowały przekonać stronę rządową, że "odejście od stołu rozmów to nie jest dobry scenariusz". - Wszystko ma określoną cierpliwość, jeżeli strona rządowa nie będzie skłonna przedstawić nam nowych propozycji, to nie zakładam, że będziemy tutaj nocowali, oczekiwali, aż strona rządowa zreflektuje się w swojej propozycji - powiedział.

 

- Skoro tyle set tysięcy nauczycieli i pracowników niebędących nauczycielami w tym strajku bierze udział, to znaczy, że dotychczasowe propozycje rządu są odrzucone - podkreślił.

 

 

"Pole negocjacyjne zawęża się"

 

Szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz, pytany o radykalizacji strajków, przyznał, że pojawiają się np. propozycje strajków okupacyjnych w szkołach.

 

- Nie chcielibyśmy gdybać, jak to dalej się potoczy. Wydawało nam się, że w niedzielę będzie możliwość zakończenia tej kwestii. Strona rządowa uznała, że chce nas wszystkich przeliczyć i doprowadziła do tego, że strajk się rozpoczął. Strajk trwa. Wbrew pierwotnym oczekiwaniom strony rządowej ma tendencje rosnącą, a nie malejącą. Pole negocjacyjne zawęża się w sposób dramatyczny - powiedział.

 

Dodał, że jeśli strona rządowa będzie próbowała przekonać związki do dotychczas przedstawionych propozycji, to "spotkanie zakończy się bardzo szybko".

 

Wcześniej, pytany o brak negocjatora Broniarz stwierdził, że ZNP "zakłada, że na pewno rząd ma dobrą wolę w rozwiązaniu tego konfliktu, podobnie i my. Więc spróbujemy sobie poradzić w tym obecnym schemacie bez mediatora. Pytanie, z czym rząd przychodzi na te rozmowy".

 

 

 

"Egzaminy się odbędą

 

Szydło tłumaczyła na konferencji, że "w tej chwili priorytetem dla rządu są egzaminy młodzieży". - Jesteśmy otwarci na to, by prowadzić rozmowy dalej. Zrobimy wszystko, by te egzaminy przebiegły spokojnie, żeby młodzi ludzie mogli jutro je napisać. Będziemy chcieli przekonać stronę związkową - dwie pozostałe centrale związkowe, czyli ZNP i FZZ, by przystąpiły do porozumienia, które zostało już podpisane w niedzielę przez "Solidarność".

 

Wicepremier zapewniła, że "jutro egzaminy się odbędą". - Odpowiedzialni za nie są dyrektorzy szkół i Centralna Komisja Egzaminacyjna. Szczegóły w tej sprawie będą znane w ciągu dnia, będą też wydawane komunikaty Ministerstwa Edukacji Narodowej - zapowiedziała.

 

Podkreśliła, że obowiązkiem dorosłych jest zapewnienie uczniom spokoju i komfortu podczas rozpoczynających się egzaminów.

 

- Proszę wszystkich nauczycieli, którzy uczestniczą w słusznym proteście, żeby rozważyli możliwość bycia przy swoich uczniach podczas egzaminów - zaapelowała.
 

Zaznaczyła, że rząd przygotował "dobrą ofertę porozumienia ze związkami zawodowymi", która składa się z dwóch części. - Zakłada podwyżkę wynagrodzeń i pokazuje możliwości rozwiązań na przyszłość, które gwarantują jeszcze wyższą podwyżkę - przekazała Szydło. 

 

 

Strajk tuż przed egzaminami

 

Bezterminowy strajk nauczycieli rozpoczął się w poniedziałek. Jutro w całym kraju mają rozpocząć się egzaminy gimnazjalne, któe potrwają do 12 kwietnia. 

 

15, 16 i 17 kwietnia - ma odbyć się egzamin ósmoklasisty, a 6 maja mają rozpocząć się matury. 

 

Spór o wynagrodzenie

 

Rządowe propozycje dla nauczycieli to w sumie prawie 15 proc. podwyżki w 2019 r. (9,6 proc. podwyżki we wrześniu plus wypłacona już 5-procentowa podwyżka od stycznia), skrócenie stażu, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł, zmiana w systemie oceniania nauczycieli i zmniejszenie biurokracji. Rząd przedstawił także nowy kontrakt społeczny dla grupy zawodowej nauczycieli, obejmujący podwyżki i zmianę warunków pracy.

 

Nauczyciel dyplomowany po wprowadzeniu zmian otrzymałby w kolejnych latach, w wariancie pensum 22 h w 2020 - 6128 zł, 2021 - 6653 zł, 2022 - 7179 zł, 2023 - 7704 zł. W przypadku ustalenia pensum na poziomie 24 h (poziom średniej OECD) nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć średnio na następujący wzrost wynagrodzenia 2020 - 6335 zł, 2021 - 7434 zł, 2022 - 7800 zł, 2023 - 8100 zł.

 

Zwiększenie pensum byłoby kroczące i obejmowało cykliczne jego podnoszenie co roku, wraz z przyznaną podwyżką, aż do osiągnięcia pułapu 22 (lub 24) godzin przy tablicy w 2023 roku.

 

Forum Związków Zawodowych i Związek Nauczycielstwa Polskiego w trakcie negocjacji zmodyfikowały oczekiwania (początkowo upominały się o tysiąc zł podwyżki) i obecnie postulują 30 proc. podwyżki rozłożonej na dwie tury - 15 proc. od 1 stycznia i 15 proc. od 1 września br. Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" negocjowała m.in. podwyżkę wynagrodzeń w wysokości 15 proc. od stycznia 2019 r. oraz zmianę systemu wynagradzania, według którego pensje nauczycieli byłyby bezpośrednio powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej.

ml/zdr/ polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze