6-latek przeszedł transplantację narządów szyi i szpiku. "Chłopiec czuje się dobrze"

Technologie

6-letni chłopiec, który 21 marca przeszedł transplantację narządów szyi, a wkrótce potem komórek krwiotwórczych, czuje się dobrze - poinformowali lekarze podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Gliwicach. Czeka go jednak jeszcze długie leczenie i rehabilitacja.

Pacjent - 6-letni Tymek, który przed kilkoma laty doznał bardzo ciężkiego oparzenia powszechnie stosowanym w domach udrożniaczem do rur, a w efekcie - martwicy narządów niezbędnych do jedzenia, mówienia i oddychania - czuje się dobrze.

 

"Jeszcze długa droga"

 

- Przed Tymkiem jeszcze długa droga, ale myślę, że będzie mógł jeść jak każdy z nas, normalnie oddychać, a wierzę, że również mówić - powiedział w poniedziałek podczas konferencji prasowej w Gliwicach szef zespołu chirurgów prof. Adam Maciejewski z Centrum Onkologii.

 

21 marca w innym czołowym ośrodku transplantacyjnym, dysponującym jednocześnie oddziałem pediatrycznym - Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu - gliwiccy lekarze podczas 15-godzinnej operacji przeszczepili chłopcu narządy pobrane od zmarłego dawcy: nasadę języka, krtań, gardło, część szyjną przełyku, tchawicę, tarczycę i przytarczyce, kość gnykową, mięśnie krótkie szyi oraz wszystkie cztery nerwy, które unerwiają ruchowo i czuciowo krtań.

 

Podano odpowiednio spreparowany szpik

 

10 dni później, kiedy układ odpornościowy Tymka był wciąż sparaliżowany koniecznymi dawkami leków przeciwko odrzutowi, podano mu odpowiednio spreparowany szpik, pobrany od tego samego zmarłego dawcy.

 

- Chodziło o to, aby komórki szpiku dawcy i biorcy "polubiły się" i zaakceptowały przeszczepione narządy szyi - wyjaśnił kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii w gliwickim szpitalu prof. Sebastian Giebel.

 

Leczenie immunosupresyjne jest obciążające dla pacjenta, a w przypadku transplantacji narządów szyi i głowy jest konieczne do końca życia. Upośledza układ odpornościowy, narażając na częstsze i cięższe infekcje. Może się też przyczyniać do rozwoju cukrzycy, nadciśnienia, uszkodzenia nerek, nowotworów, a w konsekwencji skracać życie. Prof. Giebel przyznał, że do wkroczenia na tę pionierską ścieżkę leczenia lekarzy zmobilizował fakt, że biorcą przeszczepu jest dziecko, o którym trzeba myśleć w perspektywie kilkudziesięciu lat życia.

 

Otrzymuje leki przeciwko odrzutowi

 

Tymek na razie otrzymuje leki przeciwko odrzutowi, ale dzięki przeszczepowi szpiku po roku od zabiegu ich dawki zostaną zmniejszone, a po dwóch latach być może całkowicie odstawione.

 

- Ta terapia ma charakter eksperymentalny, jest pierwszą taką próbą na świecie. Jeśli ta próba nam się uda, jeśli wykażemy skuteczność takiego działania, to może mieć to charakter przełomu w transplantologii - powiedział prof. Giebel, podkreślając, że sukces w leczeniu Tymka będzie wymagał jeszcze weryfikacji w dalszych badaniach.

 

Jeśli jednak potwierdzą się założenia lekarzy, to ten przypadek może okazać się przełomem w medycynie, pozwalając ograniczyć, a może nawet wyeliminować stosowane po przeszczepach obciążające leczenie immunosupresyjne.

 

Przełom w medycynie

 

- Być może dziś stajemy się świadkami przełomu w medycynie, nowej epoki w transplantologii, a nawet jeśli nie, to niewątpliwie jesteśmy obserwatorami naukowej podróży w nieznane, wyprawy odkrywczej, która wyruszyła stąd, z Instytutu Onkologii w Gliwicach. Dwa zespoły zabiegowe kierowane mądrością i pasją przez profesorów Adama Maciejewskiego i Sebastiana Giebla dokonały pionierskiego w skali światowej zabiegu transplantacyjnego u dziecka makabrycznie pozbawionego przez los dzieciństwa - powiedział dyrektor Centrum Onkologii w Gliwicach prof. Krzysztof Składowski, podkreślając, że stało się to możliwe dzięki wsparciu Ministerstwa Zdrowia.

 

- Śląsk przoduje w wyjątkowych i innowacyjnych terapiach, i Bogu dzięki - powiedział podczas konferencji minister zdrowia Łukasz Szumowski.

 

"Polska medycyna jest na światowym poziomie"

 

- To pokazuje, że polska medycyna jest na światowym poziomie, że może wyznaczać kierunki i trendy i potrafi w tak wyjątkowych sytuacjach wykonać wyjątkowo skomplikowane zabiegi po to, by małe dziecko dotknięte tak dramatycznie przez los mogło iść przez życie w najlepszy możliwy sposób. Dziękuję i gratuluję - dodał. Zapowiedział też, że zwróci się do prezydenta RP o odznaczenia dla wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie.

 

Tymek w wieku 13 miesięcy połknął granulat ługu sodowego, używany powszechnie w domach do udrożniania rur, który zniszczył mu nasadę języka, krtań, gardło, tchawica oraz przełyk aż do poziomu żołądka. Od wypadku nie jadł pokarmów stałych, żywiony był wyłącznie dojelitowo i oddychał przez rurkę tracheostomijną. Nie nauczył się mówić.

 

"Nie sposób się pozbyć tego bagażu i wspomnień"

 

Ojciec chłopca opowiadał podczas konferencji, jak wcześniejsze zabiegi przeprowadzone przez chirurgów rekonstrukcyjnych w Gliwicach - przeszczepy twarzy oraz narządów szyi u dorosłych - dały całej rodzinie nadzieję, że ci specjaliści pomogą również Tymkowi. Sami zgłosili się do prof. Maciejewskiego. Teraz koncentrują się na właściwej rehabilitacji. Pan Robert mówił, że syn dzielnie znosi konieczność różnych zabiegów i ćwiczeń, choć czasem bywa nimi zmęczony.

 

- Nie sposób się pozbyć tego bagażu i wspomnień z tych wszystkich lat… Teraz, wiadomo, najbardziej życzylibyśmy sobie tego momentu, kiedy uda mu się wyartykułować w mniej lub bardziej poprawny sposób te podstawowe dwa słowa: mama i tata - powiedział.

 

Gliwiccy lekarze nie precyzują na razie, kiedy Tymek będzie mógł opuścić szpital. Jego leczenie ma być następnie kontynuowane w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

msl/ Polsat News, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze