ZNP: strajk rozpocznie się w poniedziałek 8 kwietnia

Polska

"Dotychczasowe propozycje rządu nie dają podstaw do odwołania strajku w ramach legalnie toczącego się sporu zbiorowego. Strajk rozpocznie się od 8 kwietnia 2019 roku" - głosi popołudniowy komunikat podpisany przez prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza i szefa Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomira Wittkowicza.

"Dzisiaj rozpoczynamy kampanię informacyjną skierowaną do rodziców, do szkół trafią plakaty informujące o przyczynach protestu z prośbą o zrozumienie" - czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na stronie ZNP.

 

Z kolei Rada Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" przyjęła w piątek stanowisko mówiące, że pozostaje w sporze zbiorowym do czasu podpisania ze stroną rządową porozumienia uwzględniającego dotychczas wynegocjowane postulaty NSZZ "Solidarność". 

 

"Na takie zmiany w Karcie nauczyciela nie ma zgody naszego związku"

 

W komunikacie podkreślono, że dotychczas udało się wywalczyć: 15-procentową podwyżkę wynagrodzeń w 2019 r. (nadal negocjowany jest termin wprowadzenia) oraz deklarację zmiany systemu wynagradzania nauczycieli (na przełomie czerwca i lipca ma zostać przedstawiony projekt zmian systemu wynagradzania, według którego pensje nauczycieli miałyby być powiązane z wysokością przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej).

 

Wśród wynegocjowanych punktów wskazano także wycofanie się z niekorzystnych dla nauczycieli przepisów dotyczących awansu zawodowego i oceny pracy nauczycieli (powrót do wcześniejszych przepisów sprzed września 2018 r.) oraz ustalenie minimum wysokości dodatku za wychowawstwo, który ma wynosić 300 zł.

 

Oświatowa "Solidarność" krytycznie odniosła się zaś do przedstawionej w piątek przez rząd propozycji zwiększenia pensum nauczycieli. Podkreślono, że "na takie zmiany w Karcie nauczyciela nie ma zgody naszego związku".

 

Rząd zaproponował związkowcom wzrost wynagrodzeń nauczycieli do roku 2023, pod warunkiem wzrostu pensum. Najwyższa pensja mogłaby wtedy wynieść 8100 zł brutto. 

 

"Dwie centrale związkowe podtrzymały wolę strajku w czasie egzaminów"

 

- Składamy ofertę składającą się z dwóch części. Pierwsza, to zobowiązania, które podjęliśmy już wcześniej podczas naszych rozmów - we wrześniu podwyżka wynagrodzeń, druga w tym roku, pierwsza 5 proc. była w styczniu, teraz we wrześniu kolejna, w sumie 15 proc. w tym roku - powiedziała po rozmowach wicepremier Beata Szydło.

 

- Po drugie, skrócenie awansu zawodowego, skrócenie stażu. Po trzecie, ustalenie minimalnej kwoty dodatku za wychowawstwo w wysokości 300 zł. Po czwarte, zmiana w systemie oceniania nauczycieli i wreszcie po piąte, redukcja obciążeń biurokratycznych, które dotyczą przede wszystkim nauczycieli i dyrektorów - to jest ta propozycja, którą podtrzymujemy i jesteśmy gotowi podpisać porozumienie. "Solidarność" zadeklarowała, że ją to satysfakcjonuje i jest gotowa porozumienie podpisać - dodała.

 

- Druga cześć naszej oferty to nowy kontrakt społeczny dla nauczycieli dotyczący wzrostu wynagrodzeń. Mieści się to w zmianach systemowych, które nazwaliśmy nowym paktem dla oświaty. Jesteśmy po rozmowach. Warunkiem, który dla nas jest bardzo ważny, to jest kwestia strajku przede wszystkim w czasie egzaminów. Muszę stwierdzić z przykrością, że dwie centrale związkowe podtrzymały wolę strajku w czasie egzaminów, ale mamy jeszcze czas, rząd jest gotowy do rozmów - podkreśliła Szydło.

 

Wicepremier zaznaczyła, że ZNP i FZZ nie odrzuciły nowej propozycji, czyli kontraktu społecznego. 

 

"Dla rządu warunkiem jest, żeby w czasie egzaminów nie było strajku"

 

Szydło powiedziała, że między rządem a stroną społeczną jest rozbieżność stanowisk. Powodem tego - według wicepremier - jest to, że rząd chce wprowadzić zmianę systemową i proponuje podwyżki, a strona społeczna "ciągle to odrzuca". Wskazała też, że związkowcy chcą rozmawiać o przedstawionej propozycji o zmianach w pensum i wyraziła nadzieję, że potwierdzą to na konferencji.

 

Jak podkreśliła, ze strony społecznej nie ma w tej chwili woli podpisania porozumienia. - To porozumienie jest również możliwe wtedy, kiedy w czasie egzaminów nie będzie strajku - zaznaczyła. - Zwracamy się z apelem, żeby w czasie egzaminów ten strajk został złagodzony - dodała Szydło.

 

Wicepremier powiedziała, że to nie od niej zależy teraz, czy będą podwyżki i czy unowocześniony zostanie system gwarantujący podwyżki wynagrodzeń w oświacie. - To zależy od strony społecznej - wskazała. Według Szydło od początku ta propozycja była jednak "torpedowana". - Z przykrością twierdzę, że nasi partnerzy woleli poprzez tweety, czy wychodząc do państwa (dziennikarzy - red.), się komunikować - dodała.

 

Jej zdaniem przedstawiona przez rząd kolejna propozycja jest "najlepsza, przemyślana i przygotowana". - Czekamy na odpowiedź strony społecznej, kiedy będzie gotowa do rozmów - zadeklarowała. - Dla rządu warunkiem, który chcielibyśmy żeby był spełniony przy rozmowach jest to, żeby w czasie egzaminów nie było strajku - podkreśliła wicepremier.

 

 

- Przystępujemy do prac nad zmianami systemowymi. Do połowy maja przygotowujemy założenia projektu ustawy, do końca czerwca zakończymy proces legislacyjny i od nowego roku szkolnego wchodzimy już z tym nowym projektem, z tymi zmianami - poinformowała wicepremier.

 

- Zmiany pensum i zmiany systemowe będą wprowadzane krok po kroku, czyli od roku szkolnego 2020 byłaby już nowa struktura wynagrodzeń i organizacji tych zasad zatrudnienia nauczycieli - podkreśliła Szydło.

 

Jak dodała, "rozpoczynamy prace od razu, kiedy będzie tylko wola ze strony partnerów społecznych".

 
"Założenia obejmują także prognozę naturalnych odejść nauczycieli z zawodu (m.in. w związku z emeryturą). Średnia odejść z lat 2010-2018 wynosi w granicach 25-30 tysięcy rocznie, a 80 proc. odchodzących nauczycieli nie jest zastępowana. Szacunki sugerują, że pozwala to na wprowadzenie zmian bez jakiejkolwiek dodatkowej redukcji kadry" - wynika z informacji przekazanej dziennikarzom podczas konferencji prasowej.

 

"Nie zachodzą żadne okoliczności, abyśmy mogli dyskutować o wstrzymaniu strajku"

 

Po wysłuchaniu propozycji rządu do dziennikarzy wyszedł prezes ZNP. - Zastawiamy się nad tym, po co była wobec tego pierwotna propozycja rządu, skoro ta dzisiejsza tylko zaognia konflikt, a nie łagodzi - powiedział Broniarz.

 

 

- Nie zachodzą żadne okoliczności, żadne przesłanki, które dawałyby nam legitymację do tego, abyśmy mogli dyskutować o wstrzymaniu akcji strajkowej w poniedziałek - podkreślił Broniarz na konferencji po zakończeniu rozmów. - Związki zawodowe przedstawiły swoją propozycję, wielokrotnie modyfikowaną, wzrostu wynagrodzeń nauczycieli w roku 2019, przy tej propozycji obstajemy - dodał. 

 

Zaznaczył, że "strona rządowa w ogóle do tej propozycji merytorycznie nie chciała się odnieść, posługując się tylko wielkimi liczbami, a więc przy tych wielkich liczbach pozostając, ustępstwa związków zawodowych w tym zakresie sięgają kwoty 10 mld zł, więc to nie jest tak, że nie jesteśmy elastyczni".

 

- Nie mam pretensji do pani premier Szydło o to, że prezentując stanowisko strony rządowej nie do końca była przekonana do tego, co prezentuje. Nie oczekuję, że będzie znała różnicę między zmniejszeniem a zwiększeniem pensum, że będzie obracała się w kategorii informacji o wynagrodzeniu zasadniczym w relacji do średniej, to powinna wiedzieć minister finansów, ale epatowanie opinii publicznej faktem, że nauczyciele będą zarabiali w 2023 r. kwotę ponad 8 tys. zł tak na dobrą sprawę przy braku odpowiedzi na pytanie: ile będzie wynosiło wynagrodzenie zasadnicze, jest pustą deklaracją  - tłumaczył Broniarz.

 

Jak dodał, "antycypowanie zdarzeń przyszłych i niepewnych za cztery lata przy braku wiedzy, jaka będzie dynamika wzrostu gospodarczego, jak się będzie kształtował PKB, jakie będą relacje płacowe, to jest po prostu próba tylko i wyłącznie powiedzenia, że coś oferujemy, ale do końca nie jesteśmy przekonani, czy to będzie miało rację bytu".

 

 

"Ochłapy rzucone pracownikom oświaty"

 

Szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz poinformował, że związek nie podpisze propozycji porozumienia, która - jak stwierdził - oznaczałaby "tylko i wyłącznie, że na stole leżą ochłapy rzucone pracownikom oświaty".

 

- Na naszą propozycję z 3 kwietnia rząd dzisiaj nie przedstawił pisemnego stanowiska, nie przedstawił również pisemnego stanowiska dotyczącego tego szumnie ogłoszonej propozycji paktu społecznego dla oświaty - powiedział. Dodał, że nowa propozycja oznacza, że "rząd nam proponuje zwolnienie od 20-33 proc. dzisiaj pracujących nauczycieli".

 

Wittkowicz podkreślił, że związki zawodowe zapoznały się z nową propozycją rządu na konferencji prasowej wicepremier Szydło. "Skandalem jest fakt prowadzenia negocjacji w taki sposób, że przedstawiciele środków masowego przekazu dostają wszystkie materiały a strony negocjujące nie mają na stole niczego".

 

- Jeżeli za 40 parę godzin ma rozpocząć się w Polsce strajk generalny w oświacie i strona rządowa podsyca niepokoje i ten pożar gasi dolewając do niego benzyny, to jest to skrajnie nieodpowiedzialna postawa. Jeżeli do tego strajku w poniedziałek dojdzie, a na 99 proc. tak będzie, to jest to odpowiedzialność personalna osób negocjujących ze strony rządowej z panią premier Beatą Szydło na czele - podkreślił Wittkowicz.

 

Dodał, że Forum Związków Zawodowych tak jak ZNP nie znajduje podstaw do tego, żeby zawiesić lub wstrzymać zapowiadany strajk. - Wobec tego 8 kwietnia rozpoczyna się bezterminowy strajk w polskiej oświacie - oświadczył.

 

"Nie będziemy zwalniać pracowników, żeby reszta mogła lepiej zarabiać"

 

- Jesteśmy trochę rozczarowani, ponieważ nasz związek szczególnie akcentował zmianę systemu wynagrodzenia i chcieliśmy przepracować ten punkt, szczególnie jako punkt, który będzie podstawą do zmiany w systemie edukacji - podkreślił z kolei szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa.

 

Zaznaczył, że Solidarność została "zaskoczona nową propozycją rządu". - Jako związek zawodowy sceptycznie się do tego odnosimy, ponieważ to niesie za sobą dość liczne zwolnienia pracowników i na to na pewno się nie zgodzimy - podkreślił. - Nie bylibyśmy związkiem zawodowym, który by robił coś takiego, że zwalnia 10 czy 20 proc. pracowników, żeby reszta mogła lepiej zarabiać, nie o to nam chodzi - dodał.

 

Proksa podkreślił, że "na dzień dzisiejszy nie ma porozumienia" z rządem. 

 

 

"Propozycja przewiduje znaczący wzrost wynagrodzeń, uwzględniający także systemowy skok efektywnościowy - zwiększenie wymiaru pensum w kierunku średniej OECD w dwóch wariantach. Wymiernym efektem nowego kontraktu społecznego są wyższe wynagrodzenia, które już w 2023 roku wyniosą - w zależności od wybranego wariantu - dla nauczyciela dyplomowanego 7700 zł lub 8100 zł brutto miesięcznie" - podkreśla kancelaria premiera na swojej stronie, w opublikowanym w piątek komunikacie.

 

Dodaje, że podwyżki obejmą wszystkie grupy nauczycieli (stażystów, kontraktowych, mianowanych i dyplomowanych), a w przypadku ostatniego stopnia awansu zawodowego zakładane są podwyżki od 2100 złotych do nawet 2500 złotych miesięcznie w ciągu czterech lat.

 

"Zakładamy, że średnio nauczyciel dyplomowany po wprowadzeniu zmian otrzyma w kolejnych latach, w wariancie pensum 22 h w 2020 - 6128 zł, 2021 - 6653 zł, 2022 - 7179 zł, 2023 - 7704 zł. W przypadku ustalenia pensum na poziomie 24 h (poziom średniej OECD) nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć średnio na następujący wzrost wynagrodzenia 2020 - 6335 zł, 2021 - 7434 zł, 2022 - 7800 zł, 2023 - 8100 zł" - wylicza kancelaria premiera.

 

Podkreśla przy tym, że zwiększenie pensum byłoby "kroczące i obejmowało cykliczne jego podnoszenie co roku, wraz z przyznaną podwyżką, aż do osiągnięcia pułapu 22 (lub 24) godzin przy tablicy w 2023 roku".

 

"Założenia obejmują także prognozę naturalnych odejść nauczycieli z zawodu (m.in. w związku z emeryturą). Średnia odejść z lat 2010-2018 wynosi w granicach 25-30 tysięcy rocznie, a 80 proc. odchodzących nauczycieli nie jest zastępowana. Szacunki sugerują, że pozwala to na wprowadzenie zmian bez jakiejkolwiek dodatkowej redukcji kadry" - czytamy na stronie.

 

O szczegółach rządowej propozycji mówił reporter Polsat News Bartosz Kwiatek. Zobacz wideo: 

 

 

Kancelaria premiera przekonuje przy tym, że jesteśmy świadkami "strukturalnej zmiany w obszarze oświaty, która wymaga reakcji i dialogu pomiędzy związkami zawodowymi a rządem i samorządami", a propozycja, która padła w piątek uwzględnia zarówno "trend demograficzny (spadającą liczbę uczniów), jak i naturalne odejścia nauczycieli z zawodu (np. w związku z osiągnięciem wieku emerytalnego)".

 

Jak podano na stronie, według danych OECD obecnie w Polsce na jednego nauczyciela pracującego w szkole przypada 11 uczniów przy europejskiej średniej na poziomie 15 uczniów.

 

"Analizy OECD wskazują także, że Polska jest na ostatnim miejscu pod względem tzw. godzin przy tablicy spędzanych przez nauczyciela. W naszym kraju jest to ok. 564 godziny rocznie (co daje średnią 3,15 h dziennie), podczas gdy średnia państw OECD wynosi 778 godzin (o ponad 1/3 więcej niż w przypadku Polski)" - podała kancelaria premiera.

 

Dodano też, że w latach 2006-2018 populacja dzieci i młodzieży do 19 lat spadła o około 16 proc., a w tym samym czasie, zgodnie z danymi MEN, liczba nauczycieli wzrosła o ok. 9 proc.

 

Możliwość wznowienia rozmów w niedzielę

 

- Strony nie porozumiały się, ubolewam nad tym - podkreśliła szefowa Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias, która pełni funkcję przewodniczącej Rady Dialogu Społecznego. - W związku z tym zaproponowałam stronom, że jeżeli któraś z nich będzie miała propozycję, to możemy wznowić rozmowy w niedzielę o godz. 18 - poinformowała.

 

Jednocześnie wskazała, że "ze smutkiem obserwowała konferencję prasową strony rządowej, na której przedstawiono prezentację". Jej zdaniem, prezentacja ta została przygotowana "tylko na potrzeby mediów".

 

- Powinna być przedstawiona najpierw wszystkim stronom w pokoju obrad; to wydaje się, że oddala te strony jeszcze bardziej od tego, co bardzo mocno budowaliśmy przez ostatnie 5 dni rozmów - oceniła przewodnicząca FZZ.

 

Propozycje rządu

 

Elżbieta Rafalska na konferencji po porannych rozmowach ze związkami zawodowymi przybliżyła propozycje rządu. Wśród nich wymieniła m.in. "przyspieszenie podwyżek wynagrodzeń z budżetu państwa w wysokości 667 mln złotych na wdrożenie drugiej podwyżki; po drugie wprowadzenie dodatkowej podwyżki płac nauczycieli od września 2019 r., co pozwoliłoby osiągnięcie 15-procentowego wzrostu wynagrodzeń w stosunku do stanu obowiązującego do grudnia 2018 r.".

 

- W ten sposób wynagrodzenie nauczycieli od września 2019 r. wzrośnie o 9,6 proc. - podkreśliła szefowa MRPiPS.

 

Rafalska zwróciła również uwagę na proponowane wynagrodzenie za prowadzenie zajęć rozwijających zainteresowania. - To wydatki na 10 lat planowane na kwotę rzędu 1,9 mld złotych - powiedziała. Wśród innych propozycji wskazała również na "skrócenie stażu nauczycielskiego dla stażysty do 9 miesięcy, skrócenie dla nauczycieli kontraktowych obowiązkowego okresu przepracowania przed rozpoczęciem stażu na kolejny stopień awansu do 2 lat, a dla nauczycieli mianowanych do roku".

 

Jak dodała, są to także dodatkowe świadczenia dla nauczycieli na start w wysokości 100 złotych oraz stały dodatek za wychowawstwo w wysokości 300 złotych. - Do tej propozycji ZNP i FZZ odniosły się negatywnie; ta propozycja jest ciągle na stole - podkreśliła Elżbieta Rafalska. 

 

"Mam nadzieję, że uczniowie będą spokojnie pisali egzaminy"

 

- Rozpoczynamy rozmowy w sprawie propozycji, które zostały złożone przez stronę społeczną przedwczoraj, a rząd zgodnie z naszą deklaracją przedstawi też swoją propozycję. Rząd przedstawi stronie społecznej nowy pakt społeczny dla oświaty, dla nauczycieli. To propozycja, która zakłada zmiany systemowe i jednocześnie w ramach tych zmian propozycje wzrostu wynagrodzeń dla nauczycieli. Mam nadzieję, że strona społeczna go zaakceptuje i będziemy mogli rozpocząć prace nad tymi zmianami już zaraz po naszych rozmowach, a młodzież i uczniowie spokojnie będą pisali egzaminy w przyszłym tygodniu - mówiła przed rozpoczęciem rozmów wicepremier Beata Szydło.

 

 

"Dzisiejsze rozmowy będą przebiegały w większym napięciu"

 

- Wydaje się, że jesteśmy w takim punkcie, w którym możemy powiedzieć, że pole manewru jest znakomicie ograniczone. Niestety sytuacja uległa radykalnej zmianie po głupiej i krzywdzącej wypowiedzi pana Adama Bielana i nie chodzi tylko o samą wypowiedź, ale o to, że to stanowisko stało się przekazem dnia PiS i prawicowych mediów, co spowodowało, że środowisko nauczycieli, także tych, którzy do związku nie należą z ogromną dezaprobatą odniosło się do tego, co pan Bielan powiedział, bo to jest próba upolitycznienia tego procesu, a staramy się w sposób jednoznaczny wskazywać na to, że tu nie ma jakiegokolwiek elementu, który nawiązywałby do tezy pana Bielana - powiedział przed rozpoczęciem rozmów prezes ZNP Sławomir Broniarz.

 

Broniarz stwierdził, że w związku z tym "dzisiejsza tura rozmów będzie przebiegała w daleko większym napięciu, przynajmniej mówię o stanowisku ZNP". - To próba absolutnie upolitycznienia tego dyskursu, tego dialogu, tych negocjacji i teza skrajnie nieprawdziwa i krzywdząca oraz w moim przekonaniu podważająca wiarygodność strony rządowej, bo jeszcze trzy dni temu pani premier sama apelowała, abyśmy wyciszyli emocje i skupili się na meritum sprawy - dodał.

 

Chodzi o wypowiedź wicemarszałka Senatu, który stwierdził, że akcja, "którą pan Broniarz organizuje od wielu miesięcy, była zaplanowana już w zeszłym roku w gabinecie Grzegorza Schetyny".

 

"Mam nadzieję, że te harce były tylko elementem gry"

 

- To, co Związek Nauczycielstwa Polskiego zaproponował, jest maksymalnym ustępstwem wobec tego wszystkiego, co było przedmiotem negocjacji w momencie ich rozpoczynania. To jest jednoznaczne stanowisko nauczycieli, którzy do tego protestu się dołączyli, którzy od wczoraj wręcz mobilizują nas do tego, abyśmy walczyli o to, co jest przedmiotem naszych oczekiwań - podkreślił prezes ZNP. Prezes ZNP zaznaczył, że "sytuacja nauczycieli i ich determinacja rośnie z każdą godziną".

 

Z kolei szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz wyraził nadzieję, że piątkowe spotkanie zakończy się "poważną ofertą ze strony rządu". - Mam nadzieję, że te harce, które miały miejsce wczoraj także na komisji sejmowej, były tylko elementem gry, a nie rzeczywiście zmianą strategii strony rządowej, ponieważ one są przeciwskuteczne. Po każdym takim wystąpieniu mamy kolejne deklaracje z placówek - które do tej pory były dość dalekie od podejmowania akcji protestacyjno-strajkowych - o tym, że wszczynają wszystkie procedury po to, by przyłączyć się do akcji od 8 lub 9 kwietnia, w zależności od tego, na jakim etapie rozwiązania sporów zbiorowych są. Cały czas apelujemy do strony rządowej o poważne podejście - podkreślił. 

 

 

Szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa zadeklarował, że "Solidarność" dąży do konsensusu, "bo to najszybciej i najłatwiej uspokoi nastroje". Pytany, czy możliwe jest podpisanie w piątek przez "Solidarność" porozumienia, odpowiedział, że "wszystko zależy od tego, co zostanie przedstawione przez panią premier".

 

- Mamy nadzieję, że ta dzisiejsza oferta, którą obiecała pani premier spowoduje, że nastąpi zbliżenie na tyle stron, że będziemy w stanie się porozumieć - powiedział.

 

Proksa powiedział, że nadal nie przedstawiono propozycji w pełni realizującej płacowe oczekiwania "Solidarności". - My mamy jeszcze jeden niezrealizowany postulat i to ten najważniejszy, czyli płacowy. On jest tylko w minimalnym stopniu zrealizowany - powiedział. Oszacował, że do realizacji postulowanej przez "S" 15-procentowej podwyżki od 2019 r. "brakuje ok. 2,5 do 2,7 mld zł". "To jest to minimum, jakie byśmy dzisiaj oczekiwali" - dodał.

 

Proksa był też pytany, czy może zdarzyć się sytuacja, że część działaczy "S" przystąpi do strajku, nawet jeśli związek podpisze porozumienie z rządem. - Jeżeli część nie będzie zadowolona i podejmie taką akcję, to jest już ich odpowiedzialność osobista. Nie wiem, jaką decyzję dziś podejmie Krajowa Rada Oświaty i Wychowania, która się zbiera w Warszawie i oceni to, co tutaj zostało przedstawione i wtedy dopiero zapadnie decyzja - powiedział. 

 

Spotkanie odbyło się w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" przy ul. Limanowskiego w Warszawie.

 

Uczestniczyli w nim m.in. wicepremier Beata Szydło, minister edukacji narodowej Anna Zalewska, wiceminister edukacji Maciej Kopeć, minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska, wiceminister finansów Tomasz Robaczyński, szef kancelarii premiera Michał Dworczyk i sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera.

 

Stronę związkową reprezentowali m.in.: prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias, szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa i szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Jan Guz.

 

Wrześniowa podwyżka o 9 proc.

 

Od ubiegłego tygodnia trwają rozmowy strony rządowej ze związkowcami w ramach Rady Dialogu Społecznego. Po ostatnim posiedzeniu RDS, które odbyło się w środę wicepremier Beata Szydło zapowiedział, że w piątek w imieniu rządu zaprezentuje nową propozycję, przedstawi też stanowisko wobec propozycji ZNP i FZZ.

 

W poniedziałek na nadzwyczajnym posiedzeniu RDS, do dotychczasowych propozycji złożonych przez MEN podczas styczniowych negocjacji, wicepremier Szydło dodała skrócenie ścieżki awansu zawodowego, m.in. stażu dla nauczyciela stażysty do 9 miesięcy, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł i zmniejszenie biurokracji. We wtorek w imieniu rządu zadeklarowała "inne ukształtowanie wzrostu wynagrodzeń w oświacie - na zasadzie zmiany w rozdysponowaniu dodatków" tak, by we wrześniu wynagrodzenia nauczycieli wzrosły nie o 5, lecz o ponad 9 proc.

 

Rząd chce porozumienia ze wszystkimi związkami 

 

Z kolei ZNP i FZZ wycofały się we wtorek z żądania podwyżki o 1000 zł od stycznia tego roku, na rzecz 30-procentowego wzrostu wynagrodzeń. Na spotkaniu w środę wieczorem ZNP i FZZ po raz kolejny zmodyfikowały swój postulat - zaproponowały by wzrost o 30 proc. rozłożyć na dwie raty: 15 proc. od 1 stycznia, 15 proc. od 1 września.

 

W środę przed porannym spotkaniem ze związkowcami Szydło deklarowała, że "rozmowy będą trwały tak długo, aż zostanie podpisane porozumienie". Szydło powtórzyła wówczas po raz kolejny, że chce podpisać porozumienie ze wszystkimi centralami związkowymi, "bo to oznacza, że podpisuje porozumienie z reprezentacją, która reprezentuje całe środowisko nauczycielskie".

 

- Natomiast musi być wola z obu stron, ja jestem gotowa podpisać je z wszystkimi - zadeklarowała. Wicepremier po raz kolejny zaapelowała też do stron by zawiesiły protest na czas egzaminów.

 

W ramach negocjacji płacowych, które rozpoczęły się w styczniu minister edukacji narodowej Anna Zalewska zaproponowała nauczycielom przyspieszenie trzeciej z zapowiedzianych pięcioprocentowych podwyżek. Chodzi o trzy podwyżki wynagrodzeń nauczycieli po 5 proc. zapowiedziane w 2017 r. przez ówczesną premier Beatę Szydło. Pierwszą podwyżkę nauczycielom przyznano od kwietnia 2018 r., drugą - od stycznia 2019 r. (Wprowadzenie tych podwyżek poprzedziła waloryzacja w 2017 r.).

 

Trzecią podwyżkę nauczyciele mają otrzymać - zgodnie z projektem nowelizacji ustawy Karta nauczyciela, który trafił na początku marca do konsultacji - we wrześniu 2019 r. Pierwotnie trzecią podwyżkę nauczyciele mieli dostać styczniu 2020 r. 

maw/prz/luq/ PAP, Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze