Pomagał w usuwaniu skutków nawałnicy. Dziś sam ma poważne kłopoty

Polska

Gdy pan Janusz popadł w długi, rzeczoznawca oszacował wartość jego trzyipółhektarowej działki na 638 tys. złotych. Pan Janusz zamówił jednak swoją wycenę, która opiewała na ponad 3,5 miliona złotych. Mężczyzna oddał sprawę do prokuratury. Kolejny biegły wycenił działkę na niecałe 3 miliony. Mimo to, komornik zlicytowała majątek za pół miliona. Sprawa utknęła w prokuraturze. Materiał "Interwencji".

Latem 2017 roku przez niewielką miejscowość Rytel, położoną w sercu Borów Tucholskich, przeszła nawałnica stulecia. Zabiła sześć osób. Zniszczyła tysiące hektarów lasów.

 

Lokalny przedsiębiorca, 66-letni dziś letni Janusz Mundry chciał pomóc w usuwaniu skutków nawałnicy. Udostępnił wówczas swoją trzyipółhektarową działkę z zabudowaniami i dostępem do rzeki. Tak było aż przez pięć miesięcy.

 

- Udostępnił ten plac dla wojska, dla straży, dla wszystkich służb. One tam miały swój sztab dowodzenia. Pan Janusz wszystko to robił bezpłatnie, społecznie – mówi pan Jarosław, mieszkaniec Rytla.

 

Kłopoty Janusza Mundrego zaczynają się w 2010 roku. Przedsiębiorca sprzedawał wówczas specjalistyczne maszyny rolnicze, które sprowadzał z Francji. Interes szedł dobrze do czasu, gdy jeden z kontrahentów nie zapłacił. Sprawa trafiła do pani komornik, która zamówiła ekspertyzę rzeczoznawcy. Ten wycenił majątek na 638 tysięcy złotych. W maju 2018 majątek został sprzedany za pięćset tysięcy.

 

- Nie dostałem żadnego zawiadomienia o wielkości wyceny. O fakcie dowiedziałem się na niecały miesiąc przed licytacją - twierdzi pan Janusz w rozmowie z reporterem "Interwencji".

 

Reporter: Nie było wcześniej prób kontaktu?
Pan Janusz: Ona wysyłała wcześniej, ale ja nie dostałem awiza. To było miesiąc po nawałnicy. Poczta trochę po tej nawałnicy też nie działała, jak powinna. Bo trzeba było nieraz przesyłki w sklepie odbierać. A nikt nie wiedział, że tam jest przesyłka. Bo awizo nikt nie dostał.

Nam udało się porozmawiać z rzeczoznawcą, który wykonał wycenę majątku na zlecenie komornika. Twierdzi, że błędu nie popełnił.

 

- Wycena została wykonana zgodnie z przepisami. Metodą porównania parami. Czyli do porównania brałem transakcje najbardziej podobne z lokalnego rynku nieruchomości - mówi rzeczoznawca Krzysztof Furman.

 

"To są śmieszne pieniądze"

 

Tymczasem pan Janusz nie zgodził się z wyceną i zamówił własną. Ta opiewała na ponad trzy i pół miliona złotych. Sprawa trafiła do prokuratury, która też zamówiła wycenę. Ta opiewała na niecałe trzy miliony. Mimo to, prokuratura sprawę umorzyła. Pan Janusz złożył zażalenie.

 

- Dla mnie to są śmieszne pieniądze, każdy człowiek jest w stanie wykupić. Ten plac stwarza wiele możliwości, leży przy rzece, w centrum wioski, która jest centrum Borów Tucholskich – mówi pan Jarosław, mieszkaniec Rytla.

 

"(…) prokurator nadzorujący niniejsze postępowanie obecnie realizuje czynności zmierzające do zweryfikowania poprawności metod przyjętych przy opracowywaniu opinii przygotowanej przez Pana Krzysztofa Furmana. W tym celu (…) zlecono uzyskanie opinii Zawodowej Organizacji Rzeczoznawców Majątkowych (…)" - czytamy w piśmie od Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

 

"Oni to chcieli celowo zaniżyć"

 

Reporter: Chodzi o to, że według pana nikt by jej nie kupił za więcej niż 600 tysięcy?
Rzeczoznawca Krzysztof Furman: Tak mi się wydaje, ponieważ doskonałym weryfikatorem jest zawsze przetarg. Było 9-ciu licytantów, którzy się bili o tę nieruchomość. I tych 9 osób doszło do wniosku, że to jest góra tyle warte. Nikt więcej nie chciał dać za nią. Cena uzyskana na przetargu pokazuje wartość rynkową nieruchomości.

 

- Jestem do dzisiaj nawet przekonany, że oni to chcieli celowo zaniżyć. Może nie będziemy w stanie udowodnić, ale ja jestem przekonany, że to udowodnimy - mówi pan Janusz

zdr/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze