Brudziński o szukaniu Falenty: detektyw Rutkowski ruszył do akcji? Rozwiążmy policję, ja do dymisji

Polska

- Nie takich kozaków polska policja łapała. Siedem tysięcy osób jest poszukiwanych przez policję. Marek Falenta zostanie doprowadzony do więzienia, tak samo jak inni groźni przestępcy - powiedział Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznych i administracji w programie "Graffiti" w Polsat News. Zapowiedział także, że w najgorętszym okresie kampanii wyborczej do Europarlamentu pójdzie na urlop.

Joachim Brudziński podkreślił, że policja szuka Marka Falenty i robi to dobrze. Marek Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia. Został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku pozbawienia wolności, w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Jego obrońcy złożyli kasację do Sądu Najwyższego, czekają także na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, do którego w styczniu ubiegłego roku trafił wniosek o ułaskawienie Falenty.

 

Policja da radę. Falenta trafi do więzienia

 

Falenta poszukiwany jest obecnie listem gończym.

 

- Policja da radę - powiedział Brudziński zapytany o deklarację Krzysztofa Rutkowskiego, który zapowiedział, że włączy się do poszukiwań i na pewno znajdzie biznesmena.

 

- Policjanci robią to, co do nich należy - stwierdził Brudziński. - Jeśli detektyw Rutkowski ruszył do akcji, to może rozwiążmy policję, a ja się natychmiast podaję do dymisji - mówił minister.

 

- Ja nie prowadzę zakładu fryzjerskiego, nie odpowiadam za wizerunek pana Rutkowskiego, czy jego działania piarowe. Jest w tym świetny, nie ukrywam tego, tylko naprawdę szkoda telewidzów i mojego czasu, by rozmawiać o Rutkowskim, niech się tym ekscytują tabloidy - uznał Brudziński.

 

- Policja da radę, pan Marek Falenta zostanie doprowadzony do więzienia, tak samo, jak inni groźni przestępcy - podkreślił Joachim Brudziński.

 

Urlop na kampanię lub rekonstrukcja

 

- Od początku było wiadomo, zresztą sam to deklarowałem, że jeżeli byłaby decyzja premiera w uzgodnieniu z kierownictwem partii, że ministrowie konstytucyjni kandydujący do europarlamentu pozostają na swoich stanowiskach do dnia wyborów, że poproszę w tym najbardziej gorącym okresie ostatnich tygodni kampanii o urlop - powiedział Brudziński.

 

Polityk chce mieć możliwość spokojnego prowadzenia kampanii w swoim okręgu. Brudziński kandyduje z okręgu obejmującego województwa lubuskiego i zachodniopomorskiego.

 

- To trudny dla prawicy okręg. Moi kontrkandydaci to zawodnicy ciężkiej ligi. Jeżeli nie będzie ciężkiej pracy, nie będzie osobistego kontaktu z wyborcami nie będzie spotkań, to będzie trudno - powiedział gość "Graffiti" w Polsat News.

 

Według Brudzińskiego decyzję o urlopie będzie musiało konsultować kierownictwo partii i premier.

 

- Przypominam sobie wyjazdowe posiedzenia rządu w czasie kampanii wyborczej. Wtedy za panią premier (Kopacz - red.) nawet meble z KPRM-u jeździły - powiedział Brudziński.

 

Dodał też, że uszanuje decyzje kierownictwa partii.

 

- Jeżeli będzie decyzja o rekonstrukcji, to się jej podporządkuję jak każdy odpowiedzialny minister - wyjaśnił.

 

 

Protesty to element demokracji 

 

Według Brudzińskiego protesty, takie jak środowa akcja rolników z AgroUnii to element demokracji. Minister spraw wewnętrznych i administracji podziękował policji za dobre przygotowanie do zabezpieczania wystąpień publicznych.

 

- Wczorajsza demonstracja była legalna, spokojna, rolnicy nie stanowili zagrożenia dla innych użytkowników ruchu ulicznego - powiedział Brudziński.

 

Przypomniał jednak, że wcześniejszy protest rolników w Warszawie był nielegalny.

 

- Jeżeli się bez uzyskania wymaganych zgód pali opony na ulicy w centrum dużego europejskiego miasta, powoduje się zadymienie, kiedy zdezorientowani kierowcy mogą spowodować wypadek i jeszcze na dodatek niszczy się mienie publiczne, to jest to łamanie prawa - powiedział Brudziński.

 

- Ci, którzy w tym uczestniczyli muszą się liczyć z konsekwencjami - powiedział polityk.


Przyznał, że choć legalna, to jednak demonstracja rolników, która trwała od godz. 8 do 16 była uciążliwa dla mieszkańców Warszawy. Jak zaznaczył, protesty legalne są elementem życia publicznego.

 

- Dopóki rolnicy z Agrounii bądź inne grupy społeczne będą organizować legalne demonstracje, to jedynym zadaniem policji będzie zapewnić bezpieczeństwo im i mieszkańcom - powiedział polityk PiS.
 

Protest pracowników urzędów wojewódzkich

 

Pytany o zapowiedziane na czwartek na godz. 15:00 pikiety NSZZ "Solidarność" przed urzędami wojewódzkimi i postulaty związkowców szef MSWiA odpowiedział, że rząd jest gotowy do rozmów w tej sprawie. Według niego cały czas prowadzi je jego zastępca Paweł Szefernaker, który nadzoruje pion urzędów wojewódzkich i wojewodów w MSWiA.

 

- Konsekwentnie przeprowadzamy podwyżki, ale nie na skale, która by satysfakcjonowała - przypomniał Brudziński.

 

- Zawsze jesteśmy gotowi do rozmów z panem przewodniczącym Dudą, ze stroną społeczną - zapewnił Brudziński, dodając, że rząd jest "zawsze gotowy" do rozmów także z innymi związkami zawodowymi np. Związkiem Nauczycielstwa Polskiego czy Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych (OPZZ).

 

Dopytywany o oczekiwania związkowców szef MSWiA zwrócił uwagę, że NSZZ "Solidarność" stawia postulat "bardzo racjonalny".

 

- I wydawałoby się bardzo odpowiedzialny, żeby nie rozmawiać punktowo między poszczególnymi grupami zawodowymi, tylko znaleźć rozwiązanie komplementarne obejmujące wszystkich pracowników sfery budżetowej - mówił Brudziński. Podkreślił przy tym, że potrzebne jest rozwiązanie, które nie naruszy reguły wydatkowej.

 

Nie drukujemy pieniędzy, jesteśmy odpowiedzialni

 

- Jesteśmy ekipą odpowiedzialną, nie drukujemy pieniędzy. Ten transfer środków publicznych, który popłynął, bo popłynął - przecież to są miliardy złotych, które przekierowaliśmy do portfeli Polaków - nie jest spowodowany tym, że oto ustawiliśmy maszynkę do produkcji pieniędzy i te pieniądze produkujemy. Tylko wynika z oszczędności, z uszczelnienia systemu podatków, ze wzrostu gospodarczego" - podkreślił Brudziński.

 

Pikiety NSZZ "Solidarność" pod hasłem "Dość dyskryminowania pracowników" mają odbyć się przed 16 siedzibami urzędów wojewódzkich. Lider NSZZ "Solidarność" Piotr Duda postulaty związkowców nazwał "piątką Solidarności". Protesty maja się odbyć o godz. 15:00. "Zapraszam tych wszystkich, którzy czują się pokrzywdzeni, a pracują w sferze finansów publicznych, abyśmy wspólnie jutro wykrzyczeli to przed urzędami wojewódzkimi" - poinformował w środę Duda, który będzie manifestował przed budynkiem Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.

 

Wyjaśnił, że na "piątkę Solidarności" składają się żądania: podwyżek płac w sferze finansów publicznych, wprowadzenia kryterium stażowego uprawniającego do przejścia na emeryturę bez względu na wiek, odmrożenia wskaźnika naliczania Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, systemowych rozwiązań stabilizujących ceny energii oraz wsparcia dla przemysłu energochłonnego, a także niewliczania do minimalnego wynagrodzenia dodatku za wysługę lat.

 

 

hlk/ Polsat News, polsatnews.pl, PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze