Mieszaniec w typie amstafa ciężko pogryzł 6-latkę. Matka walczy o sprawiedliwość

Polska

Pani Emilia z małej miejscowości na Mazowszu pojechała z córkami do księgowej, by zostawić faktury. Rutynowa wizyta przerodziła się w dramat. Pies księgowej - mieszaniec w typie amstafa - zaatakował 6-letnią Malwinę. Odgryzł dziecku pół ucha, poszarpał policzek, powiekę, brew. Sprawę umorzono, bo prokuratura nie jest w stanie ustalić, w jaki sposób pies wydostał się z domu. Materiał "Interwencji".

- W życiu bym się nie odważyła z córkami pociągnąć za klamkę. Dlatego szłam pierwsza, a Malwinka na samym końcu. A mimo to on wybrał najsłabsze ogniwo z naszej trójki - przekonuje pani Emilia.

 

Do ataku doszło na początku grudnia ubiegłego roku.

 

- To były ułamki sekund, kiedy on się na nią rzuca, ja odrzucam starszą córkę, uderzam torebką. Krzyczymy wszystkie… Powiem szczerze, już teraz nie pamiętam… Mam jedyny obraz, jak Malwinka leży na schodach, a on na niej. Dwóch dorosłych mężczyzn musiało go odciągnąć od mojej córki - opowiada Emilia Marciniak.

 

- Ja się naprawdę nie poczuwam do winy, niech mi pan wierzy, nie poczuwam się w żaden sposób. Bardzo współczuję Malwinie, ale tylko temu dziecku i Michalinie - mówi reporterowi "Interwencji" właścicielka psa.

 

- Według mnie wina jest jednoznaczna, tylko i wyłącznie po jej stronie. Przecież tam prowadzi działalność, a ten pies nie był zabezpieczony - uważa Damian Marciniak, ojciec Malwiny.

 

"Dłuższy czas zakrywaliśmy lustra w domu"


Pogryziona dziewczynka została zabrana do szpitala. Obrażenia twarzy okazały się bardzo poważne. Malwina przeszła operację. Czekają ją kolejne.

 

- Nie ma połowy ucha, poszarpany miała policzek, zszywaną powiekę, zszywaną brew, krwiaka w oku - wylicza pani Emilia.

 

- Dłuższy czas zakrywaliśmy lustra w domu, bo Malwinka nie chciała siebie widzieć. Bała się patrzeć - wspomina Michalina, starsza siostra Malwiny.

 

Do dziś nie wiadomo, kto wypuścił psa. Matka Malwiny mówi, że drzwi otworzył ktoś z wewnątrz domu, ale księgowa, do której należy pies, mówi, że to matka dziewczynki musiała nacisnąć na klamkę.

 

- Znam siebie, nigdy do nikogo nie wchodzę, jak ta osoba nie otworzy mi drzwi. A tym bardziej w takim przypadku, jak wiem, że tam są zwierzęta – zapewnia pani Emilia.

 

- Jestem przekonana, że drzwi otworzyła pani Emilka. On dopiero zaatakował w momencie, kiedy te drzwi zostały otwarte - przekonuje księgowa.

 

"Ja ze swoimi wyrzutami sumienia walczę codziennie"


Właścicielka dostała mandat za brak szczepienia psa przeciwko wściekliźnie. Okazuje się, że może to być jedyna konsekwencja ataku amstafa na dziecko, bowiem prokuratura w Sochaczewie umorzyła sprawę.

 

- Co do tego, że doszło do pogryzienia dziecka przez psa, nie ma wątpliwości. Natomiast nie zostało rozstrzygnięte, kto stworzył stan zagrożenia i kto spowodował fakt, że pies mógł dostać się do innej osoby. Nie ma tam żadnego monitoringu ani żadnej osoby postronnej, która mogłaby złożyć zeznania ocenione później za najbardziej obiektywne - informuje Joanna Szymaniak z Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie.

 

- Uważam, że postępowanie powinno być przeprowadzone z większą starannością. Powinno dojść co najmniej jeszcze do konfrontacji, jeżeli dowody się równoważą w tym postępowaniu. Takie wysłuchanie stron może rzutować na to, że dajemy walor wiarygodności jednym zeznaniom, a innym odmawiamy - mówi Jarosław Zawadzki, pełnomocnik rodziców Malwiny.

 

- Ja ze swoimi wyrzutami sumienia walczę codziennie. Muszę zmienić opatrunek i widzę. I tego nic nie zmieni, będę z tym żyła. Ale chciałabym, aby druga strona przyszła i powiedziała: 


"Przepraszamy, to też jest nasza wina za niedopilnowanie psa. Nie chcieliśmy". A nie udawania. Ja do ich domu nie weszłam samoistnie, tego jestem pewna - podsumowuje pani Emilia.

zdr/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze