Ruszył proces handlarza roszczeń ws. warszawskiej reprywatyzacji. Marek M. nie przyznał się do winy

Polska
Ruszył proces handlarza roszczeń ws. warszawskiej reprywatyzacji. Marek M. nie przyznał się do winy
PAP/Tomasz Gzell

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie rozpoczął się w piątek kolejny proces znanego handlarza roszczeń Marka M. i Krystyny O. oskarżonych m.in. o oszustwo w związku z reprywatyzacją warszawskiej nieruchomości. Każdemu z nich grozi do 10 lat więzienia.

Według prokuratury oskarżeni mieli wprowadzić w błąd spadkobierczynię dawnych właścicieli nieruchomości przy ul. Dynasy 4 w Warszawie i odkupić od niej za 300 zł roszczenia do mienia o wartości 1 mln 40 tys. zł., co miało stanowić 1/8 wartości całej nieruchomości. Ponadto w tej sprawie M. miał też doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem drugiej ze spadkobierczyń dawnych właścicieli i odkupić od niej za 500 zł roszczenia do nieruchomości także o wartości 1 mln 40 tys. zł.

 

"Poszkodowane interesowały się roszczeniami, nie swoim zdrowiem"

 

W piątek przed stołecznym sądem okręgowym ruszył proces w tej sprawie. Marek M. został doprowadzony do sądu z aresztu. Po odczytaniu aktu oskarżenia M. nie przyznał się do winy. Odmówił też składania wyjaśnień.

 

Sędzia Alina Sobczak-Barańska odczytała treść zeznań złożonych przez Marka M. podczas śledztwa. Według M., poszkodowane w tej sparwie osoby sprzedały roszczenia do części nieruchomości przy Dynasy 4 ponieważ, "nie chciały uczestniczyć w postępowaniach administracyjno-sądowych". Jak dodał w postępowaniu prokuratorskim, "poszkodowane nie były zainteresowane roszczeniami i dorabianiem się pieniędzy".

 

- One (poszkodowane - red.) traktowały te roszczenia jako rzecz bezwartościową. Bardziej interesowały się swoim zdrowiem, a nie roszczeniami - zaznaczył.

 

"Absolutnie nie poczuwam się do winy"

 

W piątek wyjaśnienia przed sądem składała Krystyna O. Oskarżona w podeszłym wieku też nie przyznała się do winy.

 

- Absolutnie nie poczuwam się do winy. Zupełnie nie zgadzam się z zarzutami. Absolutnie nie chciałam wyłudzić żadnych roszczeń - oświadczyła przed sądem.

 

W wyjaśnieniach składanych jeszcze na etapie postępowania prokuratorskiego oskarżona zapewniła, że nie była wspólniczką Marka M. Podkreśliła też, że kontakt do M. znalazła w ogłoszeniu. Krystyna O. wskazała przy tym, że Marek M. miał się w jej imieniu zajmować procesem reprywatyzacyjnym nieruchomości przy Dynasy 4, jednak ostatecznie - jej zdaniem - oszukał ją.

 

- Ja w ogóle nie znałam się na procedurze reprywatyzacji i skupywania roszczeń. Ja po to zatrudniłam pana M. żeby te sprawy załatwiał, bo ja się na tym nie znałam. On miał zdolność oczarowywania ludzi. Do głowy mi nie przyszło, że to jest jakiś oszust - zapewniała.

 

Dodała też, że na "interesach" z Markiem M. nie zarobiła nawet złotówki.

 

Pełnomocnik Marka M. mec. Krzysztof Stępiński zawnioskował o zmianę sposobu złożenia kaucji z gotówki na poręczenie w postaci nieruchomości. "Z procesowego punktu widzenia nie ma żadnego powodu, dla którego Marek M. ma w dalszym ciągu przebywać w areszcie. Zostało zaproponowane bardzo wysokie poręczenie (3 mln zł -red.). Poręczenie, które zaproponowaliby w pełni zabezpieczy prawidłowy tok postępowania" - uzasadnił mec. Stępiński.

 

Latem ubiegłego roku Marek M. został zatrzymany i doprowadzony do zajmującej się sprawami stołecznej reprywatyzacji Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. Usłyszał wówczas zarzuty w sprawach nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Dynasy 4, a także Opoczyńskiej 4B i tzw. Folwarku Służewiec.

 

60 tys. złotych grzywny nieprawomocnej kary grzywny

 

Latem ubiegłego roku Marek M. został zatrzymany i doprowadzony do zajmującej się sprawami stołecznej reprywatyzacji Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu. Usłyszał wówczas zarzuty w sprawach nieprawidłowości przy reprywatyzacji nieruchomości przy ul. Dynasy 4, a także Opoczyńskiej 4B i tzw. Folwarku Służewiec.

 

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie w lutym.

 

Z kolei w początkach grudnia zeszłego roku warszawski sąd okręgowy wymierzył M. nieprawomocnie karę 60 tys. zł grzywny i 31 tys. zł kosztów sądowych w innej sprawie - dotyczącej wyłudzenia poświadczenia nieprawdy w dokumencie sądowym w związku z reprywatyzacją kamienicy przy ul. Targowej. Sąd wskazał, że M. wprowadził w błąd sąd rejonowy "co do faktu, że w dalszym ciągu jest uprawniony do reprezentowania spadkobierczyni jako jej kurator, a co za tym idzie, że ta osoba w dalszym ciągu żyje". Jak wyjaśniał sąd, podstępne wprowadzenie w błąd polegało na tym, że oskarżony zataił informację o śmierci spadkobierczyni nieruchomości.

bas/las/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze